Pazurkiem po ekranie #80: Wino, wakacje, Lera Lynn

Lera Lynn (Fot. Ixchel Lara/LeraLynn.com)

Lera Lynn (Fot. Ixchel Lara/LeraLynn.com)

Na Serialowej zapanowało lenistwo i "Detektyw". Ale nie zapominamy też o cotygodniowej lekturze obowiązkowej, jak "Halt and Catch Fire", "Humans" czy "UnReal". Spoilery. Chyba.

Dziś znów będzie nie tyle "Pazurkiem po ekranie" co "Pazurek w skrócie", bo wiecie, jak to jest - wakacje, wyjazdy, człowiek się "Detektywa" uczy na pamięć, śpi wreszcie tyle, ile lekarz zalecał Donowi Draperowi dekadę temu, słucha Lery Lynn zapętlonej, pożera truskawki, próbuje sobie przypomnieć, jak właściwie wygląda prawdziwa książka... No nie mam czasu na seriale!

Ponieważ Serialowa w ostatnim czasie zaległościami stoi - i nie mówię tylko o finale "Orphan Black", który chyba już nikogo ani ziębi, ani grzeje - może zróbmy tak. Dajcie znać w komentarzach, które z zaległych nowości powinniśmy Waszym zdaniem zrecenzować i to pronto, a my to zrobimy. W tej chwili patrzą na mnie żony astronautów, ekipa "Killjoys", ta ładna pani z "Proof"... i naprawdę już wiem, od czego zacząć.

Tymczasem w tej właściwej rzeczywistości...

...jeden serial przez kilka minut udawał, że jest grą komputerową, takim lekkim FPS-em. Ten serial to oczywiście "Halt and Catch Fire" - przypominam, 2. sezon można oglądać w niedzielne wieczory na CBS Europa - który w 2. sezonie jest zupełnie inną produkcją niż rok temu. Nie wiem, co się stało ani jak to się stało, wiem, że dobrze patrzy mi się na wszystko - i na wojny Cameron i Donny, i na zmagania Joego, i przede wszystkim na takie właśnie wstawki jak te parę minut w stylu FPS-a.

"Halt and Catch Fire" to cudowna nerdowska impreza, dokładnie taka, w jakiej sama chętnie bym uczestniczyła, gdyby świat nowych technologii nie sprowadzał się już do tego, czy mamy jabłko na obudowie, czy go nie mamy. Trochę mnie bawi, jak Donna i Cameron wpadają hurtem na wszystkie pomysły, które uczyniły internet tym, czym jest teraz, ale muszę przyznać, że to strasznie ekscytujące. Pierwsze czaty, pierwsze gry online, wydawanie majątku na pogaduchy z nieznajomymi. Wyobraźcie sobie, że jestem wystarczająco stara, aby pamiętać, jak to wyglądało w Polsce. I naprawdę mam nadzieję, że serial AMC przetrwa i pokaże nam, jak to wyglądało w USA w latach 90.

Druga świetna nerdowska przygoda tego lata...

...to "Humans", które podobno nie powala na kolana aż tak jak skandynawski oryginał - nie wiem, nie widziałam - ale nic nie szkodzi. Ważne, że to jest wiarygodne, dokładnie tak jak "Black Mirror". To wygląda jak nasz świat, ci ludzie są jak my, a syntetyczni służący traktowani są dokładnie tak, jak my byśmy ich traktowali.

W tym tygodniu pojawiło się pytanie, co jeśli oni nauczą się robić wszystko lepiej niż my. Jakie mamy szanse w świecie, w którym roboty będą mądrzejsze od nas i nie będą chciały nas obsługiwać, tylko sprzątną nam sprzed nosa najlepsze fuchy. Zupełnie jak dziś imigranci. Nie dziwię się, że brytyjskie media wciąż do tej analogii powracają, bo ona po prostu narzuca się sama. I nie dotyczy tylko Wielkiej Brytanii - wystarczy sobie przypomnieć, jak jeden z polskich dziennikarzy oznajmił, że Ukrainki w Warszawie są jak roboty sprzątające. "Humans" to opowieść o nas, naszych czasach, naszym życiu. Prosta, bezkompromisowa, brutalna.

Wciąż uwielbiam "UnReal"...

...mimo że nie jestem pewna, czy ostra i popaprana emocjonalnie producentka zakochująca się w brytyjskim księciu z bajki to jest to. Żeby to działało, oboje muszą oszaleć na swoim punkcie w tym samym stopniu i w tym samym stopniu być dla siebie kompletnie niewłaściwi i jednocześnie najbardziej właściwi na świecie. Jak Chuck i Blair z "Plotkary". Jeśli ktoś tu chce zrobić z Rachel ofiarę wpajanych dziewczynkom bujd o księciu z bajki, jestem przeciw.

Niemniej, przyznaję, serial telewizji Lifetime wciąż nie traci pazurków. Wielokąty miłosne może i są takie sobie, ale kulisy tego okropnego reality show i stopień ingerencji producentów w to, co sprzedaje się na ekranie jako czystą prawdę, wciąż poraża tak samo jak w pilocie. Dobry serial, oglądać proszę.

Co powiedziawszy, uciekam nadrabiać moje zaległości. Tylko najpierw otworzę sobie wino... Do następnego!