"The Catch" (1x09-10): Szaleństwo, metoda i wesele

"The Catch" (Fot. ABC)

"The Catch" (Fot. ABC)

Chaotyczny 1. sezon "The Catch" zakończył się na przyzwoitym poziomie. Zaserwowano nam tu kilka zwrotów akcji, a niektórzy bohaterowie poświęcali się wręcz wbrew swojej naturze. Jeżeli cokolwiek udowodniła ta produkcja w ostatnich tygodniach, to tylko tyle, że twórcom jeszcze trochę zajmie dojście do tego, czym właściwie ma być ich serial. Spoilery.

Najmłodsze dziecko ShondaLandu zwyczajnie nie wie, czym jest, lub inaczej: chce być wszystkim. Próbuje się tutaj rozwiązywać detektywistyczne sprawy z wieloma zwrotami akcji i przeprowadzać skomplikowane skoki na bogatych i potężnych. Na dodatek jeszcze pojawiają się porachunki między organizacjami przestępczymi, kilka wątków miłosnych jednocześnie, jak i losowe wizyty w łóżkach jednych bohaterów przez innych bohaterów w różnych konfiguracjach i z rozmaitych powodów. Tylko teraz, jak tu zmieścić to wszystko w jednym serialu i jeszcze sprawić, aby całość wydawała się spójna?

Owe próby mieszania wszystkiego ze wszystkim spowodowały, że od początku bardzo trudno było o to, aby poszczególne elementy wydawały się dopracowane, a całość pozostawiała po sobie, chociaż złudzenie wspomnianej spójności. Niemniej Mireille Enos oraz Peter Krause jako Alice i Bena wciąż oglądało się z przyjemnością, a i dobre wrażenie robiła ta nieco bardziej psychotyczna część bohaterów, jak Margot (Sonya Walger) i Rhys (John Simm). Z drugiej strony w całym tym bałaganie, bardzo szybko pozbyto się i zapomniano o np. Felicity (Shivani Ghai).

Z dwóch ostatnich odcinków słabszym okazał się ten pierwszy, czyli "The Happy Couple". Jednak nawet tutaj zdarzyły się rzeczy, które sprawiały frajdę. Po pierwsze poznaliśmy Sybil (Lesley Nicol), czyli matkę Margot i Rhysa – wiele rzeczy dotyczących tych dwojga nagle stało się zrozumiałe. Po drugie sesje Alice z podszywającą się pod terapeutkę Margot zahaczyły o bardzo ciekawe rejony i miały ogromny wpływ na to, co zdarzyło się później. Dodatkowo w czasie przekrętu dominującego w tym i w ostatnim odcinku, Ben i Rhys zaczęli udawać bardzo stereotypową parę.

Reszta tradycyjnie stanowiła mieszankę scenariuszowego bałaganiarstwa i niespecjalnie mądrych decyzji poszczególnych bohaterów. Poważnie, niektóre pomysły były naprawdę głupie. Ostatecznie współpraca Bena z FBI została szybko ujawniona, bo chwile wcześniej aresztowanie Margot okazało się mocno tymczasowe. Zresztą samo zakończenie odcinka, podbiło nieco stawkę, bo kto spodziewał się kiedykolwiek zobaczyć Rhysa w domu Alice.

W finałowym "The Wedding" plan Sybil wprowadzony zostaje w życie, wszytko wydaje się nieco spójniejsze, sam skok mający się odbyć w czasie wesela przynosi zaskakujące efekty. Ponadto niektórzy bohaterowie, jak Rhys nagle stają się raczej pozytywni. Oczywiście nie wszystko się zmienia – przykładowo taka Val (Rose Rollins) znowu czegoś nie wie. Nie chciałbym przy tym zdradzać wszystkich zwrotów akcji, w które ten odcinek obfitował, ale muszę wspomnieć, że Margot naprawdę tutaj zabłysnęła. Nowy podnóżek znaczy partner, spektakularna zemsta na matce, morze gotówki, pełnia władzy i prawie udane odegranie się na Alice. Wszystko wyszłoby idealnie, gdyby nie bezinteresowne zachowanie Bena. Wypada więc jej wybaczyć, że akurat tego ostatniego nie przewidziała.

W zasadzie można powiedzieć, że zakończenie debiutanckiego sezonu "The Catch" było nieźle. Jasne, bohaterowie wciąż mieli tu ogromny problem z robieniem mądrych rzeczy. Co więcej, bardzo szybko wycofywano się z niektórych zmian. Wpierw coś ogłaszano – np. Ben dołącza do grona tajnych współpracowników FBI, Alice zostaje porwana, po czym bardzo szybko od tego uciekano: a to ujawniając współpracę, a to umożliwiając ofierze porwania łatwy dostęp do broni palnej. Inny przykład: bohater otrzymuje immunitet, długo negocjowane są warunki, a już parę chwil później tak po prostu go traci.

Jednak przy okazji tego finału przypadkiem dowiedzieliśmy się czegoś ważnego na temat produkcji ABC. Jasne, nasi bohaterowie nie grzeszą tutaj inteligencją, a część wydarzeń i zwrotów akcji nie ma sensu, ale wszystko to daje się przetrwać, jeśli dotyczy tej bardziej przerysowanej i zwyczajnie trzepniętej grupy bohaterów. Postaci obdarzonych odrobiną dystansu do siebie i świata. Tych, którzy wydają się wręcz kreskówkowi, jak Sybil, Rhys i chociażby Leah (Nia Vardalos). Naprawdę wiele rzeczy uchodzi im na sucho, a i sam serial zyskuje, kiedy robią coś ciekawego. Z kolei taka Val czy jej były już mąż czasem sprawiali wrażenie, jakby wpadli w odwiedziny z zupełnie innego świata.

Może więc poza odrobiną w sumie niezbyt wyszukanej rozrywki, to jest właśnie najważniejszy wniosek, do jakiego można dojść po zetknięciu się finałowymi odcinkami. Powaga "The Catch" zwyczajnie nie służy i prawdopodobnie czas w pełni pogodzić się z myślą, że metoda na przetrwanie w ramówce kryje się w podlanym odrobiną absurdu, zwykłym szaleństwie.