Hity tygodnia: "American Crime Story", "Colony", "House of Cards", "Thirteen", "The Walking Dead"

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11

"House of Cards" - sezon 4, odcinki 1-4

Fot. Netflix

Fot. Netflix


Michał Kolanko: Być może fala krytyki, która spadła na twórców serialu po 3. sezonie, przyczyniła się do tego, że nowe "House of Cards" jest tak dobre i zaskakująco wciągające. Być może to niskie oczekiwania, albo po prostu fakt, że Frank Underwood walczący o polityczne przetrwanie jest wreszcie sobą, taką postacią, jaką znamy i lubimy. Albo to Claire w starej nowej roli jako główny polityczny przeciwnik prezydenta, który nie zawaha się przed niczym, by osiągnąć swój cel.

W każdym razie efekt jest jeden: infantylna geopolityka i umowność reguł całego świata już tak bardzo nie przeszkadzają. Frank i Claire w swoim morderczym polityczno-małżeńskim uścisku przyciągają tak jak kiedyś. Ten sezon najbardziej przypomina klimatem i stylem ten pierwszy, którymi wszyscy zachwycali się przecież nie tylko ze względu na sposób dystrybucji.

Marta Wawrzyn: Podobnie jak kolega wyżej, widziałam kilka pierwszych odcinków i jestem wręcz w szoku, że ten sezon jest aż tak mocny. Odcinki są krótsze, bardziej wypakowane i emocjami, i zwykłym "dzianiem się", a relacje państwa Makbet przypominają wojnę totalną, w której Claire bynajmniej nie jest słabszą stroną. W trzech pierwszych odcinkach oboje podłożyli sobie kilka świń - był nawet amerykański "dziadek z Wehrmachtu"! - i ta ich ciągła walka rzeczywiście okazała się angażująca. Z kolei w odcinku nr 4 dzieje się coś, czego nie będę Wam spoilerować, bo to naprawdę jest spore zaskoczenie.

W przeciwieństwie do Michała na polityczne bzdury w "House of Cards" całkiem już przestałam zwracać uwagę, traktuję to po prostu jako rozbuchany nowoczesny dramat z polityką gdzieś w tle, i skupiam się przede wszystkim na znakomitych dialogach, monologach Kevina Spaceya - których znów jest więcej - kreacjach aktorskich, i na całej tej efekciarskiej otoczce. O, na przykład State of the Union wypadło po prostu świetnie, bardzo dobrze też patrzy się na wszelkie przebitki z Frankiem przygotowującym przemowy.

Fantastycznie wypadają i Spacey, i Robin Wright, i aktorzy gościnni, jak Ellen Burstyn w roli matki Claire czy też Neve Campbell jako ambitna spin doktorka z Teksasu. Do odcinków z Joelem Kinnamanem jeszcze nie dostałam, ale skoro nic mnie w tym roku w "House of Cards" nie zawodzi, myślę, że i on nie okaże się rozczarowaniem.

Krótko mówiąc - jeśli poprzedni sezon Was zniechęcił do "House of Cards", ten zachęci Was z powrotem. Dla mnie na razie to najlepszy sezon od czasów pierwszego. I oby tak zostało do końca.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11