"The Whispers" (1x01-02): Gra o wszystko

"The Whispers" (Fot. ABC)

"The Whispers" (Fot. ABC)

Seriale, których fabuła opiera się na przerażających dzieciach, z zasady wychodzą średnio, bo trudno o przekonujących małych aktorów. I w przypadku "The Whispers" nie jest niestety inaczej.

Gdyby to był sezon jesienno-zimowy, nowa produkcja ABC - trochę science fiction, trochę thriller, trochę dramat obyczajowo-psychologiczny - przepadłaby pewnie po paru odcinkach, bo nie wyróżnia jej nic. Nawet pomysł, polegający na tym, żeby Wielki Zły próbował zdobyć panowanie nad światem poprzez dzieci, to nic nowego, w końcu historia opowiadana w "The Whispers" zainspirowana jest opowiadaniem Raya Bradbury'ego z 1951 roku. Taki koncept powraca co jakiś czas w serialach i filmach, zwykle ponosząc sromotną porażkę. Tak było choćby rok temu z "Intruders".

W "The Whispers" - którego producentem jest Steven Spielberg - oglądamy historię śledztw dotyczących tajemniczych zdarzeń w Waszyngtonie. Mała dziewczynka niemal zabija własną matkę, kolejna kradnie tajne dane, pojawiają się też akta chłopca, który wysadził się w powietrze. Wszystkie historie łączą dwie rzeczy - niewidzialny "przyjaciel" dzieci o imieniu Drill, który potrafi do nich przemawiać, tak że dorośli nie słyszą, oraz fakt, że rodzice tych maluchów pracują w zawodach jakoś powiązanych z bezpieczeństwem Stanów Zjednoczonych. Naukowcy, agenci, wojskowi. Celem nie są tutaj zwykli ludzie.

W pierwszych dwóch odcinkach otrzymujemy kilka kameralnych historii, które się ze sobą łączą w sposób średnio zaskakujący. Claire Bennigan (Lily Rabe), agentka FBI, która specjalizuje się w śledztwach dotyczących dzieci, wraca do pracy, choć wciąż jeszcze nie otrząsnęła się po tragicznej śmierci męża, pilota wojskowego. Wes Lawrence (Barry Sloane) z Departamentu Obrony odkrywa coś dziwnego pośrodku Sahary. Tajemniczy brodacz (Milo Ventimiglia) ląduje w szpitalu miejskim i mamrocze w gorączce o poszukiwaniu światła.

Wszyscy bohaterowie są w jakiś sposób ze sobą powiązani i te związki bardzo szybko wychodzą na jaw. Nie ma sensu ich tutaj opisywać, bo część z nich może okazać się dla Was niespodzianką. Dość powiedzieć, że mamy tutaj małą grupkę bohaterów, połączonych ze sobą w dość oczywisty sposób. Z biegiem czasu wychodzą na jaw romanse, trójkąty miłosne, problemy rodzinne, wzajemne animozje. I niestety te dramaty nie mają w sobie nic interesującego ani wciągającego. Równie dobrze mogłoby ich nie być.

Znacznie ciekawiej, ale wciąż najwyżej średnio, wypada główny wątek - spisku, polegającego na wkręcaniu dzieci w niebezpieczną grę, w której giną ludzie. Jest tu trochę łopatologii (ach, te szepty!), trochę banalnego straszenia i skradania się w półmroku, a wisienkę na tym niestrawnym torcie stanowi fatalne dziecięce aktorstwo. Maluchy recytują swoje kwestie bez większego przekonania i za nic nie chcą wyglądać jak niebezpieczne istoty opanowane żądzą wygrania tajemniczej gry.

Brakuje suspensu, klimatu i jakiejkolwiek własnej myśli czy też próby wyjścia poza najbardziej ograne schematy. "The Whispers" to serial przeciętny, nijaki i pozbawiony ikry. Scenariusz nie nawala, ale i nie zachwyca. W obsadzie jest kilkoro dobrych aktorów, ale dobrego aktorstwa nie widać już w ogóle. Nawet Lily Rabe w żaden sposób się nie wyróżnia, a przecież wiemy, że potrafi. Wszystko, wszyściuteńko jest tu średnie.

I choć ogląda się to bez większego bólu, trudno też wykrzesać z siebie zainteresowanie tą historią. Owszem, jestem ciekawa, kto i dlaczego steruje tyle dziećmi, ale nie na tyle, by poświęcić kilkanaście godzin na powolne rozplątywane tej historii. Prędzej obejrzę "Sense8", które wyróżnia się przynajmniej wyśmienitą realizacją. "The Whispers" nie wyróżnia się zupełnie niczym.

REKLAMA