Czemu Nocna Straż nie nosi czapek!? Rozmawiamy z Benem Cromptonem z "Gry o tron"

"Gra o tron" (Fot. HBO)

0

Brytyjski aktor grający w serialu HBO Edda Cierpiętnika opowiada nam, co musiałoby się zdarzyć, by jego bohater zasiadł na Żelaznym Tronie, jak pracuje się w ekstremalnym zimnie i czego zazdrości chorwackiej ekipie.

Edd Tollett, zwany Cierpiętnikiem stał się w szóstym sezonie bardzo ważną postacią, a jego znacznie wkrótce jeszcze wzrośnie. Wszak teraz to sam Lord Dowódca we własnej osobie. Przepytaliśmy grającego go Bena Cromptona - którego spotkaliśmy na Międzynarodowym Festiwalu Seriali odbywającym się właśnie w MCK w Katowicach - co sądzi o takim "awansie" i czy nie obawia się teraz o losy swojego bohatera.

Jak znalazłeś się na planie "Gry o tron"? Byłeś fanem prozy Martina czy trafiłeś tam zupełnie przypadkowo?

Nie miałem pojęcia o książkach! Siedziałem na poczekalni u lekarza, gdy dostałem maila o serialu, który wcześniej kojarzyłem jako "ten średniowieczny show z Seanem Beanem", którego wielkie plakaty widziałem na ulicach. Poszedłem więc na przesłuchanie, poznałem Roberta Sterne’a i Ninę Gold, którzy zajmowali się castingiem, a potem wracałem jeszcze kilka razy, spotykając Dana i Davida (Weiss i Benioff – przyp. M.P.) oraz Alana Taylora. To był dość długi proces, widać, że przykładali ogromną rolę do castingu.

To nie jedyna różnica między "Grą o tron" a innymi serialami, nad którymi pracowałeś wcześniej?

Oczywiście. Najbardziej w oczy rzucała się skala. Kilka ekip pracowało jednocześnie, wszędzie były ogromne zielone ekrany i wielkie dekoracje, przejście przez charakteryzatorów, specjalistów od fryzur i innych zajmowało mnóstwo czasu. Poza tym jednak sama praca nie różniła się bardzo od innych – wszystkiego było po prostu więcej.

Pomówmy o Eddzie. Ma teraz bardzo odpowiedzialne zajęcie – myślisz, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu?

On sam prawdopodobnie czuje, że znalazł się w złym miejscu o złej porze, ale myślę, że Edd w poprzednich sezonach udowodnił, że jest niezłym przywódcą. Jon to zauważył i docenił jego lojalność oraz zdolność do podejmowania decyzji. Nie zmienia to jednak faktu, że Lordem Dowódcą został, ponieważ nie było lepszego kandydata. Przypadło mu dowodzić prawdopodobnie najbardziej żałosną wersją Nocnej Straży w historii, więc ma trudne zadanie.

Myślisz, że "awans" zwiększa jego szanse na przeżycie?

Trudno powiedzieć, ale boję się o niego bardziej niż w poprzednich sezonach. Teraz, gdy Biali Wędrowcy zbliżają się do muru, los każdej postaci wydaje się niepewny.

Sądzisz, że może zawędrować jeszcze wyżej?

Myślę, że już kręci mu się w głowie, bo nigdy nie przypuszczał, że znajdzie się tak wysoko! Oczywiście niczego nie można wykluczyć, ale sądzę, że wszyscy inni musieliby umrzeć, by Edd zasiadł na Żelaznym Tronie. On absolutnie nie ma takich ambicji – w przeciwieństwie do rycerzy i lordów zależy mu tylko na przeżyciu i jest w tym naprawdę skuteczny.

Teraz gdy zima wreszcie nadeszła, będziecie pracować w bardzo niskich temperaturach. Nie zazdrościsz trochę kolegom pracującym na planie w Chorwacji?

Zazdroszczę im zwłaszcza wieczorami, gdy po dniu pracy chciałoby się usiąść nad brzegiem morza, co w naszych warunkach klimatycznych nie jest zbyt przyjemne. Ale szczerze mówiąc, gdy pomyślę o tonie charakteryzacji, jaką muszą nosić w palącym słońcu, to doceniam chłodne islandzkie wiatry. Kiedyś kręciliśmy w temperaturze -35 stopni, przy lekkiej zamieci, gdy widoczność była mocno ograniczona, a my przez dwie godziny robiliśmy scenę schodzenia z góry. Wszyscy mieliśmy zamarznięte twarze i zastanawialiśmy się: "dlaczego Nocna Straż nie nosi czapek?".

Powspominajmy poprzedni sezon – jak często byłeś pytany o los Jona Snowa?

Nikt mnie nigdy o to nie pytał.

Nikt?!

Nie, to oczywiście żart. Wszyscy pytali o niego na okrągło. Wymyślałem więc najróżniejsze odpowiedzi. Gdy pytano, czy nie żyje, odpowiadałem, że to prawda. Ale potem zaczynało się dociekanie – czy Melisandre go ożywi? Wtedy musiałem zmieniać temat.

Wiem, że przeczytałeś jedną z książek George'a Martina, więc powiedz – wolisz je czy serial?

Przeczytałem "Starcie królów" i bardzo mi się podobało – George Martin ma fantastyczną wyobraźnię i stworzył niesamowity świat. Podziwiam pracę, jaką w to włożył. Te wszystkie detale i historia, jakie wymyślił są wręcz niewiarygodnie szczegółowe, a ich poznawanie z perspektyw różnych bohaterów jest fascynujące. Serial jednak znam lepiej, więc siłą rzeczy stawiam go wyżej.

Masz swój ulubiony odcinek?

Do niedawna powiedziałbym, że "Hardhome", bo to była niewiarygodnie dobra telewizyjna robota, ale ostatnie dwa odcinki 6. sezonu – "Battle of the Bastards" i "The Winds of Winter" to coś, czego nie zrobił jeszcze nikt. Niesamowite. Cieszę się, że brałem w tym udział.

A co z Twoimi ulubionymi serialami? Wolisz wielkie produkcje czy kameralne historie?

Ojej, staram się przypomnieć, co mam na półce z DVD, ale jest tego bardzo dużo! Uwielbiam na przykład "Morka i Mindy" z Robinem Williamsem, brytyjskie "The Office" czy Steve'a Coogana jako Alana Partridge’a. Ale lubię też wielkie amerykańskie produkcje, np. "Battlestar Galacticę".

A jest jakiś serial, w którym szczególnie chciałbyś zagrać?

Hmm... a co, masz jakieś kontakty? Znajdziesz mi pracę?

Jeśli interesuje Cię występ w polskim serialu, to może da się coś załatwić.

Jasne, czemu nie? A poważnie – widziałem ostatnio "Stranger Things" i wyglądało świetnie, chętnie zrobiłbym coś podobnego.