Napisy piątkowe #4: Wielki kuzyn patrzy

"Supergirl" (Fot. CBS)

"Supergirl" (Fot. CBS)

W piątek trzynastego będzie o tym, dlaczego w "Supergirl" powinno się przeprowadzić porządne egzorcyzmy. W kilku słowach doceniony zostanie też Zoom, który robi dużo i mało gada. Parę zdań padnie o Sheldonie i Amy, a na koniec pochwalona zostanie niedojrzałość Briana Fincha oraz Amara, która wreszcie dostała własną piosenkę. Spoilery.

"Supergirl" ma poważny problem z Clarkiem Kentem. Dokładniej z wplątywaniem go w akcję danego odcinka przy jednoczesnym nieujawnianiu jego facjaty. Jasne, próby te bywają całkiem ciekawe i przy okazji pokazują, jak wiele rzeczy można zrobić, aby z kimś nie spotykać się twarzą w twarz, jednak bardzo trudno będzie je kontynuować w niezmienionej formie. Już teraz prawdopodobnie widzi wszystko, a dodatkowo pozwolono mu kontaktować się z Olsenem (Mehcad Brooks) przy pomocy magicznego zegarka. Zresztą kilka chwil później znokautowano główną bohaterkę tylko po to, aby mógł ją uratować.

Jeżeli w którymkolwiek momencie serial ten ma znaleźć swój rytm, najwyższa pora na szybkie uporządkowanie tych relacji. Nawet jeśli ściąga się inne osoby z Metropolis, niech w National City ich przeszłość przestanie być wypominana im co kilka minut. Inaczej zarówno Supergirl (Melissa Benoist), jak i jej przeciwnicy nigdy nie staną na nogi. Po prostu nie dorobią się własnego kąta, w którym będą mogli bawić się w podbijanie i ratowanie świata.

Skoro już jesteśmy przy superbohaterach i ich wrogach, to w "The Flash" wreszcie spędziliśmy trochę czasu z Zoomem, którego występ okazał się najciekawszą częścią bardzo dobrego odcinka – "Enter Zoom" (sezon 2, odcinek 6). Trudno nie lubić przeciwników, którzy bardzo szybko zabierają się do roboty i zamiast tylko grozić i knuć w kilka minut potrafią skutecznie uszkodzić swoich oponentów. Choć cała sytuacja przypomina nieco o spotkaniach Batmana i niejakiego Bane'a przeszło 20 lat temu, to i tak należy docenić, że ów Zoom nie zaniedbał swojej komiksowej edukacji.

Wpierw odebranie mocy Jayowi (Teddy Sears), teraz pozbawienie władzy w nogach Barry'ego (Grant Gustin), oby w kolejnych tygodniach dalej miał tak bezpośredni wpływ na wszystkie światy, w których bywa. Z drugiej strony, może lepiej, aby nie próbował polewać wodą Firestorma. Zbyt fajna jest ta jego maska, aby miała zostać rozerwana na strzępy w przypadkowym wybuchu.

Grożą nam wybuchowe postacie, więc przyznam się do czegoś. Bardzo chciałem zobaczyć, jak Sheldon (Jim Parsons) poradzi sobie po nieudanej próbie oświadczyn oraz z kim na randki chodzi Amy (Mayim Bialik). W "The Mystery Date Observation" udało się w uroczy sposób porównać bycie w związku do gumy owocowej, a sam pomysł na znalezienie Cooperowi nowej dziewczyny wypadł nieźle. Absolutnym hitem był jednak pewien dziwny człowiek, z którym na kolację wybrała się Amy. Jego reakcje, najpierw na wspomnienie o Sheldonie, a później na widok Hofstadtera (Johnny Galecki), były niesamowicie urocze. Z przyjemnością zastąpiłbym tym gościem Stuarta (Kevin Sussman) – bohaterom tego sitcomu przydałby się taki nieco zwariowany fan z brytyjskim akcentem.

Inna rzecz, która może zabrzmieć dziwnie, to stwierdzenie, że "Limitless" ostatnio zyskuje, kiedy nafaszerowany NZT Finch (Jake McDorman) robi coś głupiego lub niedojrzałego – nawet jeśli są to dowcipy o mikropenisach. W tych niecodziennych momentach, kiedy pojawiają się dziwne rysunki, o piratach opowiadają dzieciaki, groźni bossowie mają pokręcone zainteresowania, a w tle przygrywa nam np. BABYMETAL. Serio, BABYMETAL.

Zostańmy może jeszcze przez moment przy muzyce. W "Supernatural" Amara wreszcie opuściła przybytek wujka Crowleya (Mark Sheppard) i dorobiła się własnego marszu przez lud w stylu Śmierci w 5. sezonie produkcji The CW. Ten świetny moment dopełniała piosenka, która m.in. dawno, dawno temu zagościła w "Pulp Fiction".

Do zobaczenia!

REKLAMA