"Into the Badlands" (1x01): Z kataną przez pola

"Into the Badlands" (Fot. AMC)

"Into the Badlands" (Fot. AMC)

Pierwszy z seriali, jaki duet Alfred Gough i Miles Millar pokazuje światu w tym sezonie – drugim będą "Kroniki Shannary" – rozczarowuje. Postapokaliptyczne "Into the Badlands" cierpi po prostu na jedną fatalną przypadłość: w momencie kiedy bohaterowie przestają się mordować, wszystko szybko staje się nieznośne. Spoilery.

Wspomnieni dwaj panowie odpowiedzialni byli m.in. za "Smallville"… oraz za ostatnią telewizyjną wersję "Aniołków Charliego" i znane z kin dzieła sztuki, takie jak "I Am Number Four" czy "Hannah Montana: The Movie". O ile ów zestaw projektów może nieco zastanawiać, to pierwsze minuty premierowego odcinka "Into the Badlands" ogląda się z zaciekawieniem. Niegłupie widoczki, niespecjalnie bezpieczna okolica, świetne wyglądający pojedynek z grupą bandytów i facet na motorze z kataną na plecach – znaczy nasz protagonista, który po niewielkich przeróbkach spokojnie mógłby szaleć w każdym zakątku metawersu albo nawet rozwozić pizzę w realnym świecie.

Nie tylko Sunny (Daniel Wu) od początku wydawał się jakiś znajomy. W dalszej części odcinka pojawiło się mnóstwo znanych elementów, przez co mam na myśli nie tyle te używane od czasu do czasu, lecz takie, którymi zamęcza się widzów od ładnych kilku lat. Jest szkoła zamieniająca dzieci w morderców, a także pałacyk z niedomagającym władcą i jego raczej okrutnym oraz niekompetentnym następcą. Są zdrady, zakazane związki, ambitne matki, nowe żony i kochanki oczywiście. Mamy nawet cudowne (lub przeklęte) dziecko pochodzące spoza świata uznawanego za zdatny do życia.

Jednocześnie wszystkie wątki rozpoczęte w "The Fort" przynajmniej na razie nie ciekawią. O ewentualnych intrygach pałacowych w domu Barona trudno wspominać, bo na razie i pałacyk mały, i potencjalnych spiskowców niezbyt wielu. Jasne, zarysowano nieco plany oraz problemy ze zdrowiem Quinna (Marton Csokas) – czyli właśnie naszego władcy – a także ambicje pozostałej trójki, którą zbiorczo nazwijmy rodziną. Niestety ani nie dano powodów, aby jego los kogokolwiek zainteresował, ani nie można powiedzieć, że jego "królestwo" czy cokolwiek na tej ziemi warte jest utrzymania w niezmienionym kształcie. A przecież nawet dla samego gramofonu w gabinecie wspominanego Quinna warto by było zrobić choćby przewrocik lub rewolucyjkę.

Najmocniej zawodzi jednak najważniejszy wątek odcinka, czyli ten dotyczący nastoletniego M.K. (Aramis Knight). Kto by pomyślał, że opowieść dotycząca postaci znalezionej w kufrze, będącej w centrum zainteresowania co najmniej jednej potężnej figury i obdarzonej nadludzką mocą może aż tak męczyć. Problemy z tą częścią odcinka wydają się zresztą raczej proste. Tego typu przygodę widzieliśmy setki razy, a wersja zaprezentowana w "The Fort" nie była zapewne nawet 87. najciekawszą w ostatnich miesiącach. Co więcej, wydarzeniom związanym z M.K. towarzyszyły najsłabsze dialogi, a i możliwe, że Wu oraz Knight nigdy nie powinni się znaleźć w jednym kadrze. Sceny z nimi są tak sztuczne i nienaturalne, że czasem aż trudno się skupić na tym, czy przemycono w nich coś istotnego.

Na razie więc "Into the Badlands" nie składa się w jakąś porządną całość. Na dodatek gdzieś w tle ginie np. Orla Brady, a wspomniany już Daniel Wu wypada najlepiej, kiedy bez zbędnego towarzystwa wgapia się w pole lub kogoś bije. W lesie, na polu, wśród zabudowań, w dzień, w nocy – nieważne. Byleby wrogów było mnóstwo, a w strategicznych miejscach umieszczone zostały rzeczy, z których w jakiś sposób można skorzystać w walce. Na marginesie, samemu oglądaniu towarzyszy poczucie, że niektórzy ewidentnie są i będą chronieni. Trochę to utrudnia zaakceptowanie tej wizji rzekomo niebezpiecznego świata.

Z drugiej strony produkcja AMC wygląda na tyle dobrze, że chce się ją oglądać dalej. Może to tylko kwestia dobrej roboty wykonanej przez ludzi odpowiadających za pojedynki i walki? Może samego świata, który pomimo tego, co przed chwilą napisałem, ma potencjał, aby dostarczyć bohaterom kilku interesujących wyzwań? Nie wiem. Warto jednak rzucić okiem na kolejne odcinki "Into the Badlands", nawet jeśli zbyt prędko się ten serial nie poprawi. Po prostu raz na jakiś czas warto się dowiedzieć, w jaki jeszcze wymyślny sposób człowiek może spojrzeć na własne stopy.