Hity tygodnia: "Żona idealna", "Dolina Krzemowa", "Peaky Blinders", "New Girl", "Orphan Black"

1 2 3 4 5 6 7 8 9

"Żona idealna" - sezon 7, odcinek 22 ("End")

"Żona idealna" (Fot. CBS)

"Żona idealna" (Fot. CBS)


Mateusz Piesowicz: Już samo to, że finał wywołuje tak mieszane uczucia, pokazuje, że był on wyjątkowy. Odcinki, które jedni uważają za genialne, a inni wręcz odwrotnie, zawsze zostają z nami najdłużej, więc i z tym będzie podobnie. Ja przekonywałem się do niego coraz bardziej, im dłużej o nim myślałem i teraz jestem już blisko tej pierwszej opinii – rozstanie z Alicią Florrick było najlepsze z możliwych.

Policzek od Diane przebojem wdarł się do czołówki najbardziej pamiętnych scen w całym serialu, ale sprowadzanie finału tylko do niego byłoby równie niesprawiedliwe, jak mówienie o "Żonie idealnej" tylko w kontekście jej zakończenia. Owszem, było cyniczne, bardzo niejednoznaczne i tak dalekie od cukierkowego, jak to tylko możliwe, ale też idealnie tutaj pasowało.

Nieprzypadkowo większość tego odcinka skupiało się na sali sądowej i procesie Petera, który w ostatecznym rozrachunku okazał się mało znaczący i tylko potwierdził wszystkie negatywne cechy tego bohatera. Było to jednak konieczne, by w pełni przekazać, z jak skomplikowaną opowieścią mieliśmy tu do czynienia – na obraz Alicii, jaki ułożyliśmy sobie przez te wszystkie lata, złożyło się tyle różnych czynników, że ostateczne sprowadzenie wszystkiego do tego, czy będzie z Jasonem lub czy założy damską kancelarię, byłoby względem niej niesprawiedliwe. To nie był przecież romans czy banalny procedural, tylko historia niezwykłej kobiety. A takie rzadko kończą się w przewidywalny sposób.

Marta Wawrzyn: Ja obejrzałam ten finał w poniedziałek o 8. rano, zanim na dobre zdążyłam się obudzić. Szybko napisałam recenzję, w której sypały się takie określenia jak "wybitny" i "genialny", i dopiero potem przejrzałam Twittera i komentarze w amerykańskich serwisach. Dzięki czemu dowiedziałam się, że nie, nie mam racji, ten finał to totalne dno, a to, że Kingowie zaczęli go w końcu widzom tłumaczyć, źle świadczy o nich, a nie o widzach. No cóż... dla mnie to tylko ostateczny dowód na to, że "Żona idealna" od początku należała do kablówki, a nie telewizji ogólnodostępnej.

Bo tak się składa, że ta nutka tragedii, która w finale dosłownie eksplodowała, była widoczna w historii Alicii Florrick od bardzo, bardzo dawna - im więcej ona uczyła się o mechanizmach rządzących cynicznym światem chicagowskich prawników i polityków, tym więcej granic przekraczała i tym bardziej moralnie niejednoznaczne stawały się jej działania. Tak, Alicia stawała się Peterem, a w finale zobaczyliśmy jej bezwzględność w pełnej krasie. Policzek od Diane spełnił rolę uświadamiającą i zarazem odebrał jej coś, na co pracowała latami - pozycję wspólniczki w prestiżowej kancelarii. W praktyce bohaterka straciła więc wszystko i została na końcu sama - bez rodziny, bez miłości, bez pracy.

To bardzo mocne, tragiczne, cyniczne i po prostu życiowe zakończenie. Kingowie zrobili, co uważali za słuszne, i zagrali na nosie wszystkim tym, którzy uważali, że "Żonę idealną" można jakoś zaszufladkować - na przykład jako serial o feministycznej wymowie. Powodzenia z taką interpretacją, po tym co Alicia zrobiła Diane w finale. Historia kobiety, która odzyskuje po latach zmagań kontrolę nad swoim życiem, ale płaci za to ogromną cenę, okazała się dużo bardziej mroczna i skomplikowana niż wydawała się jeszcze parę sezonów temu, a sama Alicia okazała się mieć w sobie coś z antybohaterki.

Dzięki takiemu zakończeniu serial nie zostanie zapomniany i nawet słabsze momenty będzie mu łatwiej wybaczyć, bo ma sens jako całość.

1 2 3 4 5 6 7 8 9