Matka nieidealna. Recenzujemy "Better Things" - nową komedię FX

"Better Things" (Fot. FX)

0

Czy życie aktorki Pameli Adlon jest na tyle angażujące, by przynajmniej częściowo posłużyć za scenariusz do serialu komediowego stacji FX? Tak, jeśli za kamerą staje Louis C.K. Recenzujemy "Better Things".

Na nowe odcinki popularnego serialu komediowego "Louie" fani czekają już od ponad roku. W sierpniu 2015 Louis C.K. zapowiedział dłuższą przerwę w produkcji, ale to nie oznaczało, że przez ten czas zamierza siedzieć bezczynnie. Wprost przeciwnie. W czwartek telewizja FX wyemitowała pierwszy odcinek nowej komedii "Better Things", która jest wspólnym dziełem Louisa C.K. i grającej główną rolę Pameli Adlon. Duet doskonale zna się m.in. dzięki pracy nad "Louiem" (Adlon zagrała tam w kilkunastu odcinkach). I faktycznie w nowym serialu czuć ducha jego współtwórcy, który nie tylko zajął się reżyserią, ale również napisał razem z Adlon scenariusz.

"Better Things" idealnie wpisuje się w stylistykę seriali komediowych emitowanych na kanale FX. Nie jest to produkcja przesadnie śmieszna, nie zawiera gagów sytuacyjnych i nie wprawia w zażenowanie. Dość powiedzieć, że przez 20 minut pilotowego odcinka nie zaśmiałem się ani razu. Ale skłamałbym pisząc, że główna bohaterka i jej mocno zakręcone życie nie wprawiły mnie w lepszy nastrój, a chyba o to chodzi w tego typu produkcjach. Szczególnie gdy są one oparte (choćby częściowo) na prawdziwym życiu głównej aktorki. Adlon samotne wychowuje trójkę nastoletnich córek i to im dedykuje nie tylko pilotowy odcinek, ale też zapewne cały serial.

Sam, główna bohaterka "Better Things", bez wątpienia nie jest najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Robi co może, by wychowywać swoje trzy córki, mające różne problemy i różne zachcianki. Począwszy od kupna kolczyków, po prośby o zdobycie wysokiej jakości trawki. Niestety w trakcie pilota bliżej udało nam się poznać tylko dwie z nich (najmłodszą Duke i najstarszą Max), a trzecia o imieniu Frankie wydaje się być najbardziej szalona (artystyczna dusza) i różniąca się od swojej matki. Na rozwinięcie jej wątku musimy jednak poczekać przynajmniej tydzień.

Główna bohaterka godzi wychowanie trzech córek z dwoma etatami. Nie dość że jest gwiazdą w serialu telewizyjnym, to również podkłada głos pod seriale dla dzieci. Czyli dokładnie tak jak Pamela Adlon. Prawdopodobnie najlepszym elementem pilotowego odcinka "Better Things" jest wizyta bohaterki na castingu. Gościnnie pojawia się wtedy kilka znanych ze świata seriali komediowych twarzy oraz pada jedno magiczne zdanie: "umawiam się na randki tylko z moimi córkami". Oczywiście prawda okazuje się nieco inna, bowiem w formie krótkich i szybkich retrospekcji dowiadujemy się, że życie osobiste Sam istnieje. Szkoda tylko, że na temat samego zainteresowanego wiemy na tę chwilę tylko tyle, że potrafi pisać SMS-y i boi się odpowiadać na trudne pytania.

Trudno wyciągać jednoznaczne wnioski na temat "Better Things" po zaledwie kilkunastu scenach, będących wycinkami z życia głównej bohaterki. Produkcja FX ma potencjał, problem polega na tym, że historia Sam w tej chwili nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych tego typu historii. "Better Things" potrzebuje czasu, kilku odcinków na uruchomienie wątków, na rozbudowanie postaci, w szczególności córek głównej bohaterki, w których dostrzegam spory potencjał.

Na dzień dzisiejszy to serial, któremu warto dać szansę i pamiętać o nim każdego tygodnia. Oczywiście najlepiej byłoby obejrzeć cały 1. sezon w całości (np. w dwa weekendowe wieczory). Mam wrażenie, że w formie dziesięciu odcinków oglądanych jednym ciągiem "Better Things" zyskałoby znacznie więcej, niż gdy całą historię rozwleczemy na dziesięć tygodni.

A na sam koniec warto wspomnieć, że produkcja FX pozytywnie zaskakuje doborem utworów do konkretnych scen. Już czołówka z Mother Johna Lennona daje pozytywnego kopa, a dzięki pilotowemu odcinkowi odkryłem dotychczas zupełnie nieznaną mi grupę The Submarines. Polecam sprawdzić, tak jak cały i serial.