"Houdini and Doyle" (1x01-02): Sceptyk i spirytysta

"Houdini and Doyle" (Fot. ITV)

"Houdini and Doyle" (Fot. ITV)

Dawno, dawno temu iluzjonista i pisarz w jednym stali dom... posterunku. Epoka edwardiańska trwała w najlepsze, a w detektywistycznych zabawach podszytych tajemnicą dwóm panom towarzyszyła jedyna policjantka w okolicy. Tak w zasadzie podsumować można "Houdini and Doyle" i nawet nie warto się łudzić, że znajdzie się tutaj coś więcej. Spoilery.

Pierwszą rzeczą, o której należy wspomnieć w przypadku "Houdini and Doyle", jest sposób, w jaki zmieszano rzeczywistość i fikcję. Przede wszystkim, na pewnym etapie życia Arthur Conan Doyle i Harry Houdini rzeczywiście byli przyjaciółmi. Do ich spotkania doszło jednak już po I wojnie światowej, w momencie kiedy Harry demaskował rozmaitych szarlatanów, a Arthur wierzył im mocniej niż kiedykolwiek wcześniej. Zgadza się również to, że pierwsza żona Conan Doyle'a zmarła na gruźlicę, a relacje Houdiniego z matką były niesamowicie bliskie. Za zgodne z prawdą można uznać obecność kobiet w brytyjskiej policji (choć w specyficznej roli) w pierwszych dekadach XX wieku, choć znowu nieco później niż nam się to pokazuje – dokładnie w czasie wspomnianej już I wojny światowej.

Skoro rzeczywistość nie będzie nam już przeszkadzać, przejdźmy do samego serialu. "Houdini and Doyle" w pierwszych dwóch odsłonach to stosunkowo prosty kryminalny procedural osadzony w epoce edwardiańskiej. Stworzony został przez Davida Hoseltona i Davida Titchera – ten pierwszy pisał odcinki "Dr. House'a", ten drugi wymyślił "Bibliotekarza" w jego filmowych odsłonach – wśród producentów pojawia się także David Shore, którego pewnie nie trzeba przedstawiać. Serial jest lub ma być emitowany na trzech antenach: FOX (Stany zjednoczone), ITV (Wielka Brytania) i Global (Kanada).

Przez 40 minut obserwujemy więc, jak Harry Houdini (Michael Weston) i Arthur Conan Doyle (Stephen Mangan) rozwiązują kryminalne zagadki, które na pierwszy rzut oka wykraczają poza normalność i szybko kierują się w okolice raczej paranormalne. Oczywiście, tak jak to miało miejsce w rzeczywistości, jeden z bohaterów jest sceptykiem a drugi zapalonym miłośnikiem spirytyzmu. W przygodach towarzyszy im posterunkowa Adelaide Stratton (Rebecca Liddiard), w końcu odznaka, mundur i kajdanki czasem bywają przydatne.

W pierwszym odcinku bohaterowie mierzą się ze sprawą, w której według świadków duch zamęczonej dziewczyny w akcie zemsty morduje sadystyczne zakonnice. W kolejnej godzinie, zatytułowanej "A Dish of Adharma", na tapetę wzięto reinkarnację i sufrażystki lub raczej sufrażetki, do których strzelały dzieci. W obydwu sprawach śledztwa biegną dwutorowo tak w stronę wyjaśnień zawierających elementy nadnaturalne, jak i tych opartych o zdrowy rozsądek. Okraszono je dobrymi pomysłami posterunkowej Stratton i humorem zaczynającym się na dziecinnych przekomarzankach, a kończącym na pytaniach w stylu: "Czy jesteś dziewicą?". Serio. Małe wyjaśnienie: jeśli ktoś liczy, że całość nagle zamieni się w wariant "Penny Dreadful", to może szykować się na ogromne rozczarowanie. Jak na razie zdrowy rozsądek nie przegrał.

Jest kilka rzeczy, które w "Houdini and Doyle" wypadły całkiem nieźle. Aktorzy nie zawodzą, przekomarzania bohaterów niekiedy bywają przyjemne. Twórcy całkiem sprawnie poruszają się też po początkach XX wieku. Reakcje wszystkich na zgon Sherlocka Holmesa i galeria znanych postaci, z młodym Churchillem włącznie, były miłymi dodatkami. Ciekawie dobrano też środek lokomocji, gdyż bohaterowie w poruszają się po mieście dzięki Twopenny tube. Paradoksalnie pewien detal dotyczący początków tego środka transportu będzie zaskakująco ważną informacją w przypadku pierwszej ze spraw.

Z drugiej strony zawodzi w tej produkcji szczególnie to, jak wiele rzeczy brzmi znajomo oraz jak wiele wydarzeń prowadzi szybko do banalnych wniosków. Proponuje się nam stosunkowo proste sprawy tygodnia, w których napięcie regularnie ustępuje miejsca uciążliwemu wyjaśnianiu i tłumaczeniu. Poza tym zaproponowano nam też odrobinę irytujących końskich zalotów – poprzedzonych zresztą zakładem (takie czasy?). Niby jest kilka tajemnic, dramatów i dramacików rodzinnych oraz trudnych doświadczeń życiowych, ale szczególnie te ostatnie jak na razie nie budzą emocji. Zastanawia także wątpliwy dobór spraw na początek, choć zawsze mogło się okazać, że kogoś tam zabił jakiś lokaj i wtedy tę produkcję pozostałoby jedynie spisać na straty.

Ostatecznie więc "Houdini and Doyle" to taki mający trochę uroku przeciętniak, w którym dobre pomysły mieszają się z wadami i niefortunnymi wyborami. Nie jest to produkcja, która będzie denerwować, ale też raczej w nikim nie wzbudzi silnych emocji. Wygląda dobrze, ale jest wtórna. Aktorzy miewają swoje momenty, ale też czasem wszystko pędzi zbyt szybko, abyśmy mogli lepiej poznać grane przez nich postacie. I można tak bez końca wymieniać za i przeciw, co wydaje się dziwnie na miejscu. W końcu co kilka chwil ścierać się będą tutaj sprzeczne punkty widzenia.