7 rzeczy, które uczyniły mój tydzień lepszym

"Mad Men" (Fot. AMC)

"Mad Men" (Fot. AMC)

Od wyjątkowo udanego rozdania nagród TCA, poprzez wzruszające pożegnanie Jona Stewarta i odjechane występy w "Lip Sync Battle", aż po powtórkę "Cudownych lat" - dla mnie to był świetny tydzień!

1. Nagrody amerykańskich krytyków telewizyjnych. Złote Globy często rozdawane są kompletnie od czapy. Emmy trudno traktować poważnie, bo przyznają je ludzie, którzy nie oglądają seriali, tylko wybrane odcinki podesłane im przez stacje telewizyjne. Za to TCA Awards co roku przynoszą kilka bardzo, ale to bardzo przyjemnych niespodzianek. W tym roku wszystkie nagrody w kategoriach komediowych zgarnęła Amy Schumer, najlepszym dramatem zostało "The Americans", doceniono Jona Hamma za rolę w "Mad Men", a także "The Jinx", "Better Call Saul" czy program Johna Olivera.

Jon Hamm, odbierając zasłużoną nagrodę, opowiadał, jak to było na początku. "Kiedy byłem przesłuchiwany do tej roli, musiałem przychodzić osiem razy na przesłuchanie. Powód był taki, że dosłownie nikt mnie nie chciał... z wyjątkiem jednej osoby. Matthew Weiner chciał mnie obsadzić od pierwszej minuty, kiedy wszedłem do tego dziwnego pokoju w agencji reklamowej w Santa Monica. Mogę mu tylko podziękować za tę szansę" - mówił aktor. Ta nagroda szczególnie cieszy, bo to nie jest tak, że Hamma obsypywano laurami. Owszem, miał bardzo dużo nominacji, ale ze statuetkami zwykle wychodziły z kolejnych gal jego serialowe koleżanki. Nie spodziewam się też cudu podczas tegorocznej gali Emmy, ale... kto wie?

2. Wzruszające pożegnanie Jona Stewarta. Jon Stewart w tym tygodniu zakończył swoją 16-letnią przygodę z "The Daily Show". Nie przeszedł do żadnej konkurencyjnej telewizji, zamierza wieść spokojne życie emeryta na rodzinnej farmie. O ile jego program oglądałam od przypadku do przypadku - bo to był po prostu facet, który "był w telewizji", zawsze - nie mogłam sobie odpuścić czterech ostatnich odcinków. Ostatni tydzień zaczął się od Amy Schumer, potem Stewarta komplementowali Denis Leary i Louis C.K. Ale wszystkich przebił Stephen Colbert, który w pożegnalnym odcinku dziękował Stewartowi tak pięknie, że aż doprowadził go do płaczu. Jego, mnie, publiczność i tę połowę Ameryki, dla której "The Daily Show" było przez ostatnie półtorej dekady głosem rozsądku.



3. Dziewczyny z "Broad City" w "Lip Sync Battle". Pisanie o "Lip Sync Battle" w Polsce nie do końca ma sens, bo większość fragmentów programu na YouTube dostępna jest tylko w USA. Niemniej jednak warto zobaczyć w całości odcinek z dziewczynami z "Broad City", które po prostu szalały na scenie bez żadnych ograniczeń. Poniżej fragment "And I Am Telling You I’m Not Going" z filmu "Dreamgirls" w wykonaniu Abbi Jacobson.

4. I jeszcze ekipa "Empire". "Lip Sync Battle", w którym rywalizować będą Taraji P. Henson i Terrence Howard, zostanie wyemitowane przez Spike TV 20 sierpnia, a tymczasem macie tutaj próbkę możliwości obojga. W "Just Fine" pojawia się Mary J. Blige we własnej osobie.

5. "The Spoils Before Dying". Jeśli chcecie zobaczyć Chalky'ego z "Zakazanego imperium" w roli jazzmana uwikłanego w romanse i morderstwa, nie wahajcie się ani chwili. "The Spoils Before Dying" to trochę nierówna, ale za to cudownie absurdalna parodia kina noir, którą można obejrzeć w jeden albo dwa wieczory.

6. Rozstanie dwójki celebrytów - Kermita i Piggy. I tak oglądałabym "The Muppets", bo uważam, że pomysł, by pokazać dorosłe problemy pluszowych stworków, jest świetny. Ale akcja z Kermitem i Piggy - o której więcej pisałam tutaj - rzeczywiście mnie rozbroiła. Ktoś tu naprawdę odrobił lekcję z social media.

7. Lato '69 w "Cudownych latach". Zawsze latem oglądam od niechcenia stare komedie, które kiedyś uwielbiałam, a dziś już średnio pamiętam. Teraz z "Seinfelda" przerzuciłam się na "Cudowne lata", sentymentalny serial o dorastaniu, pierwszych miłościach i przyjaźniach na całe życie, z amerykańską historią przez wielkie H w tle. Akurat wczoraj wpadł mi w łapki odcinek dziejący się latem '69, kiedy to Neil Armstrong postawił stopę na Księżycu, a 13-letni Kevin Arnold przeżył gorący wakacyjny romans, trwający jakieś pół dnia. I łatwo się domyślić, co tutaj było ważniejsze.