"Halt & Catch Fire" (2x10): Na koniec nowy początek

"Halt and Catch Fire" (Fot. AMC)

"Halt and Catch Fire" (Fot. AMC)

Ostatni odcinek 2. sezonu "Halt and Catch Fire" to jego satysfakcjonujące zakończenie, które działa również w wypadku, gdybyśmy tych bohaterów mieli już nigdy nie zobaczyć na ekranie.

Drugi sezon "Halt and Catch Fire" był zdecydowanie lepszy od pierwszego, chociaż serial cały czas opowiada o tym samym - o rewolucji informacyjnej w latach 80., pokazanej przez pryzmat grupki przedsiębiorców, innowatorów i wizjonerów z Dallas. To serial o ich pasjach, obsesjach, dążeniu do sukcesu oraz życiu prywatnym. Drugi sezon to losy firmy Mutiny - startupu internetowego (tak byśmy dziś powiedzieli), który dostarcza gry sieciowe oraz swego rodzaju wirtualną społeczność, czyli coś, co wtedy było pomysłem wręcz rewolucyjnym. W świecie zdominowanym przez mężczyzn tu pierwsze skrzypce grają dwie kobiety - Donna Clark i Cameron Howe, a główni bohaterowie z pierwszego sezonu - Gordon Clark i Joe McMillan - są na dalszym tle, przynajmniej na początku.

Tyle tytułem wstępu. Drugi sezon kończy się - używając terminologii komputerowej - przejściem na następny poziom, przynajmniej dla głównych bohaterek. Mutiny przenosi się do Kalifornii, by móc się dalej rozwijać. Dwie główne bohaterki osiągają sukces, bo mimo wielu przeciwności zaczęły wyciągać wnioski ze swoich porażek. I potrafią się komunikować (co było kłopotem na początku sezonu). Ich rozwój, zwłaszcza Cameron jest jednym z lepszych punktów całego sezonu. Tak jak ich wzajemna relacja. Cameron ostatecznie potrafi docenić znaczenie kanałów dyskusyjnych - projektu, który chciała skasować i który był dla niej wtórny wobec gier.

Rozwój i wyciąganie wniosków dotyczyło jednak przede wszystkim twórców serialu. Drugi sezon nie tylko świetnie oddaje klimat epoki, jej historyczne realia, muzykę, gadżety, rozwój technologii itd. - ale przede wszystkim doskonale się go ogląda. Nie ma praktycznie dłużyzn, wszystko toczy się bardzo szybko, każdy niemal odcinek naładowany jest wydarzeniami. Ddzieś pod koniec sezonu ten jasno wytyczony kierunek trochę zaczął się rozmywać, ale finałem twórcy odzyskali dobrą formę.

Nowy początek nie oznacza tylko startu Mutiny w nowych warunkach. Innych też czeka restart. Joe kończy sezon niemal dokładnie w punkcie wyjścia dla całej postaci - nie tylko jest znowu samotny, ale i z nowym projektem oraz z nowym miastem - tym razem jest to San Francisco, nie Dallas - do podbicia. Joe tak naprawdę niewiele się nauczył, chociaż zdaje sobie przynajmniej sprawę z własnych wad. Joe zaproponował co prawda Gordonowi współpracę nad przedsiębiorstwem zajmującym się bezpieczeństwem i oprogramowaniem antywirusowym, ale ten propozycję odrzucił. Co ważniejsze, to firma oparta na programie, który wymyślił Gordon - gdy ten dowiaduje się o tym z mediów, ponownie czuje się oszukany i okradziony z własnych pomysłów. Gordon z czwórki głównych postaci kończy sezon w zdecydowanie najgorszym miejscu.

Kończy się pewien etap dla głównych bohaterów, a jednocześnie zaczyna się nowy, co sprawia, że ostatni odcinek sezonu sprawdza się zarówno jako jego zakończenie, jak i koniec całego serialu. Nie ma bowiem wątpliwości, że zamówienie 3. sezonu przy tak katastrofalnych wynikach oglądalności jest mało prawdopodobne. Trudno liczyć na to, że AMC podejmie taką decyzję tylko i wyłącznie z miłosierdzia czy sympatii dla (nielicznych, jak się okazuje) fanów serialu.

Problem z "Halt and Catch Fire" nie polega na tym, że serial jest nudny czy pozbawiony klimatu. Problem polega na tym, że jego fragmenty obyczajowe, jak małżeństwo Donny i Gordona, nie są specjalnie ciekawe. Także losy Sary i Joego wywołują co najwyżej wzruszenie ramion. Jeszcze gorzej jest z Cameron i jej byłym chłopakiem, który jest tak nudny i anonimowy, a cała relacja tak nieciekawa, że nawet teraz, po obejrzeniu całego sezonu można mieć problemy z przypomnieniem sobie jego imienia.

"Halt and Catch Fire" odtwarza bardzo ciekawą epokę w dziejach rozwoju technologii. Restart po średnio udanym pierwszym sezonie był świetnym pomysłem, a postawienie Donny i Cameron w centrum serialu zapewniło mu niezbędne paliwo - przynajmniej na jakiś czas. Ale ostatecznie serial stał się tylko ciekawostką, a nie czymś, co trzeba by absolutnie oglądać co tydzień. I to sprawia, że jeśli ten odcinek by pożegnaniem, to jest to pożegnanie bez większego żalu.