Ta niegrzeczna Lady Mary. Recenzja "Good Behavior" - nowego serialu TNT z Michelle Dockery

"Good Behavior" (Fot. TNT)

0

"Good Behavior" mogłoby być przyjemnym zaskoczeniem, gdyby twórcom nie zabrakło odwagi. Ale warto zerknąć na pilota z jednego powodu - Michelle Dockery z "Downton Abbey" nieźle sprawdza się w nowej roli.

Telewizja TNT, podobnie jak jeszcze kilka lat temu USA Network, ma niesamowity talent do tworzenia serialowych produkcji niewyróżniających się zupełnie niczym, nieposiadających żadnych właściwości, które pozwalałyby o nich pamiętać czy tym bardziej dyskutować. Zwyczajnie nie ma o czym. Nie potrafię wymienić ani jednego tytułu, który porzuciłabym później niż po kilku odcinkach, cały czas jednak mając na uwadze to, że to, co tworzy ta stacja, można umieścić półkę wyżej niż na przykład kompletnie schematyczne seriale CBS. Zdarza się, że w tych produkcjach widać jakąś myśl, bardzo rzadko jednak pojawia się chęć całkowitego porzucenia schematu "zabili go i uciekł". Jak gdyby TNT bało się, że odważniejszego serialu nikt nie będzie oglądać.

A "Good Behavior" - telewizyjna adaptacja książek Blake Croucha - mogłoby być takim właśnie odważniejszym serialem, gdyby nie zatrzymało się w połowie pomiędzy lekką, łatwą i przyjemną opowiastką o dwójce pięknych ludzi popadających w kłopoty i je powodujących, a mocną, momentami wręcz depresyjną historią skomplikowanej kobiety, która ciągle żyje na krawędzi, bo nie potrafi już inaczej. Postać Letty Dobesh (Michelle Dockery) ma tyle różnych odcieni, że serial aż się prosi o to, by skupić się przede wszystkim na niej i znacząco ograniczyć wszystkie te wstawki, które możemy zobaczyć w pierwszym lepszym kinowym thrillerze.

Dockery, którą znałam do tej pory właściwie tylko jako Lady Mary z "Downton Abbey", zaskoczyła mnie zarówno tym, z jaką łatwością wcieliła się w niegrzeczną dziewczynkę, jak i tym, że była w stanie właściwie już w pilocie stworzyć wielowymiarową postać, mającą tysiąc różnych twarzy i odcieni. Letty na pierwszy rzut oka jest chodzącym stereotypem: to dziewczyna z Południa, której marzyło się lepsze życie, więc została zawodową złodziejką. Jej inteligencja, spryt i urok osobisty pozwoliły jej przetrwać w tym fachu, ale nie uczyniły bynajmniej całego jej życia prostym. Ostatnią dekadę spędziła częściowo na wolności, częściowo w więzieniach, aresztowana za drobne przestępstwa. Alkohol, narkotyki, przygodny seks - nie ma takich grzeszków, których nie popełniłaby Letty.

Całe jej życie to tak naprawdę ucieczka przed nieciekawą rzeczywistością, uporczywe poszukiwanie "czegoś więcej" i pasmo wszelkiego rodzaju niepowodzeń. Dziewczyna zawiodła wszystkich, włącznie z synem, który ma teraz 10 lat i wychowywany przez babcię, Estelle (Lusia Strus), właściwie nie widuje swojej matki. Scenarzyści rzeczywiście dużo wrzucili dużo do jednego worka, a Michelle Dockery nie tylko była w stanie to udźwignąć, ale wręcz stworzyła jedną z najciekawszych kobiecych kreacji tej jesieni. Brytyjska aktorka jest tak samo naturalna, niezależnie od tego, czy akurat pali crack, śpiewa po pijaku, czy też zakłada różne peruki i czaruje ludzi bajkami o życiu, którego nie ma, żonglując przy tym bez problemu różnymi amerykańskimi akcentami. Jej pogrążająca się w autodestrukcji bohaterka od samego początku budzi zarówno sympatię, jak i zainteresowanie - rzecz rzadko spotykana! Jestem tą rolą Dockery rzeczywiście zachwycona, bo nie spodziewałam się kogoś takiego w "zwykłym" thrillerze TNT. To kobieta-kameleon, która w każdej odsłonie prezentuje się tak samo intrygująco.

Gorzej niestety jest w "Good Behavior" z... no cóż, wszystkim innym. Przede wszystkim zaś zawodzi kluczowa dla dalszego rozwoju serialu toksyczna relacja pomiędzy Letty a płatnym zabójcą o imieniu Javier (Juan Diego Botto) z której dziewczyna nie jest w stanie się wyplątać. Patrząc na nich, życzyłam jej tylko jednego - żeby wreszcie się od niego uwolniła - a tymczasem serial wyraźnie próbował mnie przekonać, że to ma być sexy. Nie jest. Takich związków na krawędzi widzieliśmy już na ekranach setki, jedne bawiły mnie mniej, inne bardziej. Aby to działało, kluczowe jest osiągnięcie pewnej równowagi we wzajemnym przyciąganiu się i odpychaniu. Tu jej nie ma, jest za to kobieta, którą, owszem, trochę to kręci, ale która przede wszystkim traktuje swojego partnera jako oprawcę, choć niewątpliwie nie ma mentalności ofiary. To czyni całą grę nie tyle ekscytującą, ile trudną do przetrawienia.

"Good Behavior" nie wie dokładnie, czym chce być, więc jest wszystkim po trochu. Szybkim thrillerem rodem z kina klasy B, seksowną opowieścią w stylu neo-noir, zaskakująco głęboką historią kobiety, która ma pragnienie, by wyrwać się ze zwyczajności i w efekcie ciągle wpada w coraz to nowe kłopoty. Jednym spodoba się pewnie niezłe tempo serialu, innym postać Letty, jeszcze inni uznają za angażujące gierki pomiędzy nią i Javierem albo wręcz zaczną im kibicować jako romansującej parze. Ja nie widzę w tym wszystkim spójności - najchętniej wyjęłabym z tego bałaganu Letty i uczyniła ją bohaterką dojrzalszego serialu, który nie bałby się skupić przede wszystkim na niej i odpuścił sobie tanie zagrywki rodem z thrillera erotycznego.

Nowy tytuł TNT niewątpliwie ma potencjał, ale nie sądzę, żeby udało się go rzeczywiście wykorzystać. "Good Behavior" wyraźnie wie, że mogłoby być czymś więcej, niż czystą rozrywką, ale nie ma odwagi, by pójść w tym kierunku. Jako produkcja typowo rozrywkowa - czyli lekka, łatwa i przyjemna - też nie do końca się sprawdza, bo jednak postać Letty znacząco wychodzi poza te ramy. W efekcie serial ma problemy ze złapaniem odpowiedniego tonu, które w drugim odcinku stały się dla mnie już trudne do zniesienia. Przeskoki od nieskomplikowanej rozrywki do mrocznego dramatu mnie irytują, samej bohaterki zaczęło mi po prostu być szkoda, zaś jej relacja z płatnym mordercą o aparycji modela z minuty na minutę stawała się dla mnie coraz mniej seksowna i coraz bardziej chora.

Mimo niesamowitego zaskoczenia postacią Letty i kreacją Michelle Dockery nie spodziewam się więc, że "Good Behavior" dołączy do mojej stałej serialowej ramówki. To kolejny średniak od TNT, który ma i pewne walory rozrywkowe, i nieco ambicji, ale jako całość nie jest w stanie konkurować z tytułami posiadającymi większe aspiracje. Dziesięć lat temu może bym to oglądała. Teraz zwyczajnie mi szkoda czasu na takie produkcje.