15 moich ulubionych serialowych antybohaterów

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15

Tony Soprano (James Gandolfini) - "Rodzina Soprano"

"Rodzina Soprano" (Fot. HBO)

"Rodzina Soprano" (Fot. HBO)


To właśnie od "Rodziny Soprano" i postaci Tony'ego - gangstera, któremu żadne metody pozbywania się przeciwników nie były obce, a mimo to był zwyczajnie lubiany przez publikę - rozpoczęła się moda na antybohaterów. David Chase i HBO zrobili coś, czego nikt wcześniej nie odważył się zrobić, a przynajmniej nie w takiej formie. Zaprezentowano bohatera, którego życiowe wybory powinny pozycjonować go jako typowy czarny charakter, a jednak tak nie było.

Tony Soprano wydawał się i postacią niejednoznaczną moralnie, i w jakiś sposób pociągającą, i po prostu sympatyczną. Bardzo łatwo było się do niego przywiązać i być po jego stronie, nawet kiedy zlecał zabójstwa albo wręcz osobiście kogoś mordował gołymi rękoma, bo wiedzieliśmy, że on przecież nie jest wcale taki zły. Jest po prostu skomplikowany, wychował się, gdzie się wychował, nie znał innego życia itp. Dzięki regularnym wizytom u psychoterapeutki mieliśmy okazję bardzo dokładnie poznać wszystkie lęki Tony'ego, jego wewnętrzne zmagania, życiowe pragnienia, największe tajemnice. Fantastyczne były też sekswencje snu, które również bardzo dobrze pokazywały, co w tym facecie siedzi.

Z jednej strony to był totalny socjopata, z drugiej łagodny baranek, cierpiący na depresję i ataki paniki. Niewątpliwie kochał rodzinę - choć z drugiej strony nie mógł sobie odmówić przyjemności sypiania z młodszymi paniami - i potrafił wynagradzać najbliższym wszystkie "niedogodności", jakie wiązały się z jego pracą. Nie dało się go nie lubić, nie dało się mu w jakimś sensie kibicować, mimo że jego zawód wiązał się z zabijaniem ludzi w hurtowych ilościach.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15
REKLAMA