15 nowości, które mnie zachwyciły w tym sezonie

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15

14. "The Grinder"


Podobnie jak "Muppety", "The Grinder" nie jest i nie będzie dziełem wybitnym. Jedne wątki wypadają tu lepiej, inne słabiej, jedne pomysły działają świetnie, inne zawodzą na całej linii. Serial warto zobaczyć przynajmniej z jednego powodu - bo Rob Lowe jest genialny w roli telewizyjnej gwiazdy, która wraca do swojego rodzinnego miasteczka, zamieszkuje w domu brata (Fred Savage, czyli dawny Kevin z "Cudownych lat") i zaczyna bawić się w prawdziwego prawnika. No bo skoro grał prawnika przez prawie dekadę w telewizji, to czemu miałby nim nie być naprawdę?

Serial celnie potrafi wyśmiewać schematy znane z telewizji ogólnodostępnej i kulisy powstawania proceduralnych tasiemców wszelkiego typu. Nieźle też pokazuje dystans, jaki dzieli kogoś, kto przez lata żyje w telewizyjnej rzeczywistości, od zwykłego człowieka. A Rob Lowe dobrze wie, jak wydobyć z tego maksimum komizmu.

Choć wątki rodzinne w serialu są troszkę mniej udane, warto go oglądać dla tych wszystkich momentów, kiedy tytułowy Grinder idzie na całość. Zwłaszcza że w pewnym momencie pojawia się godny rywal w osobie Timothy'ego Olyphanta i rozpoczyna się najzabawniejszy wątek, prowadzący do procesu, w którym dwóch fałszywych prawników walczy o tytuł "trochę bardziej prawdziwego prawnika".

"The Grinder" to jedna z fajniejszych rzeczy, jakie powstały w ostatnich latach w Wielkiej Czwórce, choć oczywiście pamiętajcie, żeby nie oczekiwać tu cudów. Ale tych w amerykańskiej telewizji ogólnodostępnej już nie ma, a to zestawienie - w którym nie ma niczego z Wielkiej Czwórki poza "Muppetami" i "The Grinder" - najlepiej to pokazuje.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15
REKLAMA