Kto zabił w "Detektywie"? Ciekawa teoria fanowska

"Detektyw" (Fot. HBO)

"Detektyw" (Fot. HBO)

Na Reddicie pojawiła się teoria dotycząca "Detektywa", która przewraca do góry nogami to, co wiedzieliśmy do tej pory. Ale jak najbardziej ma sens. Uwaga na spoilery!

W najnowszym odcinku "Detektywa" nastąpił swego rodzaju reset. Sprawa zabójstwa Bena Caspere'a teoretycznie została rozwiązana, w praktyce jednak nikt nie wierzy w oficjalną wersję wydarzeń. Trójka prawdziwych detektywów będzie kontynuować śledztwo i fani robią dokładnie to samo.

W serwisie Uproxx można znaleźć ciekawą teorię z Reddita, która jest oskarżeniem pod adresem porucznika Kevina Burrisa. Facet tak naprawdę zaczął wzbudzać podejrzenia bardzo szybko, głównie przez to, że gra go James Frain, który niemal w każdej roli jest bardzo wyrazisty i mniej lub bardziej ekscentryczny. W "Detektywie" mogliśmy go zobaczyć, jak na przykład rzucał seksistowskimi uwagami w obecności Ani. Ale nie dlatego jest podejrzany. Sprawa jest dużo bardziej skomplikowana.

Otóż na Reddicie podejrzewają, że Kevin Burris mógł zabić miejskiego urzędnika (i strzelać gumowymi kulami do Raya Velcoro - "takimi, jakich użyłby gliniarz") w ramach spełniania dobrego uczynku. To znaczy Burris jest kimś w rodzaju mściciela, który walczy ze złymi ludźmi, stosując ich metody, bo wie, że inaczej nie da się wygrać.

Użytkownik Reddita o ksywce afish_insea pisze, że jego zdaniem senne majaki Raya Velcoro, kiedy został zaatakowany, zawierały tak naprawdę nie wyimaginowaną konwersację z ojcem, a słowa, które Burris rzeczywiście w tym czasie wypowiadał, pochylając się nad Rayem. "Masz dłonie swojego ojca" - takie słowa Ray usłyszał na początku tego dziwnego snu. Z czyich ust? Prawdopodobnie nie ojca, a kogoś, kto znał ich obu. Czyli właśnie Burrisa - o którym starszy pan Velcoro mówił, że jest dobrym człowiekiem i do tego diabelnie inteligentnym.

burriss_with_ray.0

Kolejne fakty zdecydowanie tej teorii nie przeczą, wręcz przeciwnie, zdają się ją wspierać. To Burris zwrócił uwagę Raya na sprawę Caspere'a i to Burris przydzielił go do sprawy zaginionych osób. Być może nie chodziło mu o to, by Ray znalazł mordercę, tylko dysk z dowodami, który Caspere ukrywał. Burris cały czas dbał o to, aby policja z Vinci była zaangażowana w śledztwo, choć teoretycznie nie miała ona tutaj jurysdykcji. Jak gdyby szczególnie mu na tym zależało.

A kiedy Ray pytał Burrisa, czy on rzeczywiście chce, aby sprawa została rozwiązana (sugerując, że tak naprawdę tego nie chce), ten odpowiedział, że czasem pewnego rodzaju dualizm musi być zaakceptowany, jeśli służy interesowi publicznemu. To może być coś więcej niż słowa skorumpowanego gliniarza, za którego go prawdopodobnie uznaliśmy, słysząc te słowa. Burris może uważać, że rzeczywiście służy interesowi publicznemu - w osobie prokuratora stanowego Richarda Geldofa, który wydaje mu się najlepszym człowiekiem na stanowisko gubernatora Kalifornii. I robi wszystko, aby go chronić.

Teoria idzie jeszcze dalej. Otóż strzelanina z 4. odcinka mogła wcale nie być przypadkowa, to Burris mógł wysłać Raya na pewną śmierć, obawiając się, że on już wie za dużo. A jeśli Dixon pracował dla Burrisa, ma sens to, że Burris pojawił się w odcinku "Other Lives" w domu Raya. Chciał sprawdzić, ile Ray wie i czy jest dla niego zagrożeniem.

Zauważcie, że Burris pojawiał się praktycznie wszędzie, gdzie coś się działo. Nie miał powodu być obecny rano w domu, gdzie postrzelono Raya, a jednak się pojawił. Cały czas jest gdzieś w tle, jak gdyby chciał wszystko kontrolować. A przy tym niewiele o nim wiemy - wydaje się trochę dziwny, bo James Frain tak już ma, ale twardych dowodów przeciwko niemu do tej pory nie było.

Teoria z Reddita też twardych dowodów nie zawiera, raczej poszlaki, ale trzeba przyznać, że wszystko się zgadza. Nie ma tutaj luk, a do tego mielibyśmy odpowiedź na pytanie, czemu postać Burrisa, choć mocno drugoplanowa, cały czas wydaje się czymś wyróżniać.