Oceniamy serialowe nowości ze stycznia 2016

"Angie Tribeca"

"Angie Tribeca" (Fot. TBS)

"Angie Tribeca" (Fot. TBS)


Marta Wawrzyn: Całkiem udana komedia o policjantach, którą ogląda się jak bardzo długi skecz, wyśmiewający wszystkie możliwe schematy z procedurali kryminalnych. "Angie Tribeca" miesza głupiutkie żarty z absurdem na niezłym poziomie, przypominając swoim stylem raczej "Police Squad" z Lesliem Nielsenem niż "Brooklyn 9-9".

Rashida Jones z ogromnym wdziękiem wciela się w postać detektyw, która została napisana jak typowy sterany życiem gliniarz z bardzo poważnego serialu kryminalnego. Towarzyszy jej Hayes MacArthur, który gra jej partnera - razem przypominają trochę Kaśkę i Ryśka z "Castle" - a także Jere Burns, Alfred Molina i Andree Vermeulen. Wszyscy świetni w swoich rolach.

Praktycznie wszystko, co oglądamy w "Angie Tribece" - serialu stworzonym Steve'a Carella i jego żonę - w tej czy innej formie widzieliśmy już niejeden raz, zaserwowane na serio. Serial bierze na warsztat wszelkie możliwe schematy z telewizyjnych procedurali i przekształca je w komediową jazdę bez trzymanki, mocno podlaną absurdem. Żarty tak głupiutkie, że aż inteligentne, bon moty, które słyszeliśmy tysiące razy z ust "prawdziwych" serialowych policjantów, błędy montażowe, "przypadkiem" wplątane sceny z dublerami, surrealistyczne pościgi i walki, a także dużo przyzwoitego, staromodnego stapsticku - to wszystko znajdziecie w "Angie Tribece".

I choć nie jest to serial bez wad, na tle premier stycznia prezentuje się zaskakująco dobrze.

REKLAMA