Napisy piątkowe #2: Publiczne obwieszczenia

"Arrow" (Fot. The CW)

"Arrow" (Fot. The CW)

W dzisiejszym odcinku tematem wieczoru będzie kampania wyborcza Olivera Queena. Potem uwaga skierowana zostanie m.in. w stronę przemowy pewnej poszukiwanej terrorystki w "Quantico". Doceniony zostanie także Eddie Mora, a pochwały zbierze Chevrolet Impala Winchesterów. Na koniec padnie też kilka pytań, bo któż ich nie lubi. Spoilery.

Niezależnie od tego, czy w kubraczku, czy nie, Oliver Queen (Stephen Amell) lubi przemawiać. Nie stroni od oburzania się i serwowania irytujących napomnień. Widać to było świetnie np. w ostatnim odcinku, czyli "Beyond Redemption", gdzie nie oszczędzał nikomu swojej gadaniny. Tym więc lepiej, że ruszył już z nowym pomysłem na życie, i to z takim, który pozwoli mu na bezproblemowe wygadanie się bez potrzeby zamęczania bliskich i widzów.

Pomimo wszelkich głupot, jakie mogą zdarzyć się po drodze, i sztabu niepozbawionego dziwnych person (z perspektywy wyborców), kandydowanie Queena na burmistrza Star City jest bardzo ciekawym pomysłem. Zresztą podobał mi się zarówno ten odcinek, jak i uzmysłowienie sobie przez scenarzystów, że przydałby się nowy rozdział w cywilnej egzystencji Olivera. Kryjówka w siedzibie sztabu, czyli w budynku zajmowanym wcześniej przez Sebastiana Blooda, również wyglądała świetnie. Powoli oswajam się z myślą, że przynajmniej na razie w "Arrow" nikt niczego ważnego nie spartaczy.

Skoro już jesteśmy przy wynurzeniach skierowanych w stronę dużych zbiorowości, to nie można zapominać o medialnej nagonce na Alex Parrish (Priyanka Chopra) i jej bardzo publicznej odpowiedzi na zarzuty. Całość była wręcz absurdalna, co najlepiej ilustruje scena przed meczetem. Z drugiej strony wypada przyznać, że ciekawie komponowała się z kolejnym dziwacznym zadaniem tygodnia w nieodległej przeszłości.

Równocześnie te 40 minut doskonale pokazało, dlaczego po każdej godzinie z produkcją ABC człowiek zwyczajnie czuje się odrobinę głupszy. I choć od pierwszego odcinka nie wiem, w jaki sposób "Quantico" wygina moje zwoje mózgowe w tak fantazyjne wzory, to chyba właśnie dlatego wciąż wracam do przygód agentki/kadetki Parrish i reszty ferajny.

Tymczasem ograniczanie dostępu do informacji i zacieranie śladów okazało się bardzo ważne w czasie kolejnych odwiedzin w "Limitless" senatora Edwarda Mory (Bradley Cooper). Znowu udało się pokazać, w jak ogromnym stopniu Eddie przerasta Briana Fincha (Jake McDorman) i jak ograniczony bywa ten ostatni nawet na NZT. Więcej, udało się to wręcz udowodnić w raczej wybuchowy sposób. Mora w tym serialu po prostu przerasta pozostałych bohaterów, a w żadnym momencie nie wiadomo, co jest jego prawdziwym celem. Owszem, kilkoma z nich zdołał się pochwalić, tylko trudno określić, czy były one prawdziwe.

Pomijając jednak to, w "Side Effects May Include…" pochwalić należy np. szerokie spektrum efektów ubocznych – ludzie bez twarzy byli naprawdę miłym dodatkiem. Znalezione wśród tajnych dokumentów materiały filmowe również okazały się przydatne. Ponadto warto wspomnieć, że kilkukrotnie zabłysnęła agentka Harris (Jennifer Carpenter), co okazało się bardzo przyjemnym urozmaiceniem.

Po tych wszystkich obwieszczeniach i machinacjach dobrze się złożyło, że w "Supernatural" przez całą godzinę nie wypuszczono nas z Impali. Podobał mi się każdy moment tego odcinka: od żywych głów w przenośnych lodówkach, przez poranne śpiewy, aż po wyobrażanie sobie, w jaki sposób Castiel odkrywał uroki Netfliksa. Doceniam, jak ten odcinek nakręcono, a także to, co zmotywowało naszego potwora tygodnia do działania. Zastanawia mnie też jedno: "Baby" było najlepszym odcinkiem od roku…?

Jeśli mowa o pytaniach, to po głowie chodzi mi jeszcze kilka. Czy nowy Firestorm, korzystający z ciała Jaksa (Franz Drameh), ma szansę na bycie czymś więcej niż płonącym kawałkiem drewna? Co by się stało z Liv Moore (Rose McIver), gdyby zjadła mózg niejakiej Kary Danvers (Melissa Benoist)? Czy Jemma Simmons (Elizabeth Henstridge) naprawdę pomyślała o wodzie dopiero w 79. godzinie pobytu na obcej planecie? I na koniec jeszcze jedno, najważniejsze: hobby Emmy (Jennifer Morrison), czyli łapacze snów, czy stare sposoby zabijania czasu praktykowane przez Rumpelstiltskina (Robert Carlyle)?

Do zobaczenia!