"The Detour" (1x01-02): Pocieszny bałagan

"The Detour" (Fot. TBS)

"The Detour" (Fot. TBS)

W przypływie niebywałej kreatywności kolejną rodzinę postanowiono załadować do samochodu i wysłać w długą podróż w ciepłe miejsce. Choć prawie nic w "The Detour" nie zaskakuje, a sam humor bywa nie najwyższych lotów, to nowa komedia od TBS jak na razie sprawia całkiem dobre wrażenie. Spoilery.

Umówmy się, nie jest trudno zapakować grupę osób do odpowiednio wysłużonego auta, aby z lepszym lub gorszym skutkiem próbować rozśmieszyć widza. Zazwyczaj owe próby wypadały marnie, więc trudno o ekscytację, kiedy kolejna para z dziećmi rusza na tę swoją nieszczęsną wycieczkę. Zresztą miejsce debiutu też nie przekonuje. Przecież nawet służące wiele lat stacji TBS hasło "very funny" przez długi czas traktowano raczej jako żart z widzów, aniżeli poważny slogan.

A jednak świat się zmienia, TBS również, i to właśnie ta stacja przyciągnęła do siebie duet byłych korespondentów "The Daily Show with Jon Stewart", czyli Samanthę Bee i Jasona Jonesa – prywatnie małżeństwo. To oni stworzyli "The Detour", dzielą się także obowiązkami producenckimi, napisali kilka scenariuszy itp. Jones oczywiście gra Nate'a, czyli ojca rodziny. Na marginesie, jeśli chcielibyście zobaczyć przed kamerą Bee, to w lutym na antenie wspomnianej stacji TBS zadebiutował jej własny wieczorny program, czyli bardzo udany "Full Frontal with Samantha Bee".

Poza Nate'em w pierwszych dwóch odcinkach poznajemy jego żonę – Robin (Natalie Zea) oraz dzieci – Delilah (Ashley Gerasimovich) i Jareda (Liam Carroll). Jeśli chodzi o innych członków rodziny, to migną nam także na samym początku pilota – Vanessa (Daniella Pineda), czyli siostra Robin oraz, już na końcu "The Hotel", mama Nate'a. Wypada dodać, że w tym ostatnim wypadku kamera skupia się na automatycznej sekretarce. Kto w 2016 roku w ogóle posiada automatyczną sekretarkę?

Pozornie perypetie naszej drogiej rodzinki nie będą odbiegać od normy. Parkerowie ruszają na rodzinną wycieczkę do Fort Lauderdale na Florydzie. Początkowo mieli lecieć samolotem, jednak utrata pracy przez Nate'a, o której to nie powiedział jeszcze żonie, skutecznie pokrzyżowała te plany. Po drodze oczywiście sprawy komplikują się, jak tylko mogą. Tu jadłodajnia okazuje się nie być jadłodajnią, tam samochód wpada do rowu; a to hotel miał problem ze świerszczami, a to trzeba było przeprowadzić rozmowę o tym, jak powstają dzieci. Teraz właśnie należy wrócić do owej pozornej normalności. Nie tylko Nate umieścił w samochodzie dodatkowy pakunek, ale na końcu "The Pilot" widzimy go przesłuchiwanego przez agentkę federalną (Mary Grill), chwilowo wciąż bez imienia, i to jej właśnie opowiada o różnych rzeczach. W następnych 20 minutach z kolei wspomni o tym, dlaczego został wyrzucony z pracy.

"The Detour" szybko zamienia się więc w mieszankę retrospekcji, skoków w czasie, dziwnych powrotów do pokoju z białymi ścianami. Równocześnie obficie się tutaj korzysta ze zwyczajowego zestawu podróżnych żartów, dowcipów, i to w dość przewidywalnych miejscach, takich jak klub ze striptizem, hotel, warsztat samochodowy czy środek pustej drogi. Paradoksalnie przynajmniej na chwilę obecną ów nieco pokręcony zestaw działa właśnie dzięki temu, co proste.

Niezwykle efektywnie korzysta się tutaj ze zwykłych przedmiotów jak np. pisak i zeszyt, które doprowadzą później do wielkiego pościgu – choć określenie "wielki" pasuje raczej do gabarytów samochodu ścigającej pary. Odrobina marihuany gotowej do spożycia w różnych formach albo gaśnica w dniu, kiedy wielokrotnie wspomniany Nate wylatywał z roboty – wszystkie te rzeczy mają swoje miejsce. I naprawdę miło jest zobaczyć dobrze napisane sekwencje scen, w których coś potencjalnie spektakularnego zaczyna się do drobnego detalu. Człowiek tylko się uśmiecha, kiedy później konsekwencje tych wydarzeń np. zostają wykorzystywane jako wymówka.

Bardzo pomaga "The Detour" także to, że Jones nie zawodzi, Natalie Zea jest wręcz bardzo dobra, a i dzieciaki mają naprawdę świetne momenty, jak np. w czasie rozmowy uświadamiającej, kiedy zaciekawienie mieszało się z totalnym przerażeniem. Dzięki temu właśnie rodzinne przekomarzania brzmią tutaj tak naturalnie. Pomaga także, iż relacje między poszczególnymi bohaterami ciągle ulegają drobnym zmianom. Wszystko to pozwala Parkerom zresztą na swobodne poruszanie się po różnych rejonach niezbyt wyszukanego humoru, jeśli zaistnieje taka potrzeba. Również na rzucanie tekstów, których normalnie byśmy się po nich nie spodziewali.

Oczywiście nie wszystkie żarty wypaliły i nie wszystkie sceny były udane, co w sumie można zrozumieć. Oglądaniu tych odcinków bardzo często towarzyszyło także jedno natrętne pytanie: "A co jeśli nie złoży się to w całość?". Nie umiem na nie jeszcze odpowiedzieć, ale nie jest to koniec świata.

Chwilowo z takim zabawnym bałaganem po prostu da się żyć. "The Detour" zwyczajnie bawi i w sumie nie wiem, czy obecnie potrzebne jest coś więcej.