Serialowa alternatywa: "Okupowani"

W środę 2 grudnia o godz. 20:10 startuje w Ale kino+ norweski serial "Okupowani", który wzbudził duże kontrowersje jeszcze przed premierą. Wszystko dlatego, że przedstawia czarną wizję niedalekiej przyszłości, w której Rosja rozpoczyna okupację Norwegii w obliczu europejskiego kryzysu energetycznego. My już serial widzieliśmy i Wam też go polecamy.

O "Okupowanych" pewnie mieliście okazję usłyszeć, bo to jedna z tych produkcji, które budzą ogromne zainteresowanie, zanim w ogóle zdążą zadebiutować w telewizji. Wystarczy parę linijek opisu, żeby rozpętało się szaleństwo. I trudno się dziwić, jeśli ów opis brzmi tak: "Okupowani" to polityczny thriller, którego akcja dzieje się w niedalekiej przyszłości, w świecie wyglądającym dokładnie tak jak nasz. W Europie panuje kryzys energetyczny - surowców nie dostarczają już ani kraje arabskie, gdzie panuje wojna domowa, ani Norwegia, w której po ekologicznej katastrofie władzę objęli Zieloni.

To, co się dzieje w Norwegii, to nie przelewki: zmiany klimatyczne doprowadziły do sytuacji, w której nie było innego wyjścia, jak zacząć dbać o środowisko. Kiedy bowiem w wyniku huraganu w skandynawskim kraju ginie 700 osób, wiedzcie, że sytuacja ekologiczna jest poważna. Ale równie poważne są problemy krajów Unii Europejskiej, które nie mają skąd czerpać ropy i gazu. Stany Zjednoczone w tym scenariuszu nie dość że są całkowicie samowystarczalne energetycznie, to jeszcze wycofały się z NATO, zaś Europa stanęła na krawędzi.

Mocny pomysł mistrza norweskiego kryminału

To wszystko to zaledwie wstęp do serialu, punkt wyjścia. Decyzja Norwegów o zaprzestaniu wydobycia ropy i gazu ze złóż na Morzu Północnym ma daleko idące skutki geopolityczne. Zdesperowane kraje Unii Europejskiej chcąc nie chcąc wchodzą w konszachty z Rosją i tak zaczyna się jazda bez trzymanki. W Oslo pojawia się tajemnicza grupa komandosów, która porywa nowego premiera Norwegii. Wbrew temu, co sugeruje tytuł, do skandynawskiego kraju nie wchodzi natychmiast rosyjska armia, nie ma stanu wojennego, godziny policyjnej czy wyłapywania wrogów. Ale nie da się ukryć, że obce mocarstwo zaczyna mieszać się w wewnętrzne sprawy Norwegii.

To z początku bardzo subtelna okupacja - oficjalna narracja głosi, że Rosjanie mają pomagać Norwegom w przywróceniu status quo sprzed rządów Zielonych. Czyli Norwegia musi znów zacząć wydobywać ropę i gaz, a sąsiednie mocarstwo, przy cichej aprobacie całej Europy, ma tego dopilnować.

Pomysłodawcą serialu jest norweski pisarz Jo Nesbø (autor takich kryminałów, jak "Czerwone gardło" czy "Krew na śniegu"), który zarys pierwszych odcinków stworzył jeszcze w 2008 roku. Scenariusze kolejnych odcinków piszą już różni scenarzyści. Reżyseruje m.in. Erik Skjoldbjærg, którego możecie kojarzyć dzięki filmowi "Prozac Nation".

Scenariusz nie tak daleki od prawdy

Jeszcze parę lat temu, kiedy pomysł na serial się pojawił, Jo Nesbø usłyszał zarzut, że to dość naciągane. Dziś, po inwazji Rosji na Krym, nie tak trudno już sobie wyobrazić taką sytuację. "Okupowani" nie tracą wiele czasu na wprowadzenie - wrzucają nas w sam środek akcji, a to wszystko, co budzi największe kontrowersje, wyjaśnione zostaje tak naprawdę w kilku zdaniach. Widz musi przyjąć na wiarę, że taki scenariusz jest możliwy: w obliczu kryzysu energetycznego Stany Zjednoczone zostawią Europę samą sobie, a Unia Europejska z nożem na gardle weźmie udział w pacyfikacji Norwegii, która akurat postanowi wybrać to, co lepsze dla niej, a nie dla reszty Europy. Taka sytuacja to spełnienie najczarniejszych wizji geopolitycznych - praktycznie wszystko, co mogło pójść nie tak, poszło nie tak, i premier Norwegii dokonuje najtrudniejszego możliwego wyboru, za który przyjdzie mu słono zapłacić.

To wszystko naraz wydaje się mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe. Serial bardzo zgrabnie zmiksował ze sobą kilka realnych problemów współczesnego świata: wyczerpywanie się źródeł energii, kryzysy ekologiczne, mocarstwowa polityka Rosji, egoizm Stanów Zjednoczonych. Oczywiście bardzo wiele złego musiałoby się wydarzyć, aby scenariusz z "Okupowanych" się ziścił. Ale to nie są mrzonki. To nasza rzeczywistość w najmroczniejszej możliwej wersji. Norwegia w tej chwili pokrywa aż jedną trzecią zapotrzebowania Unii na gaz i trudno powiedzieć, co by się działo, gdyby nagle postanowiła zakręcić kurek, nieważne z jakich powodów. Zapewne pojawiłyby się naciski ze strony innych krajów.

Norwegia pod rosyjskim butem

"Okupowani" prezentują tak mroczną i wyrazistą wizję świata, że pisząc o serialu, łatwo jest zapomnieć o bohaterach. Co zresztą prawie wszyscy piszący czynią. Rzeczywiście po dwóch pierwszych odcinkach - tyle widzieliśmy, bo tyle nam na razie udostępniono w polskiej wersji - pamięta się raczej sam pomysł, niż konkretne osoby zamieszane w tę awanturę.

Rosyjską okupację oglądamy z perspektywy kilku osób: premiera Norwegii Jespera Berga (Henrik Mestad), jego dzielnego ochroniarza Hansa Martina Djupvika (Eldar Skar, którego możecie kojarzyć z "Układu"), a także ich rodzin, pewnego nieustępliwego dziennikarza i jego żony, Rosjan, których pojawia się w serialu coraz więcej i więcej, królewskich gwardzistów, z których jeden postanawia załatwić szybko sprawę itp., itd. Twarzą serialu stał się obecny na większości plakatów Djupvik, który rzeczywiście ma talent do wplątywania się w kolejne awantury, ale ani jego, ani właściwie nikogo nie można nazwać głównym bohaterem. Zaprezentowano tu raczej zbiór ludzkich postaw w obliczu niespodziewanych zdarzeń.

okkupert03

Zastraszony przez Rosjan i opuszczony przez najbliższych sojuszników premier staje się marionetką i zaczyna głosić frazesy o zdroworozsądkowej reakcji na trudną dla wszystkich sytuację. Ochroniarz - odpowiednik polskiego borowika - traktuje każde życie tak samo i rzuca się ratować zarówno swojego premiera, jak i rosyjską ambasador. Dziennikarz, który co chwila jest świadkiem drobnych zdarzeń, dowodzących, że sytuacja jest gorsza niż wmawia się opinii publicznej, zaczyna węszyć. Jego żona, która prowadzi pozbawioną klientów restaurację, nie gardzi żadnymi pieniędzmi, również rosyjskimi. Młody chłopak z gwardii królewskiej podnosi broń, by rozwiązać sytuację po swojemu. A Rosjanie coraz bardziej panoszą się w Norwegii, nie pytając nikogo o zgodę na swoje działania. Przejęcie szybów gazowych i platform służących do wydobycia ropy na Morzu Północnym to zaledwie początek.

Naród, którego premier chciał zmienić świat na lepsze i doprowadzić do tego, żeby wszyscy przestawili się na ekologiczne źródła energii, musi nauczyć się żyć pod rosyjskim butem. I choć to, co się dzieje w Norwegii z "Okupowanych", nie jest taką okupacją, jaką znali nasi dziadkowie, nie ma wątpliwości, że kraj został pozbawiony suwerenności. Rosjanie co prawda nie przejęli od razu rządów czy kontroli nad armią, nie odebrali też Norwegom praw obywatelskich, ale szybko staje się jasne, że sprzeciwu nie zniosą.

Wśród Norwegów - którym nikt oczywiście mówi prawdy - zaczynają wyraźnie kształtować się konkretne postawy. Jedni chcą strzelać, inni są za tym, by zachować rozwagę, jeszcze inni po prostu siedzą w swoim kąciku i udają, że nie widzą, co się dzieje. Czasem trudno zorientować się, kto tu jest patriotą, a kto zdrajcą, bo to ludzie żyjący w czasach, kiedy państwo narodowe ma już nieco inny kształt niż pięćdziesiąt czy sto lat temu. Zaś norwescy politycy, których na pierwszy rzut oka chciałoby się oskarżyć o kolaborację z okupantem, tak naprawdę prowadzą skomplikowaną grę i sprawdzają, na co sobie mogą pozwolić.

Wściekłość rosyjskich oficjeli

Serial ze zrozumiałych względów nie spodobał się Rosji, i to zanim jeszcze zdążył zadebiutować w norweskiej telewizji w październiku 2015 roku. Już we wrześniu światowe media cytowały wypowiedź Wiaczesława Pawłowskiego, rosyjskiego ambasador w Oslo, który bardzo ostro potraktował "Okupowanych" i ich twórców.

- To z pewnością godny pożałowania pomysł, że twórcy serialu zdecydowali się straszyć norweskich widzów nieistniejącym zagrożeniem ze wschodu według najgorszych zimnowojennych wzorców. I to na dodatek 70 lat po tym, jak Rosjanie pomagali w wyzwalaniu północnej Norwegii spod nazistowskiej okupacji, o czym autorzy najwyraźniej zapomnieli - powiedział ambasador.

okkupert02

Erik Skjoldbjaerg, reżyser serialu tłumaczył, że to fikcyjna układanka geopolityczna, stworzona na potrzeby serialu. - Umieściliśmy fikcyjną Norwegię, fikcyjną Unię i fikcyjną Rosję w fikcyjnym konflikcie. I to w dodatku takim, w którym nie ma rozlewu krwi - tłumaczył Skjoldbjaerg, dziwiąc się, jak można komentować serial, którego się nie widziało.

Najdroższy norweski serial

Największa wojna o "Okupowanych" rozegrała się tuż przed premierą, kiedy nikt nie wiedział, co tak naprawdę zostanie w serialu pokazane. Odważny pomysł, by opowiedzieć o fikcyjnym konflikcie, ale z prawdziwymi państwami znajdującymi się w sytuacji, która mogłaby się wydarzyć, zaowocował ostrymi dyskusjami na temat serialu, prowadzonymi kilka tygodni przed jego telewizyjnym debiutem, zanim ktokolwiek miał szansę dowiedzieć się, co tak naprawdę komentuje. Co było dla "Okupowanych" świetną wiadomością - tysiące artykułów na temat serialu to reklama, o jakiej marzy każdy twórca.

Nazwisko Jo Nesbø to kolejny magnes przyciągający do "Okupowanych", podobnie zresztą jak nazwa Yellow Bird - studia produkcyjnego odpowiedzialnego choćby za ekranizacje książek z serii "Millennium". Ci ludzie znają się na opowiadaniu mrocznych, wciągających historii - i tym razem też nie zawiedli. Choć w serialu nie ma co pięć minut wybuchów, a akcja wcale nie pędzi przed siebie jak szalona, napięcia nie brakuje. "Okupowani" przypominają raczej któryś z kameralnych, ciężkich skandynawskich kryminałów niż amerykańskie thrillery polityczne. Aczkolwiek cliffhangerów z dwóch pierwszych odcinków nie powstydziłoby się nawet "Homeland".

Oprócz świetnego pomysłu, wciągającej historii i gęstego klimatu, serial może pochwalić się na przykład charakterystyczną czołówką z utworem "Black & Gold", który wykonuje norweski wokalista Sivert Høyem. Ten pełen rockowej energii utwór to najlepsze wprowadzenie w tę historię, jakie można sobie wyobrazić.

Serial składa się z 10 odcinków, z których większość już została wyemitowana przez norweską telewizję TV 2. Całość kosztowała 11 mln euro, co jak na norweskie warunki stanowi rekord. O "Okupowanych" mówi się na całym świecie, a już w środę polscy widzowie będą mogli na własne oczy sprawdzić, czy rzeczywiście jest o co się oburzać. Serial debiutuje 2 grudnia o godz. 20:10 w Ale kino+. Kolejne odcinki będziecie mogli oglądać w środowe wieczory.

***

W kolejnej Serialowej alternatywie "Spotless" - historia mężczyzny zajmującego się czyszczeniem miejsc zbrodni, którego życie wywraca do góry nogami pojawienie się brata kryminalisty. Ta brytyjsko-francuska koprodukcja całkiem niedawno zadebiutowała w Stanach i zbiera tam bardzo pozytywne recenzje.

REKLAMA