"House" (8x08): Duszno jak w bunkrze

"House"

"House"

Jesienny finał "House'a", odcinek "Perils of Paranoia", nie pozostawia wątpliwości - lata świetności ten serial ma już zdecydowanie za sobą. Ale mówienie, że gorzej już być nie może, to stawianie wyzwania przed scenarzystami.

Źle się dzieje u cynicznego doktorka, skoro do oglądania najnowszego odcinka musiałem się zmuszać i przez całość przebrnąłem dopiero za piątym podejściem. To nie oznacza, że "House" stał się serialem dramatycznie złym. Ten serial po prostu sam sobie ustawił wysoko poprzeczkę i rutyna jawi się jako straszna nuda.

A przecież mamy w tym odcinku niemal pełen zbiór tego, co zawsze nas w "House'ie" śmieszyło - dowcipne dialogi, cięte riposty i wojnę House'a z Wilsonem. Kłopot w tym, że to wszystko już było i to było niemal w każdej możliwej formie. W efekcie, nawet dwie świeże twarze - Charlyne Yi i Odette Annable - niewiele wnoszą, choć starają się jak mogą. Ba, nawet fantastyczne wprowadzenie w przypadek (nad którym byśmy się zachwycali w sezonach od 1 do 5) nie pomogło.

Nie jest jednak aż tak źle, by nie można było się pośmiać. Autentycznie zabawny jest wątek poszukiwania broni House'a przez Wilsona. Z pełnym zestawem partyzanckich pułapek, wzajemnego prawienia sobie złośliwości oraz... jazdy na krawędzi, kiedy House stawia wszystko na jedną kartę. Zdecydowanie trzeba przyznać, że Gregory House jest osobą, która ma problemy. I sięga to nawet (w mocno swobodnej interpretacji) skłonności samobójczych.

Niestety dla nas, to nie pomaga i nie przezwycięża ziewania. Ba, nawet Chi Park (Charlyne Yi) zapraszająca, z kamienną twarzą onieśmielonej nastolatki, Chase'a na drinka nie ratuje sytuacji serialu, w którym lepiej już było. Jego oglądanie dziś przypomina niebezpiecznie sytuację zamkniętego w bunkrze przeciwatomowym ocaleńca, który nie ma co robić, dlatego ogląda to co ma, a nie to, co chce.

Ten sezon "House'a" powinien być ostatni. Choćby po to, byśmy dobrze zapamiętali ten serial. "Perils of Paranoia" było, na tle poprzednich sezonów serialu, tak słabe, że aż niestrawne. Pozostaje żałować, że nie skończono go po 7. serii.