Twórcy "Żony idealnej" tłumaczą zakończenie serialu

"Żona idealna" (Fot. CBS)

"Żona idealna" (Fot. CBS)

Zgodnie z tym, co przewidywała Julianna Margulies, finał "Żony idealnej" można było pokochać, albo znienawidzić, nie ma nic pośrodku. A ponieważ publika zareagowała bardzo emocjonalnie, Robert i Michelle Kingowie wyjaśniają, co mieli na myśli. Uwaga na ogromne spoilery z finału!

Zgodnie z przewidywaniami Julianny Margulies, finał "Żony idealnej" podzielił fanów. Przy czym czytając opinie w amerykańskich serwisach, można odnieść wrażenie, że 90% publiczności go znienawidziło. Wszystko dlatego, że wybrano bardzo niepopularne zakończenie - nie dość że główna bohaterka, która przeszła przecież bardzo dużo w ciągu siedmiu sezonów, nie odjechała w kierunku zachodzącego słońca, to jeszcze zachowała się tak, że można było poczuć do niej ogromną niechęć. I została za to spoliczkowana przez Diane Lockhart, co oznacza zarazem koniec marzeń o kobiecej kancelarii prawniczej.

Efekt jest taki, że twórcy muszą tłumaczyć, co mieli na myśli. - Od początku chcieliśmy, żeby serial rozpoczął się od policzka i zakończył się policzkiem. Serial opowiada o kobiecie, która staje się coraz bardziej pewna siebie, przebiegła i podekscytowana tym, że ma pewne umiejętności, a także siłę. Ten policzek jest bardzo podobny do tego na początku. Zawsze chcieliśmy, żeby Alicia upodabniała się do męża, przejmując te cechy, których w nim nie lubiła - wyjaśnił Robert King. - Rozmawialiśmy także o tym, że oto ofiara staje się kimś, kto z innych ludzi robi ofiary, i że to jest to koło, które zatacza Alicia - dodała Michelle King.

Policzek miał być czymś w rodzaju przebudzenia tej nowej Alicii. - Możecie to zobaczyć na jej twarzy. Ona w tym momencie zastanawia się nad tym wszystkim, co zdarzyło się wcześniej. Pytanie brzmi, czy weźmie to pod uwagę w następnym etapie swojego życia. I myślę, że to widać na końcu. Historia Alicii trochę jest tragedią, ale to nie znaczy, że kochamy ją mniej. Ale jeśli spojrzeć na nią uczciwie, ona cały czas szła w takim kierunku, że nie było już większej różnicy między tym, kim była ona, a kim był jej mąż - stwierdził Robert King.

Kingowie wyjaśnili, że Alicia nie zdradziła Diane świadomie, Diane oberwała przypadkiem, kiedy ona próbowała ratować siebie i swoją rodzinę. - To zakończenie ma być niepokojące. Nie uważamy, że aby publiczność mogła lubić bohaterów, należy unikać tragedii. Kusiło nas, żeby Alicia na końcu pobiegła za facetem - zatrzymała go w ostatniej chwili, kiedy wsiadał do pociągu albo samolotu, przytuliła go, pocałowała. Lubimy takie zakończenia. Ale było w tym coś fałszywego. Alicia nie jest taką osobą. A poza tym koniec końców, to historia o tym, kim Alicia będzie, a nie o tym, z kim będzie - napisali twórcy "Żony idealnej" w liście do fanów.

- W pewnym sensie zobaczyliśmy, jaką ona ma siłę. To, co się stało, pozwoli jej kontrolować swój los. Ale też ją zmieni. Jest pewna ironia w tym, że w momencie kiedy ona znalazła siłę, aby opuścić Petera, zdała sobie sprawę, że sama stała się Peterem. I to jest tragiczne. Tak, historia Alicii zawiera tragedię - oznajmili Kingowie.

- Wierzymy, że to zakończenie zawiera też nadzieję. Alicia otrzepuje się i maszeruje w kierunku przyszłości. Dwa policzki to zakończenia i zarazem początki pewnych rozdziałów. Ten, którym serial się rozpoczął, stanowił dla Alicii przebudzenie, pomógł jej przezwyciężyć naiwność dotyczącą tak własnego męża jak i całego tego skorumpowanego świata. Drugi policzek pozwolił jej zrozumieć, że sama też jest winna. Pytanie brzmi, co z tym zrobi - oznajmili scenarzyści na koniec.

Pełną treść ich listu do fanów znajdziecie tutaj.

REKLAMA