"Casual" (1x01-02): Zaproszenie na kozetkę

"Casual" (Fot. Hulu)

"Casual" (Fot. Hulu)

W październiku los zdaje się nam wynagradzać pełen fatalnych premier wrzesień i oprócz dobrych powrotów seriali oferuje również całkiem niezłą nowość. "Casual" od Hulu może być dobrym remedium, jeśli cierpicie na sitcomową niestrawność. Niewielkie spoilery.

Serial stworzył Zander Lehmann, ale jednym z producentów i reżyserem dwóch pierwszych odcinków jest Jason Reitman (twórca m. in. "Juno"), którego specyficzny i nieco alternatywny styl zawsze pasował mi do telewizji. "Casual" może potwierdzić tę tezę, bo jest komediodramatem bardzo podobnym do filmowej twórczości Reitmana, który ponad fabularną maestrię przedkłada znakomicie napisane postaci i inteligentne, skrzące dialogi.

Głównych bohaterów mamy tutaj trójkę. Valerie (Michaela Watkins) właśnie rozstała się z mężem i wraz z nastoletnią córką Laurą (Tara Lynne Barr) wprowadziła się do swojego młodszego brata Alexa (Tommy Dewey). Ten stara się im pomóc w przebrnięciu przez trudny okres, ale że sam jest człowiekiem dość specyficznym, to wynika z tego szereg niecodziennych sytuacji. Z opisu nie wygląda to zbyt ciekawie czy oryginalnie, ale to nie jest serial z gatunku tych, które mają widzów porwać historią.

Przede wszystkim trzeba zauważyć, że "Casual" daleki jest zarówno od typowej komedii, jak i dramatu. Ogląda się go z lekkim uśmieszkiem na ustach, ale raczej nie spodziewajcie się eksplozji śmiechu. Podobnie z tymi poważniejszymi momentami, których tu nie brakuje, ale nie wypełniają ich wielkie słowa czy płacz, a raczej niezręczność i kompletna nieumiejętność zachowania się w takich sytuacjach. To serial o uczuciach, ale nie wykrzyczanych na głos, a schowanych pod zewnętrzną skorupą. Takich, których albo nie potrafimy, albo nie chcemy okazać na zewnątrz.

Nie oznacza to, że brakuje okazji do śmiechu. "Casual" potrafi być bardzo zabawne, jak podczas podwójnej randki Alexa i Valerie, ale to humor ze znacznie wyższej półki niż sitcomowa. Wielu krytyków porównuje serial Hulu do "Transparent" Amazona i coś w tym jest. Po pierwsze ten alternatywny, sundance'owy klimat, a po drugie dowcip bazujący na dokładnej obserwacji i szczerych emocjach. W dwóch pierwszych odcinkach nie znajdziemy ani jednej fałszywej nuty czy sztucznie wykreowanych sytuacji służących uciesze widowni. Spokojnie jednak, "Casual" wcale nie jest jakąś wysublimowaną telewizją dla koneserów. Większość żartów kręci się wokół sfery seksualnej, którą nasi bohaterowie traktują bardzo luźno, ale nie przekraczając przy tym granic dobrego smaku.

Dzięki temu bardzo łatwo jest z nimi zidentyfikować i zwyczajnie polubić, choć cała trójka to postaci mocno specyficzne. Ludzie, którzy średnio pasują do ogółu, którym coś się w życiu skomplikowało i nie wiedzą, jak z tego wybrnąć, ale jednocześnie bardzo by chcieli. Przy tych wszystkich problemach widać też wyraźnie, że ta trójka naprawdę dobrze do siebie pasuje. A w tym największa zasługa świetnej chemii między aktorami, którzy stworzyli tu atmosferę swoistego koleżeństwa. Fantastycznie jest obserwować brata i siostrę czy matkę i córkę nie zamkniętych w sztywnych ramach familijnych relacji, ale w sytuacjach znacznie luźniejszych, może nawet przyjacielskich, choć z taką oceną jeszcze bym się wstrzymał.

Najlepiej z trójki wypada Michaela Watkins, której Valerie jest tak uroczo nieporadna w kontaktach z innymi ludźmi, że aż zastanawia mnie, jak ona może być psychoterapeutką. W duecie z Deweyem wypadają wprost rewelacyjnie, jak dwa pasujące do siebie puzzle. Może się wydawać, że powodem tego jest jego rola, pozornie prostsza i płytsza, ale szybko się przekonujemy, że Alexowy cynizm to tylko powłoka, pod którą skrywa się znacznie bardziej złożony charakter. A dochodzą do tego jeszcze postaci drugoplanowe, którym również daleko do określenia "normalni", i którzy już w dwóch pierwszych odcinkach zdążyli sporo namieszać w życiu rodzeństwa.

Cała trójka głównych bohaterów ma świadomość tego, że coś jest z nimi nie tak, ale żadne nie wie dokładnie co. Można więc oglądanie "Casual" potraktować nieco jak wizytę u psychoterapeuty, gdzie to widzowie ogrywają rolę słuchacza, któremu pacjent wyznaje swoje najbardziej wstydliwe sekrety. Mamy jednak ten komfort, że nie musimy wydawać diagnozy, a z wyznań pacjentów możemy mieć naprawdę niezły, cotygodniowy ubaw, ale niepozbawiony głębszej refleksji.