Złote Globy - kogo brakuje wśród nominowanych?

"Black Mirror" (Fot. Netflix)

0

Złote Globy kontynuują tradycję bycia najbardziej nieprzewidywalną nagrodą w światku telewizyjnym. Nominowani w tym roku to interesująca mieszanka pewniaków, nowości i rzeczy trudnych do wytłumaczenia.

Choć na tegorocznej liście nominowanych do Złotych Globów nie brak zaskoczeń, do których dojdziemy za moment, muszę przyznać, że w porównaniu z zeszłorocznym zestawieniem, jest ona wyjątkowo (jak na te nagrody) mało kontrowersyjna. Obecność praktycznie każdego z nominowanych w głównych kategoriach da się uzasadnić i nie trzeba się przy tym szczególnie wysilać.

"Gra o tron", "Westworld" i "The Crown" to nominacje dość przewidywalne i zrozumiałe, bo nie ma wątpliwości, że każdy z tych seriali na wyróżnienie zasłużył. Uzupełnienie ich znacznie skromniejszymi "Stranger Things" i "This Is Us" można już traktować jako niespodziankę, ale raczej nie sensację. Czy nie lepiej, żeby na ich miejscach znalazły się "The Americans" czy "Rectify"? Pewnie, że lepiej, ale pamiętajcie, że rok temu na liście znalazły się "Imperium" i "Outlander" – dziś o takich odlotach nie ma mowy.

Wśród komedii też dość spokojnie, bo nominowane poprzednio "Mozart in the Jungle", "Transparent" i "Veep" uzupełniły "Atlanta" i "Black-ish", ale tutaj liczba pominiętych tytułów jest już nieco dłuższa i bardziej zagadkowa. Podobnie rzecz ma się wśród nominacji aktorskich, gdzie wyraźnie brakuje kilku nazwisk, ale i pojawiło się kilka zaskakujących. "Zaskoczenie" to zresztą dobre słowo do opisu tegorocznych wyborów Hollywoodzkiego Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej, które czasami są wręcz zaskakująco… normalne. W tym kontekście podoba mi się to zdecydowanie bardziej niż zafundowany nam rok temu szok.

ZASKOCZENIA NA PLUS:

Wymiana praktycznie całego zestawu nominowanych dramatów. Z zeszłego roku ostała się tylko "Gra o tron" i to z lepszym sezonem niż poprzedni, więc jej obecność jest uzasadniona. Poza tym jednak nie ma specjalnych kwiatków ani powtarzania się. Wyleciały wszak również "Mr. Robot" i "Narcos", więc widać, że nikt tu nie przywiązuje się do tytułów.

Mimo wszystko nominacje dla "Stranger Things" i This Is Us". Sam na pewno nie znalazłbym tu dla nich miejsca, ale podoba mi się, że grono wręczające Złote Globy zwraca uwagę na tytuły, które przyciągają uwagę widowni – a te dwa zdecydowanie się do takich zaliczają.

Także dzięki temu na liście znalazł się "Westworld", który, nie wiedzieć czemu, wcale nie ma szczególnie dobrej opinii wśród amerykańskich krytyków. Został choćby pominięty przez American Film Institute.

Panie rządzą w głośnych tytułach! I to wcale nie jest żadna moda, tylko w pełni zasłużony sukces. Aktorskie nominacje za najlepsze dramaty zebrały Evan Rachel Wood i Thandie Newton ("Westworld"), Chrissy Metz i Mandy Moore ("This Is Us"), Winona Ryder ("Stranger Things"), Claire Foy ("The Crown") oraz Lena Headey ("Gra o tron"). Panów reprezentuje tylko John Lithgow ("The Crown"). Nokaut.

Ale męski rodzynek przynajmniej trzyma się mocno. Winston Churchill Johna Lithgowa to chyba najlepsza rola, jaką widziałem w tym roku.

"Atlanta" i Donald Glover z nominacjami. Czuję, że w komediowych kategoriach Złote Globy zdominuje serial FX i nie mam nic przeciwko temu.

Doceniono Issę Rae! Żadna aktorska nominacja nie cieszy mnie równie mocno, co dostrzeżenie tej dziewczyny. Poprzednio triumfowały Gina Rodriguez i Rachel Bloom (nominowane również teraz), więc może i tym razem ta kategoria będzie zarezerwowana dla świeżej twarzy?

Bez nominacji z kosmosu dla seriali limitowanych. "American Crime", "American Crime Story", "Długa noc" i "Nocny recepcjonista" – wygląda to dokładnie tak, jak powinno.

Deszcz aktorskich nominacji dla "American Crime Story". Kolejna przewidywalna, ale zrozumiała sprawa – serial Ryana Murphy'ego miał tak mocną obsadę, że aż 4 nominacje dla jej członków to wręcz obowiązek.

Zauważenie panów z "Długiej nocy". To już nie było tak przewidywalne, ale na pewno równie zasłużone. Riz Ahmed i John Turturro nie mieli szalenie wyrazistych ról, ale mimo to nie umknęli uwadze nominujących. To może by tak jeszcze zwycięstwo, co?

Keri Russell i Matthew Rhys. Skoro "The Americans" jest serialem absolutnie "nienominowalnym", to dobrze, że doceniono chociaż odtwórców głównych ról. Pytanie tylko, czy mają szansę na coś więcej?

Charlotte Rampling i Olivia Coleman. Świetnie, że znalazło się miejsce dla tych dwóch fantastycznych, brytyjskich aktorek, zwłaszcza że zwłaszcza o tej pierwszej i jej roli w "London Spy", nie pomyślał chyba nikt.

Nie przesadzono z nominacjami dla "Gry o tron". Najlepszy dramat i Lena Headey – tak, to są jak najbardziej zasłużone nominacje. Jakakolwiek inna byłaby przesadą.

"Imperium", "Downton Abbey" i "Modern Family" – jak dobrze, że Was z nami nie ma!

ZASKOCZENIA NA MINUS:

Pominięcie "Black Mirror". Brak nominacji dla serialu i nawet jednej aktorskiej to jakaś koszmarna pomyłka. Wiem, że sezon mógł być nierówny, no ale na litość, co z Bryce Dallas Howard czy Mackenzie Davis?

Nudne nominacje komediowe. Nie zrozumcie mnie źle, jasne, że należy nominować najlepszych, ale czy ci, których zabrakło, na pewno byli wiele gorsi? "Mozart in the Jungle", "Transparent" i "Veep" już swoje wygrały, a w kolejce czekały choćby "Unbreakable Kimmy Schmidt", "The Good Place", "Better Things", "One Mississippi", "Lady Dynamite"...

A skoro już jest przewidywalnie, to gdzie właściwie podziała się "Dolina Krzemowa"?

Brak "Fleabag". Wymienione powyżej tytuły mogły się znaleźć wśród nominowanych i nikt nie mógłby narzekać. Ale "Fleabag" po prostu powinno tu być. To jeden z najlepszych seriali tego roku, tymczasem zlekceważono zupełnie jego i samą Phoebe Waller-Bridge.

Kompletne pominięcie "Gilmore Girls: A Year in the Life". Tak, wiem, że to już raczej nie jest serial, który zasługuje na miano najlepszego. Ale nominacje aktorskie dla Lauren Graham i Kelly Bishop należały się jak psu buda.

Zapomniano o panach z głośnych seriali. Cieszy, że nominowano ich koleżanki, ale Anthony Hopkins, Jeffrey Wright czy Milo Ventimiglia spokojnie mogli im towarzyszyć.

Znów postawiono na głośne nazwiska, a nie na jakość seriali, w jakich się pojawiły. Nick Nolte, Billy Bob Thornton i Sarah Jessica Parker to bez wątpienia świetni aktorzy, ale czy ktokolwiek przebrnął do końca przez produkcje, za jakie ich nominowano?

Mało nominacji dla aktorów drugoplanowych. Odtwórcy ról drugoplanowych w dramatach, komediach i serialach limitowanych są przy Złotych Globach wrzucani do jednego worka, przez co dla wielu po prostu nie starcza miejsca. Nie narzekam na nominowanych, ale gdzie są m.in. Jane Krakowski, Judith Light, Regina King czy Louie Anderson?

Brak "The Americans" i "Rectify". Ech, kogoś to w ogóle dziwi?

Pominięcie tytułów, do których obecności już się przyzwyczailiśmy. Nie jest to do końca minus, bo niektóre miały słabsze sezony, ale choćby "Orange Is the New Black" czy "House of Cards" bywały nominowane w znacznie gorszych dla siebie czasach.

ANI NA PLUS, ANI NA MINUS

Tegoroczne nominacje zdecydowanie wygrywa HBO (14 nominacji), a Netflix i Amazon zgarniają "tylko" po 5. Szczególnie w przypadku tego pierwszego jest to jednak nieco zaskakujące, zwłaszcza po serialowej ekspansji, jaką platforma rozpoczęła na dobre w tym roku. Może jest nadzieja dla tradycyjnej telewizji?

REKLAMA