Elisabeth Moss o ostatnich odcinkach "Mad Men"

Fot. NBC

Fot. NBC

Kiedy robił to James Dean, wydawało się, że chodzenie z papierosem zwisającym z ust to najprostsza rzecz na świecie. Kiedy próbujesz zrobić to samemu, okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Zobaczcie krótki wywiad z Elisabeth Moss dotyczący kultowych już scen z ostatnich odcinków "Mad Men".

Elisabeth Moss wpadła do "Late Night" opowiedzieć o finałowych odcinkach "Mad Men". Zapewniła Setha Meyersa, że jest szczęśliwa, bo Peggy wszystko się ułożyło na koniec, a poza tym dostała do zagrania najbardziej romantyczną scenę w finale, a może i w całym serialu.

Najciekawsza historia dotyczy rozmowy telefonicznej Peggy i Dona z finału. Zasada przy tego typu scenach w "Mad Men" zawsze była taka, że ta druga osoba naprawdę musiała być po drugiej stronie. Tym razem sytuacja była specyficzna, ponieważ kiedy kręcono scenę rozmowy od strony Dona, Jon Hamm znajdował się na planie, a Elisabeth Moss w domu, w piżamie, bo było bardzo wcześnie rano i ledwie zdążyła się obudzić. Jon Hamm po drugiej stronie płakał do słuchawki, a tymczasem ona słuchała go i jednocześnie próbowała uciszyć swoje miauczące koty. Drugą stronę tej sceny kręcono później, i tym razem to Jon Hamm był obecny przy telefonie.

Seth Meyers oczywiście zapytał też o tę fajną scenę z Peggy wchodzącą do McCanna. Odpowiedź na pytanie, czy kręciło się to tak dobrze jak się oglądało, była krótka i zdecydowana - nie! To była po prostu trudna scena do zrobienia, dlatego że pudełko było ciężkie, obraz należało nieść w taki sposób, żeby było widać, co na nim się znajduje, a do tego dochodził jeszcze swobodnie zwisający z ust papieros i okulary przeciwsłoneczne. "Starałam się wyglądać fajnie, nie upuścić obrazu i nie wpaść na ścianę. Zapytali mnie, jaką chcę muzykę, odpowiedziałam, że oczywiście 'Stayin' Alive'" - opowiadała aktorka.