Złote Globy: Kogo brakuje na liście nominowanych?

"Mad Men" (Fot. AMC)

"Mad Men" (Fot. AMC)

Złote Globy to od dawna najbardziej odjechane nagrody w światku filmowo-telewizyjnym, ale tak dziwnej listy nominowanych jak w tym roku chyba jeszcze nie było. I o ile parę rzeczy mnie ucieszyło, są też poważne braki, które aż kłują w oczy. Jak "Mad Men", "Pozostawieni", "Show Me a Hero", "The Affair" itp., itd.

O ile przyznająca Emmy Akademia Telewizyjna wyraźnie ogląda seriale z kilkuletnim opóźnieniem, Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej ma tę jedną zaletę, że zawsze wyławia to, co nowe, świeże i ciekawe. To naprawdę wielki plus, bo kto inny zauważyłby taką skromną produkcję jak "Mozart in the Jungle"? Albo "Casual"? Albo... hmmm, "Outlander"?

No właśnie - tu dochodzimy do największej słabości tegorocznej listy nominowanych do Złotych Globów. Jest ona tak nietypowa, że aż dziwna. I to bynajmniej nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo pominięto seriale, które miały świetny sezon - albo świetny debiut - by nagrodzić z jednej strony parę niezłych nowości, a z drugiej to, co po prostu było na językach.

A ponieważ do tego tradycyjnie dorzucono sporo nazwisk nominowanych za to, że są znane, w efekcie wyszedł dość specyficzny miks, który nijak nie odzwierciedla tego, co było najlepsze w telewizji w ciągu ostatnich 12 miesiącach. Widziałam, że parę razy na Twitterze w związku z tymi nominacjami zupełnie poważne osoby pytały: "WTF?". I też w kilku przypadkach mam ochotę zadać to pytanie.

Mimo że uwielbiam i "Outlandera", i "Narcos", patrząc na listę najlepszych seriali dramatycznych, chciałabym właśnie zapytać: "WTF?". Zestaw seriali, które ponoć są najlepsze, składa się bowiem z tej dwójki, słabego sezonu "Gry o tron", przypominającego tandetną soap operę "Imperium" oraz "Mr. Robot", który oby to wygrał, bo inaczej będzie naprawdę absurdalnie. Przy całym szacunku dla niezłego "Narcos" i "Gry o tron", która nawet w słabej formie wciąż ma w sobie to coś. Naprawdę nie wiem, jak tę listę skomentować: dobrze, że nie ma "Downton Abbey"?

Przejdźmy więc do tego, co mnie cieszy i irytuje. A potem będę milczeć aż do stycznia.

CIESZY MNIE, ŻE:
1. Dostrzeżono "Mr. Robot". Dla mnie to najświeższy, najmocniejszy i prawdopodobnie po prostu najlepszy serial tego roku, a tymczasem widzę, że w podsumowaniach, które tu i ówdzie czytam, wypada bardzo różnie, a i Gildia Aktorów wczoraj go potraktowała niezbyt łaskawie. Życzę mu wygranej - podobnie zresztą jak Ramiemu Malekowi, który perfekcyjnie zagrał główną rolę.
2. Nieźle wygląda lista nominowanych w kategoriach komediowych - szacun za Mozarta i "Casual".
3. Nie zapomniano o Jonie Hammie, choć jednak tym razem główną nagrodę dałabym Malekowi.
4. Netflix ma najwięcej nominacji, więcej nawet niż HBO. Moim zdaniem odzwierciedla to obecny układ sił - to Netflix wypuścił w tym roku najwięcej ciekawych nowych seriali. Troszkę mnie dziwi, że spośród nich najbardziej doceniono akurat "Narcos", ale to z pewnością bardzo dobry serial.
5. Aziz Ansari ma nominację za "Master of None". On jest świetny i serial też jest świetny.
6. Nie zapomniano o "Transparent". Nie widziałam jeszcze nawet tego pierwszego odcinka nowego sezonu, który wypuszczono wcześniej, ale jestem pewna, że to nie są nominacje niezasłużone.
7. Praktycznie całkiem wyleciały z listy typowe sitcomy z telewizji ogólnodostępnej. Ich czas już się skończył, tak jak skończył się czas nominacji dla produkcji typu "Law and Order" w kategorii "Najlepszy dramat". Uff! Choć oczywiście Rob Lowe w "The Grinder" jest znakomity i zasługuje na swoją nominację.
8. Tak, brak "Downton Abbey" też mnie cieszy (pamiętajmy, że Amerykanie oglądają serial z rocznym opóźnieniem, więc gdyby nominowali, to słaby 5. sezon).
9. Eva Green ma nominację. Jestem w szoku, ktoś widział "Penny Dreadful"!
10. Nominację ma również Rachel Bloom. Brawo!
11. Jest Maura Tierney!
12. Nie zapomniano o "Fargo" i Kirsten Dunst. Losy tej ostatniej ważyły się do ostatniej chwili - dopisałam ją na liście na samym końcu, ponieważ kiedy ogłaszano jej kategorię, padł stream (który w ogóle wyjątkowo fatalnie dziś działał). Przez pewien czas byłam przekonana, że nie ma jej wcale. Uff, uff, uff!
13. Oscar Isaac ma nominację za "Show Me a Hero". I oby wygrał, bo to, co zrobił, było nieziemskie.

WKURZA MNIE, ŻE:
1. Praktycznie pominięto genialny finałowy sezon "Mad Men" - jeśli nie liczyć nominacji dla Jona Hamma.
2. Całkowicie zignorowano "Pozostawionych", którzy mieli rewelacyjny 2. sezon. Byłam przekonana, że i Carrie Coon, i Justin Theroux w tym roku dostrzeżeni zostaną, bo po prostu im się należy. A tu zero, null, zilch.
3. Tradycyjnie już zapomniano o "The Americans", które także miało świetny sezon i generalnie jest świetnym serialem. A Keri Russell wymiatała jeszcze bardziej niż zwykle.
4. "Imperium" ma nominację w kategorii "Najlepszy dramat", a "The Affair" nie ma. Cóż mogę powiedzieć poza: buahaha!
5. Zignorowano "Unbreakable Kimmy Schmidt" i Ellie Kemper oraz Titusa Burgessa.
6. "Master of None" nie ma nominacji w kategorii "Najlepsza komedia". Tymczasem dla mnie to JEST najlepsza komedia tego roku.
7. Zapomniano o Amy Schumer. Niby coś tam dostała w kategoriach filmowych, ale to przede wszystkim w TV rządziła w tym roku.
8. "Parks and Recreation" nie dostanie nic na pożegnanie. A finałowy sezon był super.
9. Nie ma Clive'a Owena i "The Knick".
10. Nie ma też "Jessiki Jones" - a przynajmniej Krysten Ritter być na tej liście powinna.
11. Nie zauważono, że jedną z najlepszych komedii jest teraz "You're the Worst", a Aya Cash prawdopodobnie zasługuje w tym roku na nagrody bardziej niż nominowane za nazwisko - bo przecież nie za jakość seriali, w których grają - Jamie Lee Curtis i Lily Tomlin. Z całym szacunkiem.
12. Zapomniano całkiem o "Justified". Nie spodziewałam się nagrody dla najlepszego dramatu, ale nominacje aktorskie by się przydały.
13. W kategorii "Najlepszy miniserial" nie ma "Show Me a Hero", jest "American Horror Story" i "Flesh and Bone". Tego już nie potrafię wyjaśnić w żaden sposób. Ktoś ewidentnie żyje na innej serialowej planecie niż ja i ta planeta nazywa się Kitsch, po polsku kicz.

I tym niezbyt optymistycznym akcentem kończę tegoroczne narzekanie, nic już nie wspominając choćby o "Rectify", bo pewnie i tak przemawiałabym głównie do siebie. A jak Wam się podobają tegoroczne nominacje do Złotych Globów? Kogo okradziono, kogo wreszcie doceniono? Piszcie w komentarzach.