"Casual" (2x01-02): Pochwała naturalności

"Casual" (Fot. Hulu)

"Casual" (Fot. Hulu)

Są w zasadzie trzy zdania, jakie powinno się napisać o 2. sezonie "Casual". Po pierwsze, świetnie, że serial Hulu wrócił. Po drugie, wciąż jest to naprawdę dobra produkcja. Po trzecie, niech ten stan utrzyma się jak najdłużej, bo inaczej porządek świata zostanie zakłócony, coś się zawali, kawy zabraknie. Wiecie – katastrofa. Spoilery.

Ogromną frajdę sprawił mi debiutancki sezon "Casual". Komedia czy może raczej komediodramat wymyślony przez Zandera Lehmanna bardzo sprawnie poruszał się między zabawnymi momentami, a tymi przykrymi lub dziwnymi. Przy okazji też wykorzystano w pełni mnóstwo dobrze napisanego materiału, a i okazało się, że obsadzając w głównych rolach Michaelę Watkins, Tarę Lynne Barr i Tommy'ego Deweya, odpowiedzialni za casting wręcz wzorowo wykonali swoją robotę. Niezależnie od tego, co robiły grane przez tych troje postacie, człowieka zwyczajnie obchodził ich los – nawet kiedy podejmowali bardzo, bardzo wątpliwe decyzje.

Na początku 2. sezonu spotykamy naszych bohaterów w przeddzień rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Już mniej więcej w połowie pierwszego z odcinków jest się po prostu zadowolonym, że nic aż tak znacząco się nie zmieniło. Zarówno w otwierającym sezon "Phase 3", jak i w kolejnym zatytułowanym "Trivial Pursuit" cała ta swobodność, za która tak można polubić serial Hulu, wciąż jest obecna.

W tych dwóch odcinkach głównie zarysowywano, co też czeka naszych bohaterów w najbliższych tygodniach. W przypadku Valerie (Michaela Watkins) z jednej strony stosunkowo dużo miejsca poświęcono m.in. jej problemom związanym z osobą, która zaczęła wynajmować przestrzeń obok jej gabinetu oraz samotnością, brakiem przyjaciół i standardowym zamartwianiem się Aleksem czy Laurą. W przypadku Aleksa (Tommy Dewey) przez większość czasu obserwowaliśmy go zachowującego się jak nie on. Niby stara się pozbierać do kupy, a jednak przez większość czasu rzuca się w wir różnych zajęć i ucieka od własnego życia. Z kolei Laurze (Tara Lynne Barr) pozostało wykombinowanie, czego właściwie chce, a zaczyna się to od zmiany szkoły czy też formy edukacji. Pozostanie w poprzedniej placówce edukacyjnej raczej nie wchodziło w grę – seksskandale prędko nie zostają zapomniane.

Na styku tych trzech stosunkowo klarownych wątków tradycyjnie czeka na nas wiele cudownych momentów. Dialogi w "Casual" wciąż są świetne. Pacjenci Val bywają niezmiennie dziwni, a i zdarzyło jej się wpaść na swojego byłego męża oraz zapoznać się z Instagramem. Z kolei problemy, z jakim próbują się zmierzyć Alex i Laura, sprawiły, że tych dwoje bardzo dużo czasu spędza w duecie – co jest naprawdę fantastyczne. Zarówno wizytę w szkole jogi, jak i jednoodcinkowy epizod z domową edukacją z Aleksem w roli nauczyciela oglądało się z wielką przyjemnością. Początkowo zaskoczyło także napchanie do lodówki całych ton zdrowego jedzenia. Na szczęście jednak całe to zielsko przetrwało tam raptem odcinek, a bardzo szybko wróciły do łask normalne śniadania.

I w czasie oglądania tych odcinków bardzo mocno się odczuwa, w jak naturalny sposób rozgrywają się poszczególne wydarzenia. Jak niewiele trzeba, skoro naszych już bohaterów znamy i lubimy, i to nawet jeśli dalej wpadają im do głów głupie pomysły (a wpadają), żeby wręcz przykleić widza do ekranu. W tej pierwszej godzinie nie było zbyt wielu rzeczy do tłumaczenia, a dzięki temu znalazło się trochę czasu np. na lepsze poznanie Leona (Nyasha Hatendi). Na marginesie, każdy relatywnie zdrowy lub nie człowiek powinien mieć takiego Leona w swoim życiu. Zresztą, chyba moim ulubionym momentem w "Phase 3" jest jego spotkanie z Val w kawiarni i sposób, w jaki zaczyna się jej skarżyć właśnie na fazę nr 3 w wykonaniu jej brata…

Jak widać powyżej początek 2. sezonu "Casual" sprawia, że bardzo szybko wpada się w przypominanie poszczególnych scen, szukanie detali, przypatrywanie się reakcjom postaci. Co więcej, do niektórych scen wciąż się wraca. Zanim więc raz jeszcze zacznę wyliczać najlepsze fragmenty (kanapa w korytarzu!), kilka słów podsumowania. Komediodramat Hulu to wciąż bardzo dobrze napisany, przemyślany i świetnie zagrany serial, w którym twórcy, poniekąd w przeciwieństwie do bohaterów, dokładnie wiedzą, czego chcą. Póki tak będzie, nie ma innej możliwości – to musi działać i musi być dobre.

Wracając więc do kanapy w korytarzu…