Pazurkiem po ekranie #79: Magia, nie tylko czarna

"Penny Dreadful" (Fot. Showtime)

"Penny Dreadful" (Fot. Showtime)

W tym tygodniu obudziłam się na moment z czerwcowego snu, by spróbować nadrobić "Jonathan Strange and Mr Norrell" i zasnąć w połowie z braku obiecywanej magii. Nie zawiodły za to dwa seriale, które generalnie w tym sezonie błyszczą - "Penny Dreadful" i "Halt and Catch Fire".

Co roku w "Pazurkiem po ekranie" pojawia się taki moment, kiedy zdaję sobie sprawę, że nie mam o czym pisać. Niby jakieś seriale są, ale gdyby ich nie było, nikomu nie sprawiłoby to różnicy. Niby coś widziałam, ale już zapomniałam co w zasadzie, tak średnie to było. Niby gdzieś tam ciągle biega Tatiana, ale w zasadzie nie wiem, jak to bieganie skomentować, skoro moje jedyne notatki na temat odcinka to "Siobhan śpiewa, a jej kolegę mordują".

Z braku czegokolwiek do oglądania zabrałam się w końcu...

...za "Jonathana Strange'a i pana Norrella". Tych dwóch dżentelmenów dobrze znają czytelnicy Susanny Clarke, którzy rzeczywiście na serial BBC czekali. Ja nie czekałam, nie wypatrywałam i w zasadzie nie powinnam być zawiedziona, że otrzymałam produkt pod każdym względem średni. Zwłaszcza przez pierwszy odcinek brnie się z trudem, tak banalna, mało angażująca i niezbyt magiczna jest to przygoda. Tylko Eddie Marsan jako Norrell, przebłyski typowo brytyjskiego humoru oraz nadzieja, że w końcu zobaczę, jak ci panowie walczą za pomocą magii z Napoleonem, sprawiły, że nie rzuciłam tego w pierony.

Zatrzymałam się w końcu na trzecim odcinku i najlepsze słowo, które mi przychodzi do głowy na opisanie tego, co zobaczyłam, jest "nierówne". Serial jest dobrze napisany, lekko płynie i nie osiada na mieliznach, ale też nie przykuwa do ekranu, nie wbija w fotel i nie sprawia, że już, teraz i natychmiast chce się zobaczyć całość. Ciekawie zaczyna być, kiedy Jonathan Strange wyjeżdża na wojnę i spotyka księcia Wellingtona, z początku patrzącego na niego sceptycznie, a z czasem wyrzucającego już z siebie tylko kolejne rozkazy w stylu "przesuńmy ten las". Jak gdyby magicy mieli władzę nad każdym drzewem z osobna!

Eddie Marsan

Na pewno niespieszna narracja pozwala nieźle poznać bohaterów, zatopić się w ich charyzmie i nacieszyć oczy tym, co potrafią aktorzy - oprócz Marsana wyróżnia się jeszcze Marc Warren w roli białowłosego dżentelmena, który pokazuje, jakie mogą być konsekwencje przekraczania magicznych granic - ale prawda jest taka, że to alternatywna historia, opowiedziana na nowo dzięki magii, ma być tutaj daniem głównym. I w pierwszych trzech odcinkach, które widziałam, jest jej zaskakująco malutko.

Na pewno będę tę przygodę kontynuować, ale początek jednak rozczarowuje. Spodziewałam się wielkiego "wow", otrzymałam kolejny przyzwoity serial od BBC, w którym wszystko jest po prostu porządnie zrobione. Scenarzyści nie zawiedli, aktorzy są charakterystyczni i znają się na swoim fachu, scenografia i kostiumy są na najwyższym poziomie i tylko tej magii, o której ciągle wszyscy prowadzą długie rozmowy, za bardzo jak na razie nie widać. Powiedzcie, że dalej jest lepiej.

Tymczasem w takim "Penny Dreadful"...

...magiczna jest każda scena, każdy oddech, każda linijka tekstu. W "Little Scorpion" Vanessa i Ethan wrócili do chatki w lesie, by niespiesznie przechadzać się po wrzosowisku, ćwiczyć strzelanie i taniec towarzyski, a przede wszystkim prowadzić rozmowy o rzeczach o bardzo różnej wadze. Zanim byli gotowi spakować się i wrócić, zdążyli ściąć drzewo, pocałować się w deszczu, narobić bałaganu, uśmiercić parę owieczek i jednego złego pana. "Witaj w nocy, Vanesso" zabrzmiało w ciemnej chatce złowieszczo, bo wiemy, że teraz już panna Ives nie będzie mogła zawrócić. Będą konsekwencje.

Little-Scorpion-1-1024x774

Tymczasem w Londynie przyszywana i pozszywana kuzynka Frankensteina wychodzi na spacer, który będzie miał ogromne konsekwencje nie tylko dla niej. Doktor chyba już się zorientował, że i tym razem mu nie wyszło, nie wie tylko jeszcze, jak bardzo mu nie wyszło. Znów zbliżamy się do punktu kulminacyjnego, do tego wielkiego bum szykowanego na koniec sezonu. Oby w tym roku było to bardziej spektakularne niż w zeszłym, bo przyznaję, że wreszcie zakochałam się w "Penny Dreadful". Ale jednak czuję, że będzie zawód, jeśli okaże się, że znów chodziło głównie o klimat, rozmowy wszystkich ze wszystkimi i pogłębianie bohaterów. Domagam się spełnienia obietnicy zawartej w tytule. Przestraszcie mnie wreszcie!

Tradycyjnie parę słów zachwytu zostawiam...

...dla "Halt and Catch Fire". Jutro na Serialowej ukaże się moja rozmowa z Mackenzie Davis, zrobiona niestety migiem i bardzo, bardzo krótka, dziś pora znów powiedzieć, że serial się zmienił w 2. sezonie i zdecydowanie jest to zmiana na lepsze. Dziewczyny zaliczyły kolejną dramatyczną noc w pracy i kolejną porządną kłótnię, Gordon wypowiedział najzabawniejszą i najokrutniejszą kwestię od początku serialu - "Nightmare on Nerd Street" - z kolei w oku Joego pojawił się błysk. Facet odzyskał iskrę, a za chwilę pewnie też odzyska dawną energię.

Halt-and-catch-fire-temporada-2-Joe

Sama kolacja, podczas której Clarkowie poznali Sarę i zbierali szczęki z podłogi po zobaczeniu nowego życia Joego, była przedziwnym doświadczeniem. Bohater grany przez Lee Pace'a póki co funkcjonuje w tym sezonie niejako poza wątkiem głównym - jakim jest rewolucja w grach i wszystko, co się z nią wiąże - i to jego oderwanie od reszty bohaterów i reszty serialu teraz było widać jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Ciekawa jestem, czy twórcy "Halt and Catch Fire" mają tutaj w planach coś więcej niż ewentualny powrót do romansu Joego i Cameron - który wisi w powietrzu - czy też serial będzie się cały czas toczył dwutorowo.

Mimo że to właśnie dziewczyny i ich start-up uważam za prawdziwe objawienie i to, co ma szansę wprowadzić "Halt and Catch Fire" do pierwszej ligi, na tym etapie chętnie bym zobaczyła powrót Joego do dawnej ekipy. To facet, który sprzedałby piasek pośrodku pustyni, dajmy mu się wykazać. Czas najwyższy, żeby przestał snuć się po marginesach i bawić się w dom. Nie pasuje to do niego.

Na koniec tradycyjnie pytanie: co Wy widzieliście w tym tygodniu? Piszcie w komentarzach, tweetujcie i obserwujcie mnie, a także Serialową na Twitterze, bo to właśnie tam mamy zwyczaj prawie na żywo pisać o tym, co oglądamy. Jeśli też coś fajnego oglądacie i chcecie podzielić się tym z nami, używajcie w tweetach hashtagu #serialowa. My Wasze wpisy odnajdziemy i oczywiście na nie odpowiemy.

I pamiętajcie - widzimy się za tydzień. W tym samym miejscu, o tej samej porze.

REKLAMA