"Continuum" (4x01): Wrócić do domu

"Continuum" (Fot. Showcase)

"Continuum" (Fot. Showcase)

Długo przyszło czekać na finałowy sezon "Continuum". Jeszcze nie wiemy, jak się skończy, ale na razie wiemy, że trzyma poziom. Szkoda, że to będzie raptem kilka odcinków. Ale to i tak więcej, niż wiele seriali SF w ostatnich czasach dostawało. Uwaga na spoilery.

Po finale 3. sezonu pojawiło się jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi. Jeżeli ktoś spodziewał się, że na początku 4. sezonu dostaniemy jakieś wyjaśnienia, to się mylił. Na razie jedyną jasną rzeczą jest to, że ludzie ścigający Brada i Kierę to towarzysze broni Brada, czyli ludzie Kelloga z którejś przyszłości. Właśnie, tych kontinuuów jest dużo i nadal się w nich gubię. Wy też?

Wygląda jednak na to, że w 4. sezonie sporo się będzie działo. Biorąc pod uwagę, że sezon ten będzie miał długość połowy poprzednich serii, pozostaje mieć nadzieję, że będziemy za tym nadążać, a Simon Barry nie zakręci zbytnio wątkami. Chciałbym bowiem coś zrozumieć na sam koniec. Na razie fakty mamy takie, że Kiera chce wrócić do domu, Alec chce odzyskać Piron, Carlos chce mieć spokój w mieście (i pomóc Kierze, notabene ten gość chyba wpadł w solidny poziom friendzone). Dalej mamy Brada, który na pewno nie chciałby oglądać śmierci Kiery (którą miał zabić), Kelloga chcącego więcej władzy i potęgi, a do tej mieszanki należy jeszcze dodać resztki Liber8, Juliana i Curtisa. Kto wygra? Czy zwycięstwo w ogóle będzie cokolwiek warte?

Dotychczasowe doświadczenia bohaterów "Continuum" wskazują na to, że cokolwiek próbują zrobić, to efekty bywają wątpliwe. Jakich zmian nie dokonają, jakich wysiłków nie włożą, przyszłość wciąż jest inna od oczekiwanej. Co więcej, każda zmiana generuje kolejne kontinuum, zwiększając tylko liczbę elementów układanki, zamiast zmniejszać. A gdzieś w tym wszystkim mieszkają jeszcze uczucia i potrzeby każdego z zainteresowanych. Szczególnie Kiery, która ma proste marzenie - wrócić do domu i syna. I trudno się jej dziwić. Dobitnie pokazuje to wizja, jaką Kiera ma po tym, jak zostaje znokautowana przez ludzi Kelloga z przyszłości.

Trzymam kciuki za to, by "Continuum" do końca utrzymało poziom. Na razie nadal jedyną rzeczą, która przeszkadza, jest ewidentnie niski budżet na efekty specjalne. Co nie zmienia jednak faktu, że serial i tak trzyma w napięciu. Przyjemne jest też to, że ten efekt osiągany nie jest dobrymi mordobiciami (chociaż Magda Apanowicz w roli Emily naprawdę pokazuje, co potrafi), a inteligentnie rozwijaną akcją.

Szkoda, że to jeszcze tylko kilka tygodni. Ale cóż, mogło ich nie być, więc i tak jestem zadowolony.