Życie i śmierć w słonecznej Kalifornii. "Lodge 49" – recenzja nowego serialu AMC

"Lodge 49" (Fot. AMC)

0

Praktycznie niezauważona przeszła premiera "Lodge 49", nowego serialu telewizji AMC, w którym Wyatt Russell wstępuje w szeregi dziwnego klubu i zaczyna szukać sensu życia. Oto, dlaczego warto go zobaczyć.

AMC wypuściło w tym tygodniu cały 10-odcinkowy sezon serialu "Lodge 49", po którym chyba nikt nie spodziewał się niczego wielkiego. Na czele z samą stacją, która jakoś szczególnie tego tytułu nie promowała, i studiem, które nie zadbało o to, by mogli go bez przeszkód zobaczyć widzowie z całego świata. Wielka szkoda, bo tak się składa, że to jedna z najciekawszych, najbardziej oryginalnych premier tego lata. Jeśli tylko będziecie w stanie ją zaakceptować z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Rzecz się dzieje w Kalifornii, w Long Beach, miasteczku surferów, gdzie od dziecka mieszkał nasz główny bohater, Dud, a właściwie Sean Dudley (Wyatt Russell, syn Kurta Russella i Goldie Hawn, którego aparycja perfekcyjnie pasuje do tej roli). Jego ksywka nie jest przypadkowa, bo to typ "kolesia", fajtłapy i surfera w jednym - wyluzowany gość, który nie ma pracy, dachu nad głową, telefonu itd. Ma za to znajomy lombard, w którym pozbywa się sukcesywnie resztek skromnego dobytku i zaciąga zdecydowanie zbyt wysokie pożyczki.

Jego życie skręca w nieco innym kierunku już w pilocie serialu, kiedy to podczas przeszukiwania plaży wykrywaczem metalu Dud znajduje złoty pierścień z charakterystycznym lwem. Niedługo potem trafia do jego właścicieli - specyficznego bractwa tudzież loży, klubu, stowarzyszenia, nazywajcie to jak chcecie. Miejsce jest z gatunku niezwykłych - ma swoją historię, charakterystyczne ceremonie, tawernę, gdzie piwo popija się z metalowych kufli, i centralę w Londynie. Wydaje się być wyjęte z innej rzeczywistości i właściwie nie wiadomo, jak miałby tam się wpasować nasz "koleś".

Lodge 49 recenzja

A jednak Dud pojawia się w klubie i pierwsze, co robi, to streszcza w kilka minut całą historię swojego życia: pochodzi z Long Beach, tu się wychował, prowadził razem z ojcem sklep z akcesoriami basenowymi, surfował, cieszył się tym, co miał. Po niespodziewanej śmierci ojca rok temu wszystko rozpadło się na kawałki - on i jego siostra Liz (Sonya Cassidy z "Humans") nie otrząsnęli się z żałoby, toną w długach, które zostawił im rodzic, i bardziej trwają, niż prowadzą jakiekolwiek życie. Członkowie klubu, na czele z Ernie'em (Brent Jennings z filmu "Moneyball") - sprzedawcą toalet i następcą "tronu" w jednym - go wysłuchują i tak zaczyna się cała historia.

Historia, która nie wydaje się ani trochę wydumana, choć ma dość nietypową oprawę, także wizualną i muzyczną, i potrafi w zaskakujący sposób łączyć dramat z komedią. "Lodge 49" to w telegraficznym skrócie leniwie tocząca się opowieść o życiu, śmierci i wszystkim pośrodku - tyle że trochę inna niż te, które do tej pory oglądaliśmy w telewizji. Twórca serialu, Jim Gavin (autor książki "Middle Men: Stories"), mówi, że inspirował się powieścią "49 idzie pod młotek" Thomasa Pynchona, tworząc ten dziwny, wypełniony absurdalnymi cudami świat i bohaterów, z których każdy bez wyjątku jest w jakimś sensie życiowym rozbitkiem.

Przez życie dryfują przede wszystkim Dud i Liz, czasami razem, zwykle osobno, oboje osieroceni, potłuczeni, niezdolni do zamknięcia poprzedniego rozdziału w życiu. Ich skrajnie różne mechanizmy obronne - on podchodzi do wszystkiego raczej z nadzieją i optymizmem, ona stawia na cynizm - pozwalają im trwać, ale nic więcej. Kiedy Dud przekracza bramę Loży 49, znajduje jakiś punkt zaczepienia, a przynajmniej tak mu się wydaje.

Lodge 49 recenzja

Tak się jednak składa, że trafia do świata, w którym wszystko to, co wydaje się najbardziej pociągające - niezwykłość, ekscentryczność, przyjaźń po wsze czasy, morze darmowego piwa - to tylko wierzchnia warstwa, skrywająca masę codziennych problemów i frustracji. Znalezienie kogoś, kto będzie twoim mistrzem ewentualnie przewodnikiem po życiu, to nie taka prosta sprawa, kiedy wszyscy dookoła są tak samo pogubieni jak ty.

Oprócz wymienionej wyżej trójki - Duda, Liz i Ernie'ego - w barwnym i w większości ogromnie sympatycznym zestawie bohaterów znajdziecie jeszcze m.in. Blaise'a (świetny David Pasquesi), największego z tutejszych oryginałów, który został alchemikiem, bo nic innego mu nie wyszło; dotychczasowego szefa klubu, Larry'ego (Kenneth Welch), czy Connie (Linda Emond), dziennikarkę, która traci pracę, bo dla takich jak ona nie ma już miejsca w mediach. Charakter mają zresztą w "Lodge 49" nie tylko ludzie, ale także miejsca i rzeczy, w tym żółte auto Duda, będące jednym z najbardziej charakterystycznych serialowych rekwizytów.

Wszyscy tu chadzają własnymi ścieżkami, podobnie jak sam serial, który ma rewelacyjne momenty, ale zdarza mu się też pobłądzić i zejść na manowce. Jim Gavin próbuje w swoim scenariuszu połączyć tysiąc najróżniejszych rzeczy - od surfingu, poprzez loże jak z XIX-wieku, aż po komentarz na temat tego, jak światem rządzą korporacje i szarawi biznesmeni - co raz mu wychodzi lepiej, raz gorzej. Serial często dryfuje tak jak jego bohaterowie, niekoniecznie dokądś zmierzając. Ale kiedy jest świetny, wtedy rzeczywiście tę świetność widać.

Lodge 49 recenzja

"Lodge 49" ma w sobie luz i swobodę, jakich mogą mu pozazdrościć znacznie bardziej utytułowane produkcje, a także bohaterów, którzy po prostu tutaj pasują. Depresyjno-słoneczny świat serialu potrafi sprawiać odrealnione wrażenie, zaskakiwać swoją innością, zachwycać stylizacją na stary film o surferach i atakować solidną dawką czarnego humoru, a jednak nigdy nie wypada to wszystko sztucznie. I to mimo że jego bohaterowie muszą co jakiś czas porządnie się uszczypnąć, aby mieć pewność, że to jeszcze ich życie, a nie pokręcony sen albo halucynacje. Czyli w gruncie rzeczy non stop trwają w stanie, który czasem dopada każdego z nas.

"Czy jest inny sposób na życie?" - pyta ich powracający co jakiś czas przydrożny billboard. Odpowiedź pojawia się w finale, wymalowana wielkimi literami na tymże billboardzie, ale jak wszystko tutaj, trudno ją uznać za coś innego, niż złośliwy chichot losu. Serial AMC bardzo się w takowych lubuje, często stawiając swoich bohaterów w sytuacjach, kiedy nie wiadomo właściwie, czy śmiać się czy płakać. I pozostaje przy tym opowieścią, z której dosłownie bije ciepło i zrozumienie dla wszelkiego rodzaju dziwności i odmienności. A i odrobina jakże potrzebnego optymizmu się znajdzie.

Jeśli szukacie w telewizji historii innych, nietypowych, zmagających się bez wielkich pretensji z egzystencjalnymi tematami, sprawdźcie koniecznie "Lodge 49", którego 1. sezon to przemyślany, dobrze napisany rozdział z życia Duda i spółki. Serial ma momenty lepsze i słabsze, ale potrafi nagradzać widza za cierpliwość i koniec końców okazuje się wart poświęconego mu czasu. Byłoby szkoda, gdyby przeszedł niezauważony, bo w czasach, kiedy wszystko "już było", każdy oryginalny pomysł jest w cenie.

  • Artur Larek

    Gdzie można zobaczyć ten serial w Polsce?

    • Artur Kruk

      Znalazłem w sieci. Są również napisy, póki co - angielskie.