Jak powinna zakończyć się "Żona idealna"?

"Żona idealna" (Fot. CBS)

"Żona idealna" (Fot. CBS)

Tuż przed finałem "Żony idealnej" dostaliśmy odcinek z cliffhangerem, po którym może wydarzyć się dosłownie wszystko. Możliwości są naprawdę niezliczone, pytanie brzmi, co tutaj będzie pasować, a co nie.

Zaskoczenie w finale widzów, którzy uważnie oglądają serial, zwykle nie jest takie proste. Pewnych rzeczy po prostu się spodziewamy i nie ma w tym nic złego, że potem widzimy je rzeczywiście na ekranie, jeśli tylko ma to sens. W przypadku "Żony idealnej" nie wiemy tak naprawdę nic, zwłaszcza że przedostatni odcinek, zatytułowany "Verdict", zakończono złośliwym cliffhangerem, w związku z czym nie wiemy nawet, czy Peter zostanie skazany, czy nie.

Winny? Niewinny? Wszystko jedno, byle go wsadzili?

I to jest chyba w tym momencie najważniejsze - chcemy poznać ostateczny los Petera Florricka i małżeństwa państwa Florricków, którzy przez lata zachowywali się niemal jak Clintonowie, a my mogliśmy to oglądać z perspektywy żony tkwiącej w tym układzie. Nic dziwnego, że sympatia widzów praktycznie zawsze była po jej stronie i teraz, tuż przed finałem, nieszczególnie chcemy ją oglądać stojącą u boku męża, który tyle przeskrobał.

Przy czym nie wiemy tak naprawdę, jak wiele przeskrobał i czy rzeczywiście dzięki niemu wypuszczono mordercę. Prokurator mnie wcale nie przekonał, że tak właśnie było, i wydaje się, że jest to zabieg celowy. Peter Florrick być może jest winny w tej konkretnej sprawie, a być może winny nie jest. Być może pójdzie na układ z prokuraturą i wyląduje w więzieniu na dwa lata, a być może w ostatniej chwili zmieni zdanie i albo wygra wolność, albo pójdzie siedzieć na jeszcze dłużej. Nie mam bladego pojęcia, co tu się wydarzy.

Ale wiem, że bardzo, ale to bardzo chcę, żeby go wsadzili, a Alicia rozwiodła się z nim i przestała grać rolę dobrej żony. W tym momencie jej się to po prostu należy - powinna odzyskać swoje życie, zapomnieć całkiem o mężu, który i ją zdradzał, i był bohaterem skandali, i swoimi machlojkami uniemożliwił też jej karierę polityczną (o czym wreszcie powinna się dowiedzieć).

Peter, Jason czy samotność z wyboru?

Czy tak się rzeczywiście stanie? Jason mógł mieć rację, kiedy powiedział, że jeśli Petera zamkną, ona się z nim nie rozwiedzie i będzie go co tydzień odwiedzać w więzieniu. Co w praktyce pogrzebie związek jego z Alicią. Ale wcale tak być nie musi. Pamiętajmy, że w "Żonie idealnej" chodziło też cały czas o to, że bohaterka, którą poznaliśmy przecież jako upokorzoną kurę domową, stojącą za mężem na konferencji prasowej, zmieniała się. Stawała się silniejsza, bardziej cyniczna i uczyła się brać swój los w swoje ręce. W tym momencie jest gotowa do tego, by odciąć się od Petera i rozwieść się z nim, nawet jeśli ten rzeczywiście wyląduje w więzieniu. Gdyby wróciła do punktu wyjścia, to byłoby bardzo rozczarowujące.

A co z Jasonem? Tutaj można snuć różne teorie, ale najmniej prawdopodobna wydaje mi się ich wspólna ucieczka z Chicago i rozpoczęcie życia od nowa. Choć taki scenariusz niewątpliwie zasugerowano, w momencie kiedy Jason oznajmił, że on nie lubi wiązać się z żadnym miejscem. To prawda, że Alicia będzie wolna - i miejmy nadzieję, że rozwiedziona - a jej dzieci są już dorosłe, ale trudno ją sobie wyobrazić zrywającą ze wszystkim, na co pracowała latami. Jej życie nie sprowadza się do romansów i rodziny, to przecież jeszcze praca i kariera.

Lockhart Florrick brzmi świetnie i nie zdziwiłabym się, gdyby to właśnie był dla Alicii priorytet w tym momencie. Happy end z Jasonem, jeśli rzeczywiście nastąpi, nie może jej przeszkadzać w karierze. Michael Ausiello donosił, że w finale powróci Will, ale oczywiście zmartwychwstania nie będzie. Co ciekawe, gdyby go nie zabito w 5. sezonie, pewnie teraz moglibyśmy spodziewać się "i żyli długo i szczęśliwie". Jason aż takiego znaczenia nie ma - jeśli Alicia rozejdzie się z nim na koniec, nie będzie wrażenia, że właśnie zrezygnowała z miłości swojego życia. To po prostu był jeden z jej romansów, na prawdziwą miłość jeszcze przyjdzie czas.

Co dalej z firmą? I co z Carym?

Równie interesujące od dalszych losów Alicii i Petera są dzieje firmy, która wielokrotnie zmieniała nazwę, a teraz ma szansę podbić Chicago jako Lockhart Florrick. "Żona idealna" zawsze przemycała trochę feminizmu, ale bardzo rzadko czyniła to wprost. Wydaje się jednak, że widzom nie przeszkadza to, iż na samym końcu Diane zaczęła zmieniać swoją firmę, tak by funkcje kierownicze pełniły w niej tylko kobiety. To dobry moment, aby ten plan zrealizować, oczywiście pod warunkiem że Alicia nigdzie nie ucieknie. Dużą przeszkodę stanowi David Lee, którego w tym momencie firma powinna po prostu się pozbyć.

A gdzieś tam w tle mamy jeszcze jednego z naszych ulubieńców - Cary'ego Agosa, który przeszedł bardzo długą drogę i w tym momencie nie wygląda jak ktoś, kto wygrał cokolwiek. Nawet jego stosunki z Alicią do najlepszych nie należą. Miejmy nadzieję, że ten bohater dostanie godne zakończenie, które będzie choć trochę szczęśliwe. Bo naprawdę bardzo dużo przeszedł.

Klamra na zakończenie?

Jest taka jedna scena, której spodziewam się w finale i którą, jak sądzę, dostaniemy. To konferencja prasowa Petera Florricka. Robert i Michelle Kingowie lubią klamry, odwołania i wszelkiego rodzaju symetrię. Nie bez powodu odcinki w tym sezonie mają tytuły składające się zawsze z jednego słowa - do czwartego sezonu liczba słów w tytułach rosła, potem zaczęła maleć, aż doszliśmy z powrotem do jednego. Od początku planowano siedem sezonów i mimo sprzeciwu stacji CBS udało się ten plan wprowadzić w życie i zakończyć serial właśnie teraz.

Zamiłowanie twórców do tego typu chwytów każe mi myśleć, że będzie konferencja i że Alicia prawdopodobnie będzie na niej znów obecna. Oficjalnie pewnie znów stanie za mężem, a nieoficjalnie... kto wie?

I żyli długo i nie do końca szczęśliwie

- Lubię, kiedy zakończenie wydaje się zaskakujące i nieuniknione jednocześnie - powiedziała Michelle King podczas telekonferencji, którą zorganizowano, kiedy CBS ogłosił koniec serialu. A jej mąż dodał: - Lubię finały, które wywołują jakiś oddźwięk - "Breaking Bad", "Six Feet Under". Zakończenia, które jednocześnie są szczęśliwe i smutne.

I tego właśnie możemy się spodziewać. Julianna Margulies, po tym jak zapoznała się ze scenariuszem finału, powiedziała dziennikarzom, że musiała go czytać kilka razy, zanim była w stanie wyrazić opinię. Wyszło jej, że to zakończenie bez mała genialne - satysfakcjonujące, podnoszące na duchu i smutne jednocześnie - ale nie jest przekonana, że wszyscy będą zachwyceni. Jej zdaniem fani albo to zakończenie pokochają, albo znienawidzą, nie ma trzeciej opcji.

REKLAMA