"Doktor Who" (9x02): Magiczna noc na Skaro

"Doktor Who" (Fot. BBC)

"Doktor Who" (Fot. BBC)

Na dużo pytań musiała odpowiedzieć kontynuacja pierwszej przygody Doktora w 9. sezonie. "The Witch's Familiar" bardzo dobrze udało się wywiązać z tego zadania i nie tylko sama historia zakończyła się w satysfakcjonujący sposób, ale też po drodze dowiedzieliśmy się kilku interesujących rzeczy. Spoilery.

Jeżeli ktoś po "The Magician's Apprentice" marzył o tym, aby na ekranie raz jeszcze zobaczyć Missy (Michelle Gomez) i Clarę (Jenna Coleman) w duecie, to prawdopodobnie już od pierwszych minut "The Witch's Familiar" miał na twarzy szeroki uśmiech. Niezależnie od tego, czy Clara wisiała głową w dół, czy wrzucona została do "kanału ściekowego" – kanał ściekowy i cmentarz to u Daleków jedno słowo – praktycznie w każdej chwili rozmowy i interakcje tej dwójki przyciągały do ekranu. Zresztą z nich właśnie dowiedzieliśmy się, dlaczego Missy lubi zabijać inteligentnych ludzi oraz co zrobił Doktor, aby zostać przez nią zaliczonym do zacnego grona kujonów.

Skoro już napomknąłem o wrzuceniu do "kanału", to jedna z najciekawszych scen wydarzyła się właśnie w tym koszmarnym miejscu. Missy, zamykając Clarę w dalekowej puszcze, przywiodła na myśl wiele wspomnień, a dokładniej czasy Jedenastego Doktora (Matt Smith), "Asylum of the Daleks" (7x01), Oswin Oswald i pierwszych sufletów. Co więcej, przeprowadzony chwilę później kurs obsługi całej tej maszynerii nie tylko dostarczył odrobiny uśmiechu, ale i w sprytny sposób dał nam wartościowy wgląd w funkcjonowanie Daleków. Tego typu sprawne wplatanie różnych elementów, w tym potrzebnych informacji, praktykowano przez cały odcinek. Przecież nikt nie wierzył, że doktorowe okulary służą jedynie do ochrony przed słońcem, prawda?

Zanim jednak Doktor (Peter Capaldi) odzyskał swoje szkła, spędził mnóstwo czasu w towarzystwie Davrosa (Julian Bleach). Przez większość czasu, zamknięci w jednym pomieszczeniu, toczyli swoją odwieczną dyskusję. Bardzo poważną, zawierającą kilka zwrotów akcji, ponurą, niekiedy smutną, okraszoną tak ważnym momentami, jak Davros otwierający własne oczy albo wschód słońca na Skaro. Ciekawym doświadczeniem było zobaczenie wściekłego Dwunastego. Niesamowitym, że twórca Daleków skłonny był do żartów – fragment dotyczący poszukiwań krzesła na Skaro na kilka chwil skutecznie rozluźnił atmosferę.

Ostatecznie Doktor, co zrozumiałe, pokonał swojego adwersarza, a momentami bardzo ponury "The Witch's Familiar" dostarczył wszystkiego, czego można było oczekiwać przed jego emisją. Spędziliśmy więcej czasu z różnymi rodzajami Daleków. Otrzymaliśmy dużo świetnych dialogów. Peter Capaldi miał czas i okazję pokazać widzom, jak dobrym jest aktorem i Doktorem. Michelle Gomez raz jeszcze przeszła samą siebie. Zakończenie nie zawiodło. Dobrze, wystarczy. Wymienianie kolejnych rzeczy przypomina recytację punktów z hipotetycznej listy życzeń.

W tych 47 minutach uchwycono także bardzo szerokie spektrum emocji. Wspomniano o litości i jej braku. Było też o łasce i trosce, o złości, nienawiści i o marzeniach Daleków, którzy "odeszli". Ktoś wewnątrz metalowej maszynerii próbował nawet powiedzieć: "Kocham Cię". Zobaczyliśmy szczęście na widok żywej przyjaciółki i radość po zabiciu kogoś. Oczywiście czasem owe emocje były wyrachowane, zimne lub nieszczere, ale to akurat zwiększa liczbę wariantów. I pomyśleć, że dookoła pełno było istot znających tylko nienawiść.

Zresztą to niejedyny taki kontrast, bo błahe wydarzenia w tym odcinku bardzo szybko prowadziły do poważnych konsekwencji, a bardzo ponure zaskakiwały rozwiązaniami. Kolejną klęskę mieszkańców planety Skaro rozpoczął wielki triumf. Zabawna wymiana zdań Clary i Missy trakcie kursu obsługi Daleka już kilkanaście minut później doprowadzi do dramatycznej sceny, w której Doktor może sam nieświadomie zabić swoją towarzyszkę licznych podróży. I jeszcze ostatni moment, kiedy Dwunasty rusza z młodym, właśnie uratowanym, Davrosem do domu tego ostatniego. Ciekawe, o czym rozmawiali w trakcie marszu.

Na koniec więc raz jeszcze podkreślę - żeby nie było niedomówień - że bardzo podobało mi się "The Witch's Familiar". Odcinek sprawdził się zarówno jako samodzielna historia, jak i jako druga część dłuższej opowieści. Równocześnie był zupełnie inny od poprzedniego. Nigdzie nie pędziliśmy, nie było podróży po wielu światach, wiszących na niebie samolotów ani nawet średniowiecznej imprezy z czołgiem zamiast zaprzęgu. Niemniej oglądało się to świetnie i również dlatego, już ogólnie, cała pierwsza przygoda w 9. sezonie warta była każdej poświęconej na nią minuty.

I tylko wciąż nie zobaczyliśmy wnętrza TARDIS.

REKLAMA