Serialowa alternatywa: "3%", czyli uniwersalna dystopia

"3%" (Fot. Netflix)

0

Zwiedzanie serialowego świata z Netfliksem trwa w najlepsze. Dzisiaj lądujemy w Brazylii, a właściwie w jej alternatywnej wersji, w której rywalizacja o lepsze życie przybrała bardzo dosłowną formę.

Pierwsza brazylijska, a druga w ogóle netfliksowa produkcja rodem z Ameryki Łacińskiej (po meksykańskim "Club de Cuervos") nie jest wcale tak wyjątkowa, jak można by się spodziewać. W gruncie rzeczy "3%" składa się z wielu elementów, które na pewno już widzieliście, a jego egzotyczny rodowód odgrywa w tym wszystkim marginalne znaczenie (a szkoda – fragmenty rozgrywające się w fawelach wyglądają świetnie). Produkcja autorstwa Pedro Aguilery wpisuje się za to idealnie w podbijający świat nurt młodzieżowych dystopii, a jej bohaterowie mogą śmiało stawać w jednym rzędzie z tymi z "Igrzysk śmierci", "Niezgodnej" czy "Więźnia labiryntu".

Nie piszę o tym jako o wadzie, to raczej swobodne spostrzeżenie, że lokalne produkcje Netfliksa niekoniecznie muszą wyraźnie akcentować swoje pochodzenie. Stawianie na kulturową wyrazistość jest tylko jedną z metod obieranych przez streamingowego giganta (przykładem na nią mogą być opisywane poprzednio "Midnight Diner: Opowieści z Tokio"), a "3%" udowadnia, że wcale nie ma reguły. Po delikatnym retuszu brazylijska produkcja mogłaby bowiem przenieść się w dowolnie wybrany, inny zakątek świata.

Wszystko dlatego, że opowiadana tutaj historia jest w gruncie rzeczy uniwersalna. Założenie jest proste i oczywiste dla większości podobnych gatunkowo produkcji – w bliżej nieokreślonej przyszłości ludzkość została podzielona. Bardziej uprzywilejowana, mniej liczna część żyje w dostatku na tajemniczej Wyspie, o której wiadomo tyle, że to kraina mlekiem i miodem płynąca. Reszta natomiast została na stałym lądzie, który jest jednym wielkim slumsem. Każdy ma jednak szansę, by zmienić swój los. Co roku organizowany jest tzw. Proces, w którym kończący właśnie 20 lat młodzi ludzie otrzymują możliwość dostania się na Wyspę. Selekcja oczywiście jest długa i trudna, na tyle że przechodzi przez nią tylko ułamek kandydatów – tytułowe "3%".

Dostrzegacie już wzorzec? Mamy podzielone społeczeństwo i aspirującą do jego elitarnej części grupę bohaterów, która musi rywalizować ze sobą w szeregu wymagających prób. Począwszy od nietypowej rozmowy, poprzez testy logicznego i strategicznego myślenia, aż do otwartej konfrontacji między kandydatami. Sprawę utrudnia fakt, że nikt dokładnie nie wie, na czym polega Proces, ani kto i w jaki sposób układa panujące w nim kryteria. Towarzyszymy więc naszym bohaterom w podróży przez nieznane, nie wiedząc, czy bardziej ceni się tu uczciwość i życzliwość, czy cwaniactwo i egoizm.

Twórcy "3%" bardzo zręcznie lepią scenariusz swojego serialu, korzystając z motywów, które pojawiły się tu i tam, wiedząc, że nie opowiadają szczególnie oryginalnej historii. Nie taki jest jednak cel. Tym, jakkolwiek by nie patrzeć, jest po prostu dobra rozrywka. A w tej kategorii brazylijska produkcja spełnia się co najmniej nieźle. Fabuła w odpowiedniej dawce miesza akcję (czasem całkiem brutalną), emocje i przesłanie, tworząc obraz niejednoznacznego świata i pal licho, że w większości przypadków to tylko pozory.

3-1

By zorientować się w tutejszych realiach i zasadach nie potrzebujemy praktycznie żadnego wstępu, bo są nam one wyjaśniane po drodze, gdy  towarzyszymy jednej z uczestniczek Procesu. Jest nią niejaka Michele (Bianca Comparato), dziewczyna, o której za wiele nie wiemy, więc jasne jest, że skrywa sporo tajemnic. Część z nich poznamy już w pierwszym odcinku, na kolejne przyjdzie trochę poczekać, bo "3%" nie trzyma się kurczowo jednej postaci. To spora zaleta, bo muszę uczciwie przyznać, że twórcom udało się skonstruować grupę ciekawych bohaterów. Fernando (Michel Gomes), Joana (Vaneza Oliveira), Rafael (Rodolfo Valente) i inni nie są może wybitnie skomplikowanymi osobowościami, dowiadując się szczegółów z ich przeszłości natrafiamy na całą masę schematów, ale niewątpliwie wszyscy są "jacyś". W tego typu serialu polubienie głównych bohaterów to klucz do sukcesu – "3%" osiąga ten stan bez większego wysiłku.

Sprzyja temu całkiem pomysłowy scenariusz samego Procesu. To właśnie te fragmenty serialu, które dotyczą bezpośrednio prób, jakim poddawani są kandydaci, ogląda się najprzyjemniej. Widać tu jak na dłoni, że twórcy nie dysponowali kosmicznym budżetem, a musząc lepić z tego, co mieli, zdali się na własną kreatywność. Zamiast widowiskowych efektów specjalnych dostajemy więc mniej spektakularne, ale znacznie bardziej interesujące rozwiązania – jeśli taki scenariusz sprawdzałby się za każdym razem, to budżety hollywoodzkich superprodukcji powinny być obligatoryjnie obcinane o połowę.

3-2

Szkoda jednak, że od czasu do czasu musimy niestety oderwać się od Procesu i lepiej poznać naszych bohaterów. Piszę "niestety", bo w tych momentach najwyraźniej widać słabości "3%" – co najwyżej średnie aktorstwo, topornie napisane dialogi i wylewający się zewsząd banał. Twórcy chcieli nadać swoim bohaterom głębię, ale nie do końca to wyszło. Przeszłość poszczególnych postaci oraz ich motywacje służą tu za nośniki dość tandetnych zwrotów akcji, które napędzają fabułę, ale nie wzbudzają większych emocji.

To samo trzeba powiedzieć o towarzyszącej Procesowi otoczce. "3%" nie poświęca zbyt wiele czasu temu, co dzieje się w świecie zewnętrznym, więc wspominki o organizacji terrorystycznej zwanej Celem czy zajmowanie się kierującym Procesem Ezequielem (João Miguel) jest irytującym przerywnikiem. Równocześnie jednak dość znaczącym, wszak do czegoś ta historia musi prowadzić, zwłaszcza że wiadomo już, iż będzie ciąg dalszy. Dobra wiadomość jest więc taka, że twórcy będą mieli czas, by pewne elementy dopracować – mam nadzieję, że to zrobią, bo zwyczajnie chciałbym, żeby ta historia trzymała poziom.

Wszystko dlatego, że pomimo pewnych wad, "3%" jest naprawdę solidną, wciągającą produkcją, która może sprawić, że zarwiecie dla niej wieczór czy dwa. Zgrabnie łączy swoje typowo rozrywkowe aspekty z tymi bardziej poważnymi, ale też stara się nie uderzać w przesadnie pompatyczne tony. Można by narzekać na wtórność, banalne rozwiązania i fabularne uproszczenia, ale nie ma to wielkiego sensu. Nade wszystko rzuca się w oczy fakt, że "3%" ogląda się z dużą przyjemnością i bez zgrzytania zębami, o wyrzutach sumienia nie wspominając. To serial, który umościł się gdzieś pomiędzy kategorią guilty pleasure a czymś więcej i jest mu tam naprawdę wygodnie.

***

Słowo wyjaśnienia – dwa tygodnie temu zapowiadałem w Serialowej alternatywie izraelski thriller "Fauda", ale że w międzyczasie premierę miało "3%", postanowiłem nieco zmodyfikować plany. Słowa trzeba jednak dotrzymać, więc do Izraela udamy się, już bez zakłóceń, w kolejnym odcinku. Do zobaczenia!