Hity tygodnia: "Jessica Jones", "South Park", "Fargo", "Pozostawieni", "The Affair", "Casual"

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

"Jessica Jones" - sezon 1

"Jessica Jones" (Fot. Netflix)

"Jessica Jones" (Fot. Netflix)


Bartosz Wieremiej: To naprawdę dobra historia. Porządnie zrobiona, sensownie rozplanowana, z solidnie wykombinowanym zakończeniem. Niby bez zbędnych fajerwerków, ale jeśli potrzebna była wielka dziura w ścianie, to i tak prędzej robiono ją "kimś" niż "czymś". Była akcja, a wiele miejsc spektakularnie zdemolowano. Było również mnóstwo dobrych dialogów, ładnie ustawiono początek kolejnej serii – w końcu "Luke Cage" już w przyszłym roku – a i nawiązania do poprzedniej nie wypadły zbyt sztucznie. Zresztą któż mógłby narzekać na odwiedziny Claire (Rosario Dawson)?

Krysten Ritter jako Jessica Jones nie ma nawet jednego słabszego momentu. Kilgrave w wydaniu Davida Tennanta w żadnym momencie nie staje się karykaturą. Ciekawe rzeczy działy się na drugim planie – no dobrze, praktycznie wszędzie działy się tzw. ciekawe rzeczy. Czasem makabryczne, czasem absurdalne, czasem zwyczajnie smutne – rzadko kiedy umożliwiano komuś wyjście z danej sytuacji bez szwanku. Zresztą nie pozwalano sobie szczęśliwe zakończenia, w zwykłym znaczeniu szczęśliwości – bardzo często wszystkiemu towarzyszyło mniejsze lub większe "ale".

Marta Wawrzyn: Netflix razem z Marvelem tworzą produkcje, które redefiniują gatunek serialu o superbohaterach. Oglądając "Jessicę Jones" - na razie za mną tylko pół sezonu, ale rozumiem, czemu wiele osób zdążyło pochłonąć cały - miałam wrażenie, że to porządny dramat z kablówki, a nie kolejny serial o osóbce w lateksowym wdzianku ratującej świat. Jak bardzo "Jessica Jones" chce być inna, pokazuje choćby scena, w której pojawia się kultowy strój z komiksu, tylko po to by zostać ostro wyśmianym przez kandydatkę na superbohaterkę. I do mnie ten styl naprawdę trafia, a Jessice kibicuję od pierwszych minut.

Największą siłą serialu Netfliksa jest nawet nie gęsty klimat, mrok i realizm - to wszystko mieliśmy już w "Daredevilu" - a główna bohaterka. Dziewczyna niezwykła, szalenie silna i krucha jednocześnie. Osoba, która przeżyła ogromną traumę i to widać. A do tego po prostu zarąbista laska, która walczy skutecznie zarówno kopniakami, jak i sarkazmem. Jessica Jones to właściwie definicja girl power i to w zaskakująco dorosłym wydaniu.

Jesteśmy świadkami prawdziwej rewolucji w podejściu do widza. Marvel już nie chce nas karmić kolorową sieczką, oferuje mrok, ciemność i wielowarstwowych bohaterów, w których aż chce się zagłębiać i zagłębiać. Jestem w autentycznym szoku - "Jessica Jones" idzie w zmienianiu świata jeszcze dalej niż "Daredevil" i ani na moment się nie potyka. To mocna, inteligentna rozrywka, która na każdym kroku zadziwia dojrzałością i bezkompromisowością, z jaką przełamuje kolejne konwencje (choćby dotyczące seksu czy tematyki LGBT w komiksowych serialach).

Gdyby rok temu ktoś mi powiedział, że będę oglądać z takim zapałem produkcje o superbohaterach, pewnie bym go wyśmiała. A teraz? Netfliksie, dawaj no już Luke'a Cage'a, a potem najlepiej Punishera! No i 2. sezon "Jessiki Jones", tylko migiem!

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10