Napisy piątkowe #12: W zgodzie z charakterem

"The Big Bang Theory" (Fot. CBS

"The Big Bang Theory" (Fot. CBS

W tym tygodniu w "Napisach piątkowych" przyjrzymy się bardzo ważnej wizycie w "The Big Bang Theory". Odwiedzimy także "The Magicians", gdzie widać żadne czarowanie nie może odbywać się zgodnie z planem. Na koniec jeszcze pochwalimy pewną niesamowitą kolację w "Supernatural" i wybuchowy początek ostatniego odcinka "Elementary". Spoilery.

To nie był najlepszy odcinek "The Big Bang Theory". To nie był nawet dobry odcinek. Co najmniej kilka elementów w "The Meemaw Materialization" wydawało się nie być na miejscu. Niektóre puenty raczej nudziły, niż bawiły. Słowem, był to typowy odcinek, jakich wiele w ostatnich latach. Jeden z takich, które doprowadziły do tego, że kilka lat temu zaczęło się wielkie narzekanie na produkcję CBS.

A jednak kilka elementów tego odcinka wydawało się ważnych, a inne chciało się zobaczyć. Omówmy się, na spotkanie z Meemaw czekaliśmy bardzo długo, więc jakie by ono nie było, przynajmniej w jakimś stopniu cieszę się, że do niego doszło. Podobało mi się, że babcię Sheldona gra June Squibb – ktoś z zatrudnionych przy tym serialu ma rękę do obsadzania ciekawych aktorów w rolach członków rodzin głównych bohaterów. Doceniam też powód, dla którego wreszcie ją spotykamy – mina Amy (Mayim Bialik), kiedy dowiedziała się o owej przyczynie, mówiła wiele. Odrobina wrogości między nią a Meemaw również była przyjemnym dodatkiem. Najlepsze jednak, że mogliśmy wreszcie zobaczyć Sheldona (Jim Parsons) od nieco innej strony. Że mimo iż pozostał sobą, wreszcie obserwowaliśmy go w stanie permanentnej radości. Jego wyraz twarzy, kiedy znalazł pociąg w bagażu babci, była po prostu bezcenna.

A właśnie, "small dog enthusiast" – tak to chyba nikt by Raja (Kunal Nayyar) nie nazwał, a on sam pewnie powinien pozostać przy określaniu swoich relacji z psami przy pomocy terminów medycznych. Na marginesie, chciałbym zobaczyć, co by mu zrobiła Emily (Laura Spencer), gdyby rzeczywiście pozwolił sobie na randki na boku, a potem jej o tym powiedział.

Za to nie mogę w tym tygodniu za bardzo narzekać na "The Magicians". Muszę się nawet przyznać, że kierunek, w jakim to wszystko podąża, jak na razie sprawia mi przyjemność. Miło było zobaczyć, gdzie wyląduje Penny (Arjun Gupta), kiedy przyjdzie mu usiąść na moment i nad tym pomyśleć. Dobrze też, że zdeformowany nieco Henry Fogg (Rick Worthy) stosunkowo szybko wrócił do pracy. Jego relacje z poszczególnymi uczniami mogą być ciekawe.

"Consequences of Advanced Spellcasting" było po prostu bardzo przyzwoitym odcinkiem, w którym nawet elementy komediowe oglądało się z przyjemnością. Poszukiwanie pewnej książki rozegrano bardzo ciekawie, choć nie wiem, co myślę o stosunkowo wysokich potrzebach seksualnych zakurzonych tomiszczy. Podobał mi się również sposób, w jaki rozwiązano śledztwo Alice (Olivia Taylor Dudley) w sprawie zaginięcia jej brata. Powoli oswajam się z myślą, że serial Syfy towarzyszyć mi będzie jeszcze przez jakiś czas.

Miło było także odwiedzić w tym tygodniu Jody Mills (Kim Rhodes) w "Supernatural". Godzina w Sioux Falls, gdzie ludzie lubią mówić "Okay then…", potworki organizują porządny spisek, a na niebie brakuje tylko latającego spodka, była czymś, czego potrzebowałem w ostatnich dniach. W "Don't You Forget About Me" dostaliśmy także fantastyczną scenę rodzinnej kolacji i pewnej trudnej rozmowy, w czasie której Dean (Jensen Ackles) i Sam (Jared Padalecki) o mało nie udławili się kurczakami.

Dodatkowo, naprawdę podobało mi się, w jaki sposób trzy postacie, tzn. Jody, Alex (Katherine Ramdeen) i Claire Novak (Kathryn Love Newton), funkcjonują pod jednym dachem. Co najmniej dwa razy przeszło mi przez myśl, że byłby z tego bardzo przyzwoity spin-off albo chociaż materiał na regularne i częstsze odwiedziny. Jasne, że Alex i Claire wchodzą tutaj w zasadzie w role odpowiednio Sama i Deana, ale cóż w tym złego. Szczególnie jeśli oznacza to więcej scen jak ta przy stole.

Zanim w "Elementary" zobaczyliśmy nasz duet detektywów w akcji, zmierzyliśmy się z jednym z ciekawszych sposobów na przedstawienie sprawy tygodnia. W powietrze wyleciała kostnica, a tym razem to szczególnie Joan (Lucy Liu) miała wiele roboty, obecność Sherlocka (Jonny Lee Miller) podsumujmy tym, że znajdował to, co powinien, mówił, co chcieliśmy usłyszeć, a w pewnym momencie musiało mu być dość zimno.

Najistotniejsze jednak, że relacje Joan z powracającą det. Cortes (Monique Gabriela Curnen) pokierowano w zupełnie inną stronę. Watson miała przy tym do podjęcia co najmniej kilka trudnych decyzji i co najciekawsze, jeszcze kilka przed nią. Dzięki temu odcinek, w którym ponownie postanowiono na krótką wizytę w świecie roller derby, nie stał się nudny. Gdyby nie to, że ta godzina okazała się dla Jane pełna dylematów, najjaśniejszym punktem odcinka nazwalibyśmy pewnie moment, w którym Holmes wybierał dla niej ksywki godne założenia wrotek. Co wybieracie: Joan of Bark, Swatson, Cyclone Joan czy Joan Cold Killer?

Swoją drogą niezmiennie zaskakuje mnie, jak równym serialem w ostatnich miesiącach stało się "Elementary".

Do zobaczenia!

REKLAMA