Wszędzie martwe dziewczynki. "Ostre przedmioty" - recenzja 6. odcinka

"Ostre przedmioty" (Fot. HBO)

0

Udowadnianie czegoś samej sobie, nietypowe zacieśnianie więzi z siostrą i poszukiwanie odpowiedzi. Camille znów miała co robić, ale czy coś zbliżyło ją do rozwiązania zagadki? Spoilery.

"Nigdy cię nie kochałam" – wagi okrutnych słów, jakimi Adora (Patricia Clarkson) rzuciła w stronę córki w poprzednim odcinku, nie sposób przecenić. Wracam do nich nieprzypadkowo, bo ich konsekwencje napędzają "Ostre przedmioty" również w tym tygodniu, zaogniając konflikt obydwu kobiet, ale przede wszystkim wpędzając Camille (Amy Adams) w kłopoty, gdy ta za wszelką cenę starała się udowodnić samej sobie, że potrafi czuć.

Gdyby skończyła na dowodzie numer jeden, czyli nocy spędzonej z detektywem Willisem (Chris Messina), moglibyśmy naszej bohaterce tylko pogratulować. Można się jednak było spodziewać, że na tym temat się nie zakończy i potrzebny będzie dowód numer dwa. Problem w tym, że on nie zawierał już stróża prawa szarmancko oferującego jej swoją starą flanelową koszulę, ale imprezę w towarzystwie bandy nastolatków, oxy i ecstasy. Kłopoty gwarantowane.

sharpobjects2

Oczywiście do tych w wykonaniu Camille zdążyliśmy się już przyzwyczaić co najmniej równie mocno jak do tego, że "Ostre przedmioty" traktują kryminalną konwencję z wyjątkowym pobłażaniem. Nie zdziwiło mnie zatem ani trochę, że na dwa odcinki przed zakończeniem, gdy każdy inny przedstawiciel gatunku układałby fundamenty pod wielki finał, tutaj twórcy zaserwowali nam kolejną godzinę skupioną na niezdrowych emocjach i jeszcze gorszych relacjach. Godzinę rzecz jasna znów jak najbardziej udaną.

"Cherry" to właściwie "Ostre przedmioty" w pigułce. Mieliśmy jeszcze jedno starcie Adory z Camille, kolejne wspomnienia z przeszłości tej drugiej, niepokojące i oderwane od rzeczywistości sceny z Ammą, oraz unoszący się w powietrzu klimat dusznej tajemnicy i poczucia, że wszyscy wiedzą więcej, niż mówią. Następna porcja narzekań na tempo serialu i brak fabularnych konkretów jest więc nieunikniona, ale ode mnie znów ich nie usłyszycie. Nie po odcinku, w który wsiąkłem po uszy, po raz kolejny dając się porwać już poznanym sztuczkom.

Wśród nich królowało oczywiście stwarzanie pozorów, że sprawa kryminalna jest tu szczególnie istotna. Jak słusznie zauważyła Camille, cała ta sytuacja z rowerem jest szyta zbyt grubymi nićmi, by być znaczącą, choć pewnie John (Taylor John Smith) będzie miał na ten temat inne zdanie. Jednak sam fakt, że po otrzymaniu teoretycznie kluczowej wskazówki w sprawie, najpoważniejszą konsekwencją zajścia jest kłótnia Adory z Camille, wiele mówi. Poszlaki zostawmy innym, my skupiamy się na naszych bohaterkach – wydają się mówić twórcy.

sharpobjects4

I słusznie, bo przypuszczalnie i tak do nich się tu wszystko sprowadza, nieważne ile osób jeszcze powtórzy, że kobiety są tu poza wszelkimi podejrzeniami. Patrząc na te z Wind Gap, można właściwie dojść do wniosku, że wykluczanie ich to przejaw jawnej niekompetencji ze strony śledczych. Spójrzcie tylko na grupę podstarzałych cheerleaderek, z którymi spotkała się Camille. Płacz przy oglądaniu "Beaches", obgadywanie wszystkich przy każdej nadarzającej się okazji, sztuczne uśmiechy, jad kryjący się za każdym słowem. No przecież to jak zjazd potencjalnych podejrzanych. Tak, wiem, że szukanie wśród nich morderczyni mija się z celem, ale ta koszmarna grupka jest kolejnym dowodem na to, że panie z Wind Gap są o wiele bardziej warte uwagi niż panowie.

Przynajmniej z naszego punktu widzenia, bo Camille prawdopodobnie nie wytrzymałaby ich towarzystwa bez wsparcia ze strony whisky i niejakiej Bekki (Hilary Ward). Podobnie jak przed laty, tak i teraz dwie outsiderki (choć z różnych powodów) szybko znalazły wspólny język, co można zestawić również z wcześniejszą sceną, gdy Camille bez szczególnego powodu przytuliła w kuchni Gaylę (Emily Yancy), a ta odwzajemniła to proste okazanie uczuć. W obydwu przypadkach dało się bowiem wyczuć bijące z tych zwykłych czynności ciepło.

sharpobjects5

Jak rzadko to występuje w Wind Gap, nie muszę nawet wspominać. Wystarczyło zresztą, że rozmowę Camilli z Beccą przerwała reszta kobiet, a cała lekkość zniknęła jak ręką odjął. Sępy przybyły na łowy, a wraz z nimi wrócił temat morderstwa, który w jednej chwili zamienił się w nie tak znowu zawoalowaną pogardę wobec naszej bohaterki. Nie masz dzieci, więc nie możesz czuć tego, co my. Inaczej mówiąc, jesteś inna, nie przestrzegasz naszych zasad, gardzimy tobą. Wygląda znajomo? No jasne, przecież to wypisz, wymaluj stosunek, jaki okazuje Camille również Adora.

Łatwo przeoczyć tkane subtelnie przez twórców powiązania, biorąc kolejne sceny za niewiele znaczące wstawki, ale im dalej w serial, tym bardziej jasne staje się, że wszystko tu ma swój cel. Ten w spotkaniu Camille z dawnymi "przyjaciółkami" był bardzo prosty – pokazać, że panna Preaker jest kompletnym wyrzutkiem nie tylko w swoim domu, ale w całym Wind Gap. Mieście, gdzie kobiety definiuje się przez macierzyństwo, a to traktowane jest (również przez nie same) jako obowiązek i spoczywający na nich ciężar.

Co jednak ciekawe, jego rola nie ogranicza się tylko do tego. Bywa ono również nośnikiem swego rodzaju dziedzicznej traumy (stosunek Adory do Camille ma wynikać ze sposobu, w jaki była traktowana przez własną matkę), a rozszerzając je na ogólnie pojęte rodzicielstwo, także drogą do zrozumienia wyrządzonych kiedyś krzywd. Przykład tego drugiego mieliśmy w wyjątkowo niekomfortowej scenie "przeprosin za gwałt" w wykonaniu Kirka Laceya (Jackson Hurst), w którym posiadanie córek rozwinęło umiejętność postrzegania kobiet jako ludzi. Wyjątkowo ponure wyznanie, ale patrząc na całą resztę Wind Gap… może rzeczywiście szczere?

sharpobjects3

Nad szczerością zresztą warto się mocniej pochylić, bo to kolejna z rzeczy, które w "Ostrych przedmiotach" pojawiają się bardzo rzadko. Cóż jednak może uaktywnić szczere wyznania lepiej, niż wspominane już narkotyki i alkohol? Tych na imprezie pełnej nastolatków, na którą wciągnięta została (nie żeby się mocno opierała) również Camille, nie brakowało, więc efektem były chwile szczerości między nią i Ammą, poprzedzone bardzo efektowną nocną jazdą na wrotkach przez całe Wind Gap.

Mogliśmy się tu dobitnie przekonać, jak nietypowa jest relacja pomiędzy siostrami. Począwszy od pocałunku (zuchwalstwo? prowokacja? ostrzeżenie? sprawdzanie, do czego można się posunąć?), a skończywszy na sposobie, w jaki Amma dotykała blizn na plecach Camille, biło od tych scen coś niepokojącego. Zarazem jednak były tam momenty, gdy pomiędzy kobietą i nastolatką dało się wyczuć rodzaj autentycznej więzi.

Może to przez emocjonalne wyobcowanie, jakiego obydwie padły ofiarami ze strony Adory i teraz szukały w sobie nawzajem oparcia, ale może przez coś innego, co twórcy nam tu wyraźnie zasugerowali. A mianowicie strach. Wyglądającą na w stu procentach prawdziwą obawę Ammy, że stanie się z nią coś złego i nie może temu zapobiec. Spoglądająca wówczas na swoje córki przez szparę w drzwiach Adora była już tylko dopełnieniem sugestii.

sharpobjects6

"Zawsze lepiej radziłaś sobie z dziewczynkami" – powiedział w pewnym momencie Alan (Henry Czerny) do swojej żony, co w świetle całego odcinka brzmi wyjątkowo złowrogo i daje do myślenia. Podobnie jak fakt, że Adora nie pozwoliła na przeprowadzenie sekcji na Marian czy powtarzające się sugestie, by to w jej stronę kierować wzrok w sprawie zamordowanych dziewczyn. Wychodzi na to, że jednak "Ostre przedmioty" mogą być bliższe kryminalnym schematom, niż się wydawało. No chyba że to znów zmyłka, a prośba Ammy, by siostra zabrała ją ze sobą do St. Louis to zwykłe wyolbrzymienie.

Czy rozwiązanie będzie oczywiste, czy nie, myślę, że i tak będziemy zadowoleni. Odnosząc się do użytej tu metafory: Wind Gap i jego mieszkańcy są jak czereśnie – lśniące z wierzchu, ale skrywające ciemną, twardą pestkę. Ta, przybierająca postać wszystkich martwych dziewczyn, jakie nawiedzają Camille we śnie i na jawie, wystarcza natomiast, by śledzić "Ostre przedmioty" z niemalejącą fascynacją.

Kolejne odcinki "Ostrych przedmiotów" można oglądać w poniedziałki na HBO i HBO GO.

  • LuKe

    W tym tygodniu kolejny słaby odcinek "Ostrych przedmiotów". I wcale nie chodzi o to, że ponownie nie było kryminału. Chodzi o to, że fabuła była po prostu niedorzeczna. Oglądałem to niemal jak jakiś pastisz dramatu psychologicznego lub jakieś kino klasy B. Bardziej efekciarskie niż efektowne. Owszem podobały mi się scenki na imprezie czy jazda na rolkach w teledyskowym miksie piosenek i obrazów - ale tym właśnie były - niewiele znaczącą teledyskową efekciarską wstawką, która miała być cool.
    Cała reszta - począwszy od strasznie sztucznych teatralnych dialogów (kto w ogóle tak ze sobą rozmawia i rzuca na wiatr złote myśli?), przez grubo i chaotycznie ciosaną fabułę (nie ogarniam połowy sytuacji tego odcinka. To było jak skakanie z miejsca na miejsce, w którym pojawiają się te same postacie, w różnych konfiguracjach i nie wiadomo w sumie dlaczego? I momentami było to wręcz dla mnie nielogiczne - ten cały niestrawny sos bohaterów - wszyscy są wszędzie, część tam gdzie teoretycznie być ich nie powinno), postacie (Adora, kółko emerytowanych cheerleaderek, Ashley) - tak przerysowane, że naprawdę nie da się tego oglądać jak poważnego dramatu - coraz bardziej przypomina to kreskówkę.
    Do serialu wdziera się też repetytywność. Kłótnia z Adorą, siostrzane gierki, telefon do przyjaciela - przykłady mozna mnożyć i mnożyć - co tydzień wszystko rozgrywa się mniej więcej tak samo.

    Dla mie z tygodnia na tydzień "Ostre przedmioty" tracą na jakości. Nawet ta psychologia postaci jest tu udziwniona do granic wiarygodności. Postacie dramatu wydają się chodzącymi banałami, a nie ludźmi z krwi i kości.

    • Jan

      A myślałem już że tylko ja mam problem z kolejnymi odcinkami. Jak na początku oglądania niedaleko było mi do zachwytu tak odcinki 4-6 zaczynają mnie nużyć i najlepsze z nich są utwory muzyczne, szczególnie na koniec odcinka.

      • LuKe

        Wszystko stoi w miejscu. Minęło sześć godzin serialu i jedyną relacją, która się posunęła do przodu w jakimkolwiek sensie jest związek Camille z detektywem. Wszystko inne (osobiste wątki postaci jak i sprawa kryminalna) pozostaje niezmienne - po prostu więcej dowodów/przykładów tego samego.

    • Iwona

      Ja nadal jestem wrażeniem tego serialu, bo nawet najgorszą scenę w nim oceniam tak z 10 razy lepiej niż pierwowzór literacki, ale nie da się ukryć, że jedną z istotniejszych rzeczy w tej produkcji jest to, że jakością (gry aktorskiej, reżyserii, realizacji) stara się przykryć banały (na czele z banalnymi rysunkami postaci), które popełniła pani Flynn. I czasem zrobić się tego nie da.

      • LuKe

        Kiedy nawet w tych aspektach, które wymieniłaś serial zaczyna szwankować. Bo naprawdę uważam, że w tym odcinku przeszarżowań aktorskich było zbyt wiele, nawet w postaci Adory. Być może jest to już zmęczenie materiału, ale ta postać (i sporo innych) po prostu zaczyna być nierzeczywista, kreskówkowa, mało subtelna. Przez co coraz ciężej uwierzyć i w psychologię postaci i zajmować się ich uczuciami na serio. No chyba, że założeniem był jednak jakiś pastisz - przemocowe życie seksualne amerykańskich wieśniaków, którzy są tak stereotypowi, że już bardziej się nie da.
        Momentami serial zamienia się w "kuku na muniu" show. Co do realizacji? Też jest różnie. Ja lubię teledyskowość produkcji filmowych, ale tutaj te momenty tak strasznie odstają od całej reszty i tak strasznie widać, że chcą rezonować z młodą publicznością (chcą być cool), że wydają się być częściami zupełnie odrębnej produkcji. Kiedy siostry kręcą się w kółko trzymając się za ręce - nie wiem w ilu produkcjach widziałem ten motyw, również w wersji horrorowej z pojawiającymi się zwidami.

        Po wszystkim, co zobaczyliśmy w 6 godzinach serialu, mam nieodparte wrażenie, że śmiało można to było zmieścić w dwóch godzinach. Ponieważ na razie to mam wrażenie z cyklu: "chodzi lisek koło drogi" i ani lisek, ani droga nie są na tyle zajmujące, aby wynagrodzić wady programu. Momentami mamy do czynienia jedynie z ładnymi obrazkami.

        Śmieszy mnie metafora z tego odcinka. Ta o czereśni. Bo pomijając już jakąś taką banalność tego wyrażenia, to pestki czereśni są jasno-kremowe i w porównaniu z pestkami innych owoców stosunkowo miękkie - uginają sie pod naporem zębów ;)

        P.S. Camille ma cięcia (napisy) na plecach - ktoś mi może wyjaśnić jak można się pociąć samemu na plecach?
        Jeśli to nie Amma lub Ashley są morderczyniami, to nie wiem dlaczego ale zastanawiam się nad czarnoskórą służącą. Po co umieszczać ją w serialu i wtryniać we wspomnienia sióstr? Ewidentnie jest taką cichą wodą. Skoro ofiary bywały w domu Adory, to miały też do czynienia ze służącą. Może to ona się mści za grzechy ich ojców.

        • Iwona

          Adora od początku nie jest subtelnie zagrana. To jest okropnie konturowe granie, z teatralizacją gestów, budowanie postaci bardzo formalnie - na kontroli wszystkiego od artykulacji po odruchy. I ja to kupuje, to jest taka postać. Problem jest rzeczywiście w tym, że po 6 odcinku wiemy o Adorze tyle samo co wiedzieliśmy po 1. Tym samym aktorka kręci się w kółko, bo nic więcej w tej postaci nie ma. Ale dla mnie to kręcenie się nadal jest atrakcyjne.

          "Teledyskowość" nie wydaje mi się być ukłonem w stronę młodszej publiczności i próbą bycia cool, tylko prostym zabiegiem, który się uruchamia gdy mamy za mało długich ujęć, za mało sensownego ciągu fabularnego i szybkim montażem + atrakcyjną muzyką trzeba to przykryć :D Moim zdaniem tutaj to się broni, jest to poszarpane mniej więcej tak jak ciało Camille.

          • LuKe

            Ja też kupowałem Adorę, ale już nie. Too much ;) Przyznasz jednak że zarówno stare cheerleaderki i dziewczyna Johna Keena przekroczyły swoimi występami aktorskimi granice przerysowania i wkroczyły niemal na ściążkę ekspresji filmów niemych ;) Amma jeszcze się trzyma, ale resztkami sił - jest w jej erotyczno-psychopatycznej lolicie coś przyciągającego.
            Twoje ostatnie zdanie bardzo ładnie brzmi, ale dla mnie to już zbyt poetycka nadinterpretacja ;)
            A jak z tymi ranami na plecach? Czy możliwe jest, że ktoś Camille to zrobił?

          • Iwona

            Oczywiście że nadinterpretacja, ale ta fabuła jest rwana, oparta na jakiś asocjacjach z 2 powodów: 1 - bo to zgrabny sposób żeby ukryć niedostatki treści, 2- bo trochę taki też jest ten świat, zwłaszcza świat Camille; nieposklejany, niepoukładany.
            Co do ran na plecach to nie pamiętam czy to było w książce czy nie, ale wiesz jak jest - dużo luster, dużo gimnastyki, długi nóż i pewnie wszystko się da. McGyver nie taki rzeczy by zrobił ;-)

          • Bardzo konkretnie to było w książce opisane - gdzie była w stanie dosięgnąć, a gdzie nie, i jak się musiała nagimnastykować, żeby znaleźć jeszcze miejsce na kolejne słowa. W serialu jest to robione tak, że Amy Adams pisze na sobie pisakiem, a potem zamieniają to na "bliznę". Pisaliśmy o tym: http://www.serialowa.pl/181741/amy-adams-ostre-przedmioty-blizny/

            A co do tego, że niby się nic nie dzieje - absolutnie się z tym nie zgadzam i sugeruję po prostu oglądać nieco uważniej. Wtedy byśmy rozmawiali o ugryzieniu na uchu Ashley albo o tym, jak Richard grzebie w przeszłości Camille, a nie o tym, że nic się nie dzieje :)

          • LuKe

            Oglądam uważnie Marto :)
            Napisałem przecież że w relacji Dicka i Camille jako jedynej coś się dzieje - z odcinka na odcinek następują jakieś zmiany. W końcu przeszliśmy od pozorenj niechęci i dogryzania sobie, do sypiania ze sobą, a teraz do grzebania w jej przeszłości.
            A ugryzienie ucha to tylko drobny element, który może być ważny, a może nie. Cheerleaderka wysuwa się na główną podejrzaną, bo dziwnie się zachowuje, wyciera plamy krwi pod łóżkiem, dzieciak (który widział białą damę) na dorocznej imprezie jest przerażony na widok dziewczyny, no i teraz mamy ugryzienie na uchu. Jeśli to jest "dzianie się" to chyba inaczej rozumiemy ten termin.
            W całym tym kalejdoskopie postaci i ich paplaniny i wzajemnych relacji - nic się nie dzieje.A przynajmniej nic nowego. Z każdym odcinkiem więcej dowodów na to samo. Rozumiem, że to murder mystery i pożal się Boże dramat psychologiczny (choć ciężko strawić tę ideę), ale zdecydowanie za długo tajemnice trzymane są z dala od widza. Twórcy trzymają niestety wszystko na finał.

          • BMR

            Ja mam wrażenie, że z odcinka na odcinek dzieje się więcej. Tylko to nie jest takie fabularnie liniowe dzianie się z punktu A do punktu B; dzieje się w warstwie emocjonalnej, rzeczy "wychodzą" niejako przy okazji kolejnych retrospekcji czy zwidów Camile. Taka trochę narracja snu- rzeczy najczęściej śnią się "nie po kolei". Nie czytałam książki- ale mam wrażenie, że serial może zyskiwać w stosunku do materiału źródłowego właśnie przez użycie takich "wycieczek fabularnych".

          • LuKe

            Możliwe (choć skoro książka była słaba, to nie wiem czy to aż takie osiągnięcie) ale mam przeczucie, że jak już wszystko wybrzmi to i tak wyjdzie szydło z worka i odsłoni i uwydatni wszystkie słabe strony tej produkcji. Czytałem gdzieś, że jak dowiemy się dlaczego morderca wyrywał ofiarom zęby będziemy się tarzać ze śmiechu.
            Warstwa emocjonalna w tym serialu dla mnie leży (twórcy coś ewidentnie robią nie tak). Ale o tym już pisałem.
            Piszesz, że dzieje się dużo. No to powiedz mi czy dowiedziałaś się czegoś nowego np. o Adorze w przeciągu tych sześciu godzin - bo ja nie. Wszystkie moje przypuszczenia i założenia dotyczące jej zachowania i relacji z córkami nie zmieniły się od pilota. Dostajemy tylko więcej utrwalenia tych opinii. I tyle. I tak jest z wszystkimi postaciami. Nawet z Camille.

          • BMR

            O Adorze? Że nigdy nie kochała Camile (w przeciwieństwie do pozostałych dwóch córek, Marianne i Ammy). Prawdopodobnie dlatego, że Camile to "wpadka" Adory z czasów przedmałżeńskich. Przy czym Adora się absolutnie tego braku uczuć w stosunku do własnego dziecka nie wstydzi. Wręcz przeciwnie- uczyniła z nich znak firmowy relacji z najstarszą córką którą nie dość, że z premedytacją odarła ze złudzeń, że kiedykolwiek ją kochała albo mogła ją pokochać (a takie złudzenia Camile miała i cały czas ma, jak pokazuje jej sen z początku ostatniego odcinka), to jeszcze przez lata wbijała jej- najwyraźniej z premedytacją- szpile, pracowicie podkopując poczucie wartości dorastającej dziewczyny (co prawdopodobnie było jedną, jeśli nie jedyną przyczyną samookaleczania się Camile). Przy czym to nie tak, że Adora nie jest zdolna do miłości; niewątpliwie kochała Marianne. Nie wykluczam, że Ammę też kocha- ale ten osąd zostawiam sobie na po ostatnim odcinku. Ona po prostu zdecydowała, że Camile nigdy nie pokocha- po części dlatego, że przypomina jej ojca Camile (którego, zdaje się, nigdy nie było na horyzoncie). I jest to najprawdopodobniej odbicie relacji Adory z jej własną matką.

          • LuKe

            Pomijając to jedno konkretne zdanie, które nie ma dla mnie aż takiej wagi i nie było zaskoczeniem (powód być może jest znaczący, ale nie został jeszcze 100% wyartykułowany - używasz słów "przypuszczam", "nie wykluczam" - czyli nie wiesz, bo serial dostarcza mglistych wskzówek) to te relacje były nie tylko jasne już w pilocie, ale i już po lekturze samego zwiastuna serialu. I nic się w nich nie zadziało, poza dodawaniem kolejnych szczegółów i warstw tego samego. Coś na zasadzie. Adora nie lubi swojej córki. Pięć odcinków później - progres - ona naprawdę jej nie lubi ;) Tak to niestety w "Ostrych przedmiotach wygląda" u większości postaci.

          • BMR

            No i właśnie te kolejne warstwy są dla mnie zajmujące. Bardzo mi leży takie "pogłębianie" poszczególnych wątków (nawet jeśli z punktu widzenia fabuły okazują się- lub w ostatecznym rozrachunku okażą się- być nieistotne). I tak- pomimo, że od początku było dla mnie (oraz - chyba - wszystkich innych) jasne, że Adora nie lubi córki to fakt, że NAPRAWDĘ jej nie lubi jest dla mnie odkryciem/zaskoczeniem. Dla mnie właśnie to nie jest "tak to niestety w "Ostrych przedmiotach wygląda". Dla mnie to jest "tak to na szczęście w "Ostrych przedmiotach wygląda".
            To jedno konkretne zdanie- matka mówiąca córce, że nigdy jej nie kochała i nigdy nie pokocha- ma dla mnie wagę wybuchu nuklearnego i jest zawsze kolosalnym zaskoczeniem.
            Tak, serial w wielu przypadkach dostarcza mglistych wskazówek. Albo nie dostarcza ich wcale. I nie mam mu tego za złe. Mało z tego- jeśli do końca nie dostaniemy jasnej odpowiedzi na niektóre pytania, albo nie dostaniemy jej wcale (i będziemy musieli pozostać na zawsze z naszymi domysłami) - w przypadku tak dobrze nakręconego serialu jestem w stanie to zaakceptować.

          • LuKe

            I w tej ocenie serialu się różnimy i tak prawdopodobnie zostanie do końca. Oczekujemy innych wartości od serialu, reagujemy na odmienne bodźce i rozumiemy różne rzeczy pod pojęciem "dobrze nakręcony film" :)

          • Dokładnie tak jest, podpisuję się pod każdym słowem :) Nawet "kręcenie się w kółko" jest tu po coś, bo raz że zawsze przy okazji wychodzi jakiś nowy skrawek informacji, a przede wszystkim to znakomicie pokazuje, jak wygląda życie w takich miasteczkach, gdzie czas zatrzymał się w miejscu i nie chce ruszyć, a kolejne pokolenia tylko powtarzają te same schematy w jakiejś wersji.

          • BMR

            Albo kręcenie się w kółko we własnym życiu (obojętne, gdzie się to życie wydarza), bo jakiś jego fragment, jakieś wydarzenie, jakaś relacja były na tyle traumatyczne/doniosłe, że przez lata ktoś nie jest w stanie wyjść poza powtarzany bez końca schemat.

          • Iwona

            I to wszystko jest też ładnie osadzone na motywie "powrotu do domu", czyli pojawiają się duchy (wciąż żywe) z przeszłości, cały ten świat musi zostać po raz kolejny poddany weryfikacji.

          • BMR

            Tak! Dokładnie to- tego mi brakowało, dzięki. Camile wraca do domu żeby się przekonać, że czas upływa wszędzie. I otóż nie- w tym cholernym miasteczku, w którym była niekochanym, nie akceptowanym przez matkę dzieckiem, zgwałconą przez bandę lokalnych gwiazd baseballa cheerleaderką, nastolatką, która straciła swoją najlepszą/jedyną przyjaciólkę, siostrę (Marianne) czas stanął w miejscu. I nie ma najmniejszej ochoty ruszyć do przodu.

        • BMR

          Czarnoskóra służąca jest dla mnie umieszczona w serialu, żeby stanowić emocjonalną przeciwwagę dla Adory (scena Ammy z Adorą, scena Camile z służącą). Nie wykluczam też, że się okaże, że mniej chodzi o to, kto zabił, a bardziej o to, dlaczego.
          Pestki czereśni mają rozmaite kolory, w zależności od odmiany. I są ciemniejsze od pestek wiśni. Ale chyba trafniejsze by było stwierdzenie o słodkim owocu dookoła trującej pestki. Analogia do takiego sennego miasteczka, ładnego po wierzchu, pełnego paskudnych tajemnic, pochowanych po strychach, piwnicach i chlewniach...

          • LuKe

            Ale to przecież idealny twist. Spokojna wyrozumiała czarnoskóra mamka, do której dziewczynki wolą się przytulać bardziej niż do swojej matki, okazuje się mieć mroczną stronę osobowości :)
            Czuję, że historia Adory, Ammy i Camille jest tylko takim side kickiem, do sprawy kryminalnej. Jakoś się łączy ale być może jest tylko przełożeniem podobnie umotywowanej równoległej historii.

            Pozostaje pytanie czy "cherry" to po angielsku czereśnia czy wiśnia? ;) Słowo trucina nigdzie nie padło, a trucicielskie własności amigdaliny są przesadzone. Metaforę zrozumiałem ;)

            Ja tytułowe "cherry" odniósłbym również do utraty dziewictwa - "pop the cherry".

          • BMR

            Twist owszem owszem- ale to chyba nie serial z gatunku "twistowych".
            Jestem przekonana, że relacja Adora- Camile- Amma łączy się z wątkiem kryminalnym- bezpośrednio lub pośrednio. Ciągle mam z tyłu głowy ten wyciągnięty z wody rowerek i wizytę Ammy na tejże świńskiej farmie, "u prosiaczków".
            Cherry to po angielsku i czereśnia i wiśnia- rozróżnienie dokonuje się przez dodanie na początku przymiotnika (sweet- czereśnia, albo sour- wiśnia). A że tego w ścieżce dialogowej nie usłyszałam- pomyślałam, że zgrabniej by było, gdyby powiedzieli o (jakoby) trujących właściwościach pestki. Oczywiście nie powiedzieli. I wiem, że metaforę zrozumiałeś- gdybym przypuszczała, że taka metafora Ci umknie, to moje dyskusje z Tobą tutaj przez ostatnie ileś miesięcy by się nie wydarzały ;) Oraz- trucicielskie własności amygdaliny może i są przesadzone, ale jednorazową konsumpcję większej ilości migdałów i tak odradzam.
            Oczywiście, że tytułowe "cherry" odnosi się też jakoś... hmm, dla mnie nie tyle do utraty dziewictwa, co do szeroko pojętej kobiecości. Camile je cherrypie, ze środkiem wypełnionym przez czerwone jak krew owoce. Krew płynie po nodze młodziutkiej Camile na próbie cheerleaderek; dziewczyny myślą, że to menstruacja, w rzeczywistości to pierwsze z jej licznych nacięć. I w ogóle ten odcinek pęka w szwach od tego typu odniesień. Na przykład do macierzyństwa (obrzydliwie prawdziwa scena, w której Grupa Byłych Cheerleaderek próbuje zdefiniować Bycie kobietą wyłącznie przez aspekt bycia matką).

          • LuKe

            Już samo to, że twórcy jednak mylą tropy plasuje produkcję w opcji "twistowych".
            Ja mam tak:
            Podejrzana numer jeden od pierwszego odcinka i od pierwszej sceny z nią - Amma.
            Podejrzana, którą lansują twórcy, być może myląc tropy - Ashley.
            Podejrzani alternatywni: Adora i Alan
            Podejrzana twistowa - czarnoskóra służąca lub Jackie

            Ja osobiście użyłbym przymiotnika "wild" przed czereśnią :) ale wiem że te inne też funkcjonują. I dziękuję, że jednak zaliczasz mnie do osób myślących :D Wiem, że czasami nie myślę, tak jakby się wszystkim podobało ;)

          • BMR

            Raczej przed wiśnią; jeśli przed czereśnią, to taką zdziczałą, rosnącą poza sadem (to są mądrości nie moje, a skonsultowanego właśnie online, zaprzyjaźnionego Anglika). Ale twórcy (książki lub/oraz scenariusza) mogli mieć na myśli i jedno i drugie- dlatego odniesienie do potencjalnie trujących właściwości pestki pewnie byłoby bardziej czytelne. Będę to miała na uwadze, pisząc światowy bestseller, mający szansę na zekranizowanie przez HBO ;)
            Co Ty z tą Ashley tak uparcie? :) Dla mnie to jest dziewucha płytka jak Nil w lipcu, zazdroszcząca Camile "światowego życia i kariery" (bo jest przekonana, że obydwie te rzeczy są udziałem głównej bohaterki w Wielkim Mieście), skłonna zrobić wszystko, żeby jej nazwisko pojawiło się w druku (ostatecznie mógłby być nawet nekrolog), rzucająca uwagi w stylu "nawet nie wiesz, co Adora wie na ten temat" (w domyśle- "a ja wiem, ale Ci nie powiem"), żeby zwrócić na siebie uwagę i sprawić wrażenie Cennego Źródła Informacji (z obgryzionym uchem- nie zdziwiłoby mnie zupełnie, gdyby sobie sama to ucho zmacerowała).
            Istotne nie jest myślenie "tak, jakby się wszystkim podobało", ale myślenie. Kropka. Myślenie prowokuje głównie dyskusje. Myślenie "tak, jakby się wszystkim podobało" (czyli w gruncie rzeczy swego rodzaju bezmyślność) prowokuje głównie rozmaitego sortu nieszczęścia ;)

          • LuKe

            Nie łapię cię za słówka z tymi wiśniami. Od początku miałem na myśli tylko trochę grafomańską metaforę użytą w serialu ;)
            Książkę pisz i daj przeczytać ;)
            Wyżej napisałem, że Ashley jest dla mnie zasłoną dymną. A główna podejrzana to Amma. Opcja z równoległymi historiami (historia rodzinna Camille Vs historia morderstwa) jest opcją gdyby jednak do show miał wtargnąć jakiś twist.
            Ja zawsze myślę za siebie i śmiało wyrażam swoje opinie i poglądy, za co jestem często karcony na serialowej i pojawiają się personalne wycieczki pod moim adresem ;) Marta np. już się dawno na mnie obraziła :D zarzucając mi jak mniemam różne "izmy" (od których wydaje mi się jestem mimo wszystko wolny), a pamiętam czasy gdy chciała zawierać (między innymi) moje opinie w jakiejś publikacji.
            Dyskusje w dzisiejszych czasach są troszkę jałowe, bo ludzie poszli w plemienność poglądów. Ale dziękuję, że doceniasz mój wkład - bez sarkazmu (bo wiem jak łatwo nadinterpretować czyjeś intencje na podstawie wypowiedzi pisemnej).