Kity tygodnia: "Wicked City", "Sleepy Hollow", "Kości"

1 2

"Miasto zła" - sezon 1, odcinek 1 ("Pilot")

"Miasto zła" (Fot. ABC)

"Miasto zła" (Fot. ABC)


Marta Wawrzyn: ABC postanowiło zrobić eksperyment z bardzo ostatnio modnym formatem antologii kryminalnej i oczywiście wyszła katastrofa. "Wicked City" - co TVN7 przetłumaczył jako "Miasto zła" - to jeden z najgorszych pilotów tej jesieni, który można postawić w tym samym rzędzie co "Blood and Oil". Powiązanie jest nieprzypadkowe - w obu produkcjach grają chłopcy z "Plotkary" i obie produkcje straszliwie zawodzą.

"Miasto zła" to serial złożony z najbardziej wyświechtanych schematów, połączonych w nużącą, nijaką, niemającą do siebie dystansu całość. Brakuje wszystkiego: dreszczyku, klimatu, oryginalności. Dialogów nie da się słuchać, postacie są papierowe, a najgorsze jest to, że kompletnie mnie nie obchodzi, kogo Chuck Bass zabije w kolejnym odcinku (nikogo ciekawego) i czy na koniec go złapią (złapią, bo zawsze łapią). Aktor z "Plotkary" wypada w najlepszym razie średnio w roli seryjnego mordercy, choć faktem jest, że nie ma tu czego grać. Nie lepsza jest Erika Christensen, wyraźnie do swojej roli niepasująca.

Co w "Mieście zła" mogło nie wyjść, to nie wyszło. To serial nudny i boleśnie poprawny, który nie ma do zaoferowania niczego świeżego. Schemat goni tutaj schemat, łopatologia wylewa się z ekranu pięknym strumieniem, zaś kiczowata atmosfera lat 80. poraża niestety sztucznością. I choć fajnie patrzyło mi się na Karolinę Wydrę i słuchało jej akcentu - wreszcie dziewczyna gra postać, która nie pochodzi z Europy Wschodniej! - nie będę się katować kolejnymi odcinkami. "Miasto zła" zadebiutowało z fatalną oglądalnością - gorszą niż miało w tym samym slocie "Forever" - co oznacza, że kontynuacji nie będzie.

1 2
REKLAMA