Emmy 2015: Kogo akademia okradła w tym roku?

"The Affair" (Fot. Showtime)

"The Affair" (Fot. Showtime)

Co roku nominacje do nagród Emmy wzbudzają ogromne kontrowersje. Ale tym razem chyba jeszcze większe niż zwykle - Akademia Telewizyjna całkowicie pominęła i obsypane Złotymi Globami "The Affair", i "Jane the Virgin", i rewelacyjne "The Americans", za to nie zapomniała o "Downton Abbey" czy "Modern Family". W efekcie lista kandydatów do najważniejszych nagród przemysłu telewizyjnego wygląda jak wielki żart.

Co roku psioczymy na Serialowej na listę nominowanych do Emmy, co roku tworzymy własne listy poszkodowanych i dajemy upust emocjom. Ale odnoszę wrażenie, że tym razem jest jakby jeszcze gorzej niż zwykle. Nominowano seriale, które znajdują się w co najwyżej średniej formie, pominięto za to tytuły, którymi krytycy przez ostatni rok się zachwycali. Niby fajnie, że członkowie szacownej akademii mają własne zdanie, problem w tym, że zahacza ono o parodię.

Oto moja krótka lista plusów i minusów tegorocznych nominacji. Minusy zdecydowanie przeważają.

NAPRAWDĘ MNIE CIESZY, ŻE:

1. Doceniono finałowy sezon "Mad Men". Bałam się, że serial, który od 5. sezonu jest niemal całkowicie ignorowany, nie dostanie już nawet żadnych nominacji. A przecież finałowy sezon był super! Uff.
2. Nominowano Jona Hamma i to od razu podwójnie. Oby wreszcie dostał zasłużoną nagrodę - ale niekoniecznie za "Unbreakable Kimmy Schmidt", tylko za genialną, kompletnie niedocenioną przez akademię rolę Dona Drapera.
3. "Orange Is the New Black" udało się przebić w kategoriach dramatycznych. Przyznaję, jestem zaskoczona. Byłam pewna, że odmówienie serialowi Netfliksa prawa do startowania w kategoriach komediowych - gdzie pasuje bardziej niż choćby "Shameless" - oznacza, że zostanie on całkowicie wycięty. A tu proszę!
4. Nominację wreszcie dostała Tatiana Maslany. Nieważne, że "Orphan Black" to już nie to co kiedyś - ta dziewczyna wymiata, grając chyba już kilkanaście różnych klonów, i naprawdę zasługuje na dostrzeżenie.
5. Zauważono dobre aktorstwo w "Bloodline". Mam pewne wątpliwości, czy "Bloodline" jest serialem, który powinien znaleźć się na tej liście, kiedy nie ma na niej "The Affair", ale niewątpliwie Kyle Chandler i Ben Mendelsohn wycisnęli ze swoich ról maksimum. Zasłużone nominacje.
6. Dwie nominacje dostała Christine Baranski. To królowa, powinno się ją nagradzać przy każdej okazji.
7. Nie pominięto finałowego sezonu "Parks and Recreation". Dobra wiadomość, bo "Parki" zaprezentowały wyśmienitą formę w końcówce.
8. Nie zapomniano o "Transparent". Emmy i Złote Globy rzadko idą w parze, bałam się więc, że dla "Transparent" nie będzie miejsca, bo przecież mamy "świetne" "The Big Bang Theory". Na szczęście się pomyliłam.
9. "Unbreakable Kimmy Schmidt" rządzi. Prawdziwy deszcz nominacji i dobrze! Choć mam jedno "ale", o czym za chwilę.
10. Amy Schumer wreszcie znalazła się w gronie najlepszych aktorek komediowych. Najwyższy czas.
11. Jest mnóstwo nominacji dla "Olive Kitteridge". I oby żaden "Freak Show" jej nie pokonał!
12. Zauważono "American Crime". To nie jest co prawda dzieło wybitne, ale jeśli "American Horror Story" co roku może mieć kilkanaście nominacji, nie widzę powodu, aby nie nagradzać takich produkcji jak "American Crime".
13. Nie zabrakło nominacji dla Lisy Kudrow. Jak za nią średnio przepadam, tak w nowym sezonie "The Comeback" była nieziemska.
14. Jest "The Jinx"! Aby to zobaczyć, należy otworzyć najpełniejszą z list. "The Jinx" został doceniony, Andrew Jarecki został doceniony, jest dobrze.

ZDROWO MNIE WKURZA, ŻE:

1. "The Affair" nie dostało nic. Zero, null, zilch. Nawet nie wiem, jak to skomentować. To prawdopodobnie najlepszy serial sezonu 2014/2015, a aktorstwo Ruth Wilson przerasta moje granice pojmowania. Czy ci państwo nie mają, za przeproszeniem, oczu!?
2. Akademia nie uważa "The Americans" za dobry serial. "Gra o tron", "Downton Abbey" czy "House of Cards" najwyraźniej miały znów genialne sezony. "The Americans" nie zasługuje na nic poza nominacją dla grającej małą rólkę Margo Martindale. O tak... Witamy w alternatywnej rzeczywistości.
3. Ktoś tu nie widział "Jane the Virgin". Tu właściwie nie ma zdziwienia, seriale CW generalnie w tym gronie uznania nie znajdują. Ale "Jane the Virgin" to, tak się składa, jedna z najlepszych, najświeższych komedii ostatnich lat, a Gina Rodriguez naprawdę wymiata. Jak widać, to nie wystarczy.
4. Nie ma ani "Żony idealnej", ani Julianny Margulies. "Żona idealna" została pominięta rok temu, liczyłam, że ten błąd zostanie naprawiony i Akademia się pokaja. Tak się nie stało. Do tego doszedł jeszcze brak nominacji w kategorii "Najlepsza aktorka" dla Julianny - skandal, który nawet nie wiem, jak skomentować.
5. Nie ma nic na pożegnanie dla "Justified". Nominacja w kategorii "Najlepszy serial" to pewnie byłoby za dużo, ale w kategoriach aktorskich jak najbardziej coś się tutaj należało.
6. Nie doceniono aktorów z "Outlandera". Samego serialu bynajmniej nie widzę w gronie najlepszych z najlepszych, ale Caitriona Balfe i Sam Heughan zdecydowanie grają w pierwszej lidze.
7. Ktoś tu też nie lubi Evy Green. Znów - "Penny Dreadful" w najlepszej siódemce seriali nie widzę, Evę Green widzę, jak odbiera Emmy. A tu nawet nominacji nie ma...
8. Nie ma zupełnie nic dla "Daredevila". "Daredevil" to trochę więcej niż najlepszy serial o superbohaterze. To produkcja przełomowa dla tego gatunku i wypadałoby to jakoś zaznaczyć.
9. Nie ma nominacji dla Ellie Kemper za "Unbreakable Kimmy Schmidt". WTF!? To ta dziewczyna, a nie Jane Krakowski czy Tina Fey, ciągnie ten serial! Bez niej to by nie działało. Żądam nagrody dla Kimmy.
10. "The Knick" też tutaj praktycznie nie istnieje. Nie ma nawet skromnej nominacji dla Clive'a Owena.
11. Nic dla "The Missing". No bo i po co, skoro mamy "American Horror Story".
12. Nic dla "Rectify". Bo i czemu miałoby coś być.
13. Nic dla "Broad City". Krytycy mogą się zachwycać, ile chcą, akademia jest ponad to.
14. Znów te same nazwiska. Jeff Daniels, Don Cheadle, ekipa "Downton Abbey", ekipa "Modern Family"... ileż można!
15. Znów te same seriale. "Modern Family", "Downton Abbey", "Ray Donovan", "The Blacklist", "Mom"... aaa!
16. Wystarczy znane nazwisko, żeby akademia przestała myśleć. Kiedy widzę takie cuda, jak nominacja do Emmy dla przeokropnego "The Comedians", tylko dlatego że pojawił się w nim Mel Brooks, mam ochotę zbojkotować całą tę imprezę.
17. Źle rozwiązano zamieszanie z kategoriami. Członkowie Akademii Telewizyjnej z jakiegoś powodu pozwalają nazywać "Shameless" komedią, a "Orange Is the New Black" już nie. To naprawdę nie fair. Obsada "OITNB" nie została doceniona, tak jak zostać powinna. Uzo Aduba i Pablo Schreiber to naprawdę nie wszyscy. Winne temu jest przerzucenie serialu do kategorii dramatycznych, gdzie pasuje jak pięść do nosa.
18. Członkowie akademii nie oglądają seriali, oni oglądają pojedyncze odcinki, które są im przysyłane. I to niestety widać. Dużo bardziej adekwatne są nagrody krytyków, którzy są na bieżąco ze wszystkim, z czym w tej branży wypada być na bieżąco. Akademia głosuje bez sensu, bo nie ogląda seriali w całości. A jednocześnie to Emmy są prestiżowymi nagrodami, którymi kieruje się masowa publika, wybierając seriale warte oglądania. Critics' Choice Awards to wciąż raczej ciekawostka. Powinno być dokładnie na odwrót.

A jak Wam się podobają tegoroczne nominacje do Emmy? Kogo okradziono, kogo wreszcie doceniono? Piszcie w komentarzach.

, , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,