"Thirteen" (1x01): Życie od nowa

Historia zaginięcia dziecka to samograj, który twórcy wszelkiej maści wielokrotnie wykorzystywali czy to w dramatach, czy kryminałach. "Thirteen" od BBC Three stara się jednak podejść do tematu nieco inaczej, pytając o to, co dzieje się z ofiarą porwania, gdy już odzyska wolność. Spoilery w normie.

Na pierwszy rzut oka fabuła nie prezentuje się zbyt odkrywczo. Rzecz zaczyna się w momencie, gdy główna bohaterka, Ivy Moxam (Jodie Comer), ucieka z domu, w którego piwnicy była więziona przez ostatnie trzynaście lat. Szybko trafia w ręce policji, a stamtąd z powrotem do zszokowanej rodziny, po drodze stając się oczywiście sensacją medialną. Od tego punktu historia zaczyna jednak odchodzić od standardowego schematu, skupiając się bardziej na towarzyszących całemu wydarzeniu emocjach, niż na odkrywaniu tajemnicy zaginięcia.

Serial zawdzięcza takie podejście swojej twórczyni, młodej scenarzystce Marnie Dickens, dla której "Thirteen" jest pierwszym samodzielnym projektem. Wcześniej pracowała przy operze mydlanej "Życie w Hollyoaks", napisała również pojedyncze odcinki "Muszkieterów" i "Ripper Street". Warto się jej przyglądać, bo ewidentnie ma talent i sporo do powiedzenia tam, gdzie wydawałoby się, że najłatwiej pójść dobrze znanymi ścieżkami.

"Thirteen" stara się takich unikać, najwięcej miejsca poświęcając dobremu sportretowaniu swoich bohaterów, na czele z Ivy oczywiście. Nie robi tego jednak na wyścigi, co mogłoby się wydawać uzasadnione, wszak cały serial ma mieć tylko pięć odcinków. Po dość szybkim początku tempo zwalnia, pozwalając nam skoncentrować się na spustoszeniu, jakie nagłe pojawienie się Ivy wywołuje w życiu jej bliskich i jej samej.

Dziewczyna zniknęła bez śladu w wieku trzynastu lat, teraz wraca dwa razy starsza – zupełnie inna, a jednak zaskakująco niezmieniona. Łatwo sobie wyobrazić szok, jakim dla wszystkich znających ją ludzi musiało być pojawienie się kogoś, kogo już dawno opłakali i pożegnali. "Thirteen" skupia się właśnie na tych sprzecznych emocjach. Ukazuje ludzi postawionych wobec sytuacji, w której nie wiadomo, jak właściwie się zachować. Po początkowych wątpliwościach pojawia się ulga i radość, którym jednak towarzyszy dręcząca niepewność. Na usta cisną się pytania, ale rozum podpowiada, że jeszcze nie pora, by je zadawać. Jak jednak w takiej sytuacji normalnie żyć?

4284

Zwłaszcza że trzynaście lat, jakie minęły od zaginięcia Ivy, to szmat czasu. Nic już nie jest takie, jakim było – rodzice dziewczyny nie mieszkają razem, młodsza siostra właśnie wychodzi za mąż, a przyjaciele z dzieciństwa dorośli i poszli swoimi ścieżkami. Czy w takiej sytuacji należy zachować pozory dawnego porządku i czekać na rozwój wydarzeń? Jeśli tak, to jak długo i jak daleko można się w tym posunąć? Całe otoczenie Ivy zmaga się z tymi problemami, które spadają na nich jak grom z jasnego nieba i rozbijają ich uporządkowane życie w drobne kawałeczki.

"Thirteen" nie stawia klarownych tez i nie daje jasnych odpowiedzi, bo takich tu po prostu nie ma. Matka głównej bohaterki (znakomita Natasha Little) robi wszystko według swojego instynktu, każącego jej chronić córkę za wszelką cenę - i trudno się z tym sprzeczać. Miota się ojciec (Stuart Graham), niepewny, jak zareagować na powrót do życia, które już dawno porzucił. Równie zagubiona jest siostra Ivy, Emma (Katherine Rose Morley), dla której wszystko przypomina dziwny, surrealistyczny sen.

Najbardziej skonfundowana jest jednak sama Ivy, dla której powrót do domu oznacza coś pomiędzy ulgą a szokiem. Wszystko zdaje się dobrze znajome i jednocześnie przerażająco obce. Niezwykłego dramatyzmu sytuacji dodaje fakt, że świadomość Ivy zdaje się być zatrzymana na poziomie trzynastoletniej dziewczynki. Oglądanie nastolatki uwięzionej w ciele dorosłej kobiety jest już wystarczająco niepokojące, a przecież po głowie krążą jeszcze dręczące pytania – co się z nią działo, jakie okropności przeszła i w jaki sposób na nią wpłynęły? Poruszająca kreacja Jodie Comer ("Doctor Foster") równocześnie zachwyca i pozostawia nas w ogromnym dyskomforcie, nie pozwalając spokojnie wysiedzieć przed ekranem.

thirteen-01

Rodzinne sceny to jednak nie wszystko, co ma do zaoferowania "Thirteen". Obok nich toczy się bowiem już bardziej standardowe śledztwo, mające na celu ustalenie, co działo się z Ivy i odnalezienie jej porywacza. I tutaj jednak Marnie Dickens stara się nie grzęznąć zanadto w schematach, komplikując detektywom pracę na różne sposoby. Czy to związane z samym porywaczem, czy z utrudnionym kontaktem z Ivy, a zwłaszcza jej niejasnymi powiązaniami z własnym oprawcą. Do opowiedzenia jest tutaj bardzo dużo i choć widziałem już kilka podobnych historii, tutaj nie ośmieliłbym się zgadywać, w jakim kierunku się to wszystko potoczy.

Ciekawe jest to, że twórczyni "Thirteen" wyraźnie szuka własnego stylu, nie bojąc się podejmować odważnych, a nawet kontrowersyjnych decyzji. Poczynając od samego podejścia do tematu (jak wygląda powrót do normalności ofiar porwań, gdy już przestaną być obiektem publicznego zainteresowania), aż po jego realizację unikającą naturalistycznych retrospekcji. Dickens tłumaczyła to niechęcią do wgłębiania się w bardzo osobiste sceny z życia Ivy, twierdząc, że przywoływanie rzeczy, jakie się jej przydarzyły, byłoby równoważne z oddawaniem pola oprawcy, który na taką atencję zwyczajnie nie zasługuje. Bardzo dojrzałe podejście, na które pewnie wielu bardziej doświadczonym twórcom mogłoby zabraknąć odwagi.

Wszystko to zmieszczono w zaledwie jednej godzinie, czyniąc ją jedną z najlepszych rzeczy, jakie widziałem ostatnimi czasy w telewizji. Dobry dramat z elementami thrillera i kryminału to wcale nie jest częsty widok, a gdy tak istotną rolę odgrywa w nim psychologia postaci, to staje się on automatycznie obowiązkową pozycją w ramówce. Oczekujący od serialu czegoś ponad rozrywkę powinni się z "Thirteen" bezwzględnie zapoznać.

REKLAMA