"Sleepy Hollow" (3x18): To właśnie miłość

"Sleepy Hollow" (Fot. FOX)

"Sleepy Hollow" (Fot. FOX)

Przyznaję szczerze, twist w finale "Sleepy Hollow" był zaskakujący i nie dziwi fakt, że fani serialu na całym świecie moczą teraz chusteczki i przeżywają wydarzenia z "Ragnarok". Zmierzch bogów faktycznie potrafił wzruszyć, zasmucić i powalić. Uważajcie na OLBRZYMI SPOILER w tekście.

Przez wiele tygodni traktowałem "Sleepy Hollow" jako przyjemny serial, który można oglądać, ale niekoniecznie na bieżąco. To nie było coś, na co czekałem z niecierpliwością, ale z pewnością coś, co sprawiało mi przyjemność. Nie zmieniało to faktu, że ze smutkiem patrzyłem, jak poziom serialu obniża się z każdym odcinkiem, a Ukryty jest najnudniejszym arcywrogiem pary Świadków, czyli Abbie i Ichaboda. Pandora była lepsza, ale tylko minimalnie.

Nagle, na trzy odcinki przed końcem coś się zmieniło. Pandora przestała być mdłą powtarzającą co chwilę "oczywiście, moja miłości" wyznawczynią Ukrytego, a i między Ichabodem i Abbie zaczęło się dziać więcej niż dotychczas. Zresztą, nie tylko między nimi, gdyż okazało się, że niektóre postacie są zupełnie inne niż się wydawało...

Nic jednak, nawet śmierć Joe Corbina, czyli jednej z kluczowych postaci serialu, nie zapowiadało takiego pożegnania w finale sezonu. Notabene, to może być również finał serialu, bo wyniki oglądalności są raczej żenujące niż powalające. Tak jak bohaterowie serialu, niemal do ostatniej chwili wierzyłem, że jest jakieś inne wyjście, że można to zrobić inaczej. I tak jak Ichabod wierzyłem, że można nawet z piekieł dostać pomoc, by odzyskać ukochanego przyjaciela. A jednak - UWAGA, SPOILER - Abbie musiała umrzeć, by ocalić świat. I Crane musiał się z tym pogodzić.

sleepyhollow_crane_grave

Notabene, dostaliśmy w tym odcinku piękną opowieść o miłości właśnie. Już od dawna nie ulegało wątpliwości, że Abbie i Ichabod na swój sposób się kochają, niekoniecznie w ten romantyczny sposób, który nam się z miłością zazwyczaj kojarzy. W każdym geście obojga, w tym jak szli za sobą przez piekło i ogień, widać było, że oboje darzą siebie uczuciem znacznie mocniejszym niż zwykła przyjaźń, choć żadne z nich nie zrobiło niczego, by to zmienić w coś innego (i chwała za to scenarzystom). Ichabod był gotów nawet przyzwać Jeźdźca, by tylko odzyskać Abbie.

Nie udało się, ale dzięki temu mogliśmy obejrzeć jedną z piękniejszych scen pożegnania. Pozbawioną zbędnych słów, zbędnych pocałunków i zbędnego wyciskania łez. Ot, Porucznik i Crane rozmawiają ze sobą, jak zawsze dzieląc się pomysłami.

Nadal mam wątpliwości co do całego wątku z Betsy Rose, ale w "Ragnarok" okazało się, że jednak czemuś on - i te wszystkie nudnawe retrospekcje - służył. Przyznam, że spodobała mi się koncepcja, że w 1789 roku prezydent Waszyngton powołuje służbę, której dowódcą w przyszłości czyni Ichaboda. Czy Crane faktycznie dostanie swój stołek, czy też nie, przekonamy się jeżeli będzie kolejny sezon, ale sam pomysł bardzo sympatycznie nawiązuje do zamętu z liniami czasowymi i faktu, że Crane jest fanem "Star Treka" (spodziewalibyście się?). Końcowa scena może być dzięki temu równie dobrze podsumowaniem serialu, jak i otwarciem nowego sezonu.

Przy okazji, siostry Mills miały naprawdę zaskoczone miny, gdy okazało się, że ich ojciec wcale nie jest taki zwyczajny, jakby się wydawało. Ten wątek został ledwie naszkicowany i miło byłoby się czegoś więcej dowiedzieć, jeżeli będzie okazja. Okazuje się bowiem, że "Sleepy Hollow" jest znacznie bardziej pogmatwaną układanką niż się wydawało.

Cieszy fakt, że finał sezonu (i być może serialu) był tak zaskakująco dobry. Nie ma tu już, oczywiście, świeżości z początków "sleepy Hollow", ale trzeba przyznać, że serial potrafi się zmieniać niczym niektóre demony. Jeżeli będzie kolejny sezon, to znów zobaczymy zupełnie nowe "Sleepy Hollow", jak to już bywało. Czy nadal będzie tak sympatyczne? Tego nie wiem - bez rozmów Abbie i Ichaboda może być znacznie trudniej to osiągnąć. Ale... może pojawi się ktoś nowy? Jedno wydaje się pewne. Nie usłyszymy już, jak Crane krzyczy:

leftenant

REKLAMA