Strzelanie na małym ekranie. Recenzujemy "Shooter" - nowy serial z Ryanem Phillippe'em

"Shooter" (Fot. USA Network)

0

Nowy serial USA Network (u nas na Netfliksie) jest adaptacją powieści Stephena Huntera "Point of Impact" i jej ekranizacji z Markiem Wahlbergiem. Film nie zebrał najlepszych recenzji i z serialem też tak będzie.

Weteran wojenny Bob Lee Swagger (Ryan Phillippe) zostaje zwerbowany przez swojego dawnego dowódcę Isaaca Johnsona (Omar Epps) do pomocy w udaremnieniu zabójstwa prezydenta, którego ma dokonać czeczeński strzelec. Bob Lee - również doświadczony snajper - przerywa swoją emeryturę, którą spędza głównie polując na zwierzęta w okolicznym lesie, i pomaga służbom specjalnym w zatrzymaniu Czeczeńca, z którym wcześniej miał już własne nieprzyjemne doświadczenia na wojnie. Okazuje się jednak, że mógł zostać uwikłany w o wiele większą intrygę.

Postać Ryana Phillippe'a przez większość pierwszego odcinka prezentuje się nawet nie jako bohater, ale wręcz superbohater. Przeżył swoje na wojnie, a teraz w końcu może oddać się spokojnemu życiu z żoną i córką, której na noc jako bajki opowiada swoje wspomnienia. Krótkie fragmenty ich życia jakie widzimy pokazują piękny obrazek wyidealizowanej amerykańskiej rodziny. Facet jest kochającym ojcem i mężem, rodzina odmawia modlitwę przed posiłkiem, a gdzieś przy ich domu na wielkim maszcie powiewa amerykańska flaga. No i do tego Bob Lee - doświadczony strzelec - ma przy domu swój składzik, w którym trzyma wszelkiego rodzaju strzelby i pistolety. Dla niektórych sielanka, dla innych koszmar.

Facet oczywiście jest sprytny, zdolny i świetnie radzi sobie w każdej sytuacji, tak jak każdy porządny bohater serialu akcji. Nie jest to oczywiście nic złego, jednak lepiej by było gdyby w przyszłych odcinkach serial dodał trochę więcej warstw do tej jak na razie jednowymiarowej postaci. Co prawda już w tym odcinku dostajemy sygnały, że Bob Lee ma za sobą jakąś szczególnie bolesną historię, ale serial długo nie trzyma nas w tajemnicy, bo już za chwilę dowiadujemy się wszystkiego, razem z żoną bohatera. Swoją drogą, Julie (Shantel VanSanten) nie ma na razie jeszcze żadnych własnych cech osobowości i sprowadzona jest jedynie do roli wspierającej żony głównego bohatera.

O wiele ciekawiej prezentuje się postać agentki FBI Nadine (Cynthia Addai-Robinson), która w przyszłości może mieć z głównym bohaterem o wiele więcej do czynienia. W jej przypadku również słyszymy o jakimś ważnym wydarzeniu z przeszłości, jednak ten wątek pozostaje jeszcze owiany tajemnicą. Z całą pewnością Nadine wydaje się na razie o wiele bardziej ludzka niż Bob Lee. Choć trzeba przyznać, że twist na koniec odcinka, choć trochę sugeruje, że nasz bohater nie jest jednak taki zupełnie nieomylny i być może poznamy też jakieś jego słabości.

Przede wszystkim nawet ważniejszą rolę od samych bohaterów w "Shooterze" jak na razie pełni broń. Różnej maści strzelby i pistolety, o których tytułowy snajper wie oczywiście wszystko. A przy okazji serial stara się ukazać go jako kogoś, kto rzeczywiście broni używa często, ale rozważnie. Oto przykładny obywatel, który korzysta z amerykańskiego prawa do posiadania broni, ale nie nadużywa go. Jednocześnie serial nie wnosi nic nowego do dyskusji o roli broni w kulturze amerykańskiej. W "Shooterze" nie ma miejsca na krytykę czy refleksję nad tą kwestią. Nie ma również (przynajmniej na razie) miejsca na pokazanie, jakie piętno odbija na człowieku rola zawodowego strzelca, tak jak chociażby u Clinta Eastwooda w "Snajperze". Warto wspomnieć, że premiera "Shootera" była w USA odkładana dwukrotnie ze względu na strzelaniny, jakie wydarzyły się w wakacje. Stacja zdaje się więc mieć pełną świadomość, że serial dotyka dosyć drażliwej kwestii, głównie dlatego, że patrzy na broń w Ameryce dosyć jednostronnie.

Być może jednak po prostu "Shooter" nie aspiruje do bycia serialem, który podszedłby trochę poważniej do opisywanego tematu. I o ile komuś to nie przeszkadza, bo lubi po prostu trzymające w napięciu thrillery, to "Shooter" może się okazać całkiem dobrą rozrywką. Aby jednak był z tego rzeczywiście dobry serial, potrzeba czegoś więcej.