10 najlepszych seriali 2016 roku wg Michała Kolanki

"Westworld" (Fot. HBO)

0

Wybranie 10 najlepszych seriali w 2016 roku to karkołomne zadanie. Od seriali, które musiały się udać, po hity, które nas wszystkich zaskoczyły - zbudowanie tej listy było najtrudniejsze, od chwili gdy piszę dla Serialowej.

Można zaryzykować stwierdzenie, że seriale były jedyną rzeczą, która nie zawiodła w 2016 roku. Pesymista powiedziałby, że cała reszta - od przedwczesnych śmierci popularnych artystów po szalejący na całym świecie polityczny populizm i ekstremizm - była rozczarowaniem, wręcz tragedią. Ktoś jeszcze bardziej pesymistycznie nastawiony powiedziałby, że pod wieloma względami to może być też prognoza na 2017 rok. Ale zanim zastanowimy się, czy i jak źle będzie, czas przyjrzeć się temu, jak dobrze było - przynajmniej jeśli chodzi o seriale.

Bo trudno przejść do porządku dziennego nad tym, że to seriale - oraz rozmowa o nich, zarówno przy winie, jak i w mediach społecznościowych - stanowiły klucz do kultury masowej w mijającym roku. Ten rok to był też rok szalonego wzrostu liczby seriali - nie tylko tych dobrych. Liczba platform, projektów, odcinków już dawno przekroczyła moment, w którym jeden człowiek mógłby oglądać wszystko. To m.in. dlatego nie ma jednej, tej samej listy top 10 wśród redaktorów Serialowej, chociaż materiału do oceny nie zabrakło.

10. "Veep". Nie mogło w tym zestawieniu zabraknąć jeszcze bardziej cynicznego niż zwykle kolejnego sezonu "Veepa". Tym razem (niemal) wszystkie bariery zostały przekroczone. I to wtedy, gdy wydawało się, że w tym serialu - perfekcyjnie pokazującym, na czym w istocie polega polityka - widzieliśmy już wszystko. Prezydent Selina Meyer nie waha się przed niczym. Ale serial w tym sezonie, po zmianie showrunnera, jest też odważniejszy, jeśli chodzi o formę.

9. "The Crown". Wielomilionowa inwestycja Netfliksa zdecydowanie się opłaciła. Takiego portretu brytyjskiej rodziny królewskiej, w jednym z przełomowych dla niej momentów w XX wieku, jeszcze nie widzieliśmy. Ale forma nie przesłoniła treści. "The Crown" to ciekawe studium władzy - w specyficznym systemie, unikalnym dla Wielkiej Brytanii - oraz przemian, które zaczęły zachodzić w mediach po II wojnie światowej. Rozmach, dbałość o szczegóły i wyraziste kreacje aktorskiej sprawiły, że ten projekt warto docenić.

8. "Artyści". Nie można też w tym roku nie docenić "Artystów" - prawdopodobnie pierwszego polskiego serialu, o którym można mówić, że jest dobry, bez natychmiastowego dodawania "ale" czy "jak na...". "Artyści" to wybitne, mimo hermetycznej tematyki, dzieło, które śmiało mógłby stawać w szranki z podobnymi produkcjami zachodnimi. To, co dzieje się w Teatrze Popularnym, to tylko pretekst, by opowiedzieć szerszą historię o ludziach, władzy i roli sztuki. Też o Polsce i Warszawie - bo trudno nie zauważyć, jak sportretowani są urzędnicy ratusza. "Artyści" to serial, który działa w specyficznej konwencji, ale mimo to swoim klimatem i historią wybija się ponad przeciętność.

7. "Stranger Things". Kolejny projekt Netliksa na tej liście to chyba najbardziej udana od czasu "Super 8" próba oddania klimatu kina lat 80. w naszych czasach. W "Stranger Things" ta podróż w czasie jest niemal perfekcyjna. Podobnie jak zręczność, z jaką żongluje się konwencjami i motywami z kluczowych kinowych dzieł z okresu, który dla wielu z nas był czasem beztroskiego dzieciństwa. I chociaż serial nie ma najbardziej odkrywczej fabuły na świecie, to mieszanka perfekcyjnie oddanego klimatu minionych czasów i nostalgii za nimi sprawiła, że mocno zapadł w świadomości widzów.

6. "Black Mirror". Charlie Booker pokazał w tym sezonie "Black Mirror", że znakomicie czuje się w każdej niemal konwencji, a z drugiej strony - ma jeszcze wiele do powiedzenia o wpływie technlogii na ludzi i naszą cywilizację. Ale sprowadzanie "Black Mirror" tylko do komentarza na ten właśnie temat byłoby krzywdzące. To coś znacznie więcej. I chociaż nie był to sezon, w którym wszystkie odcinki byłyby tak samo dobre, kreatywne czy wciągające, to i tak dzięki "San Junipero" i "Nosedive" tego serialu w tym roku nie sposób zapomnieć. Przyznawanie gwiazdek w Uberze czy innych podobnych aplikacjach już nigdy nie będzie takie samo. Podobnie jak chwila, gdy w radiu słychać "Heaven Is a Place on Earth".

5. "Młody papież". To kolejna perełka, której niewielu się spodziewało. "Młody Papież" tworzy stylistycznie i merytorycznie jakość samą dla siebie. Oniryczny styl Paolo Sorrentino i bardzo poważna tematyka, połączona z zaskakującą charyzmą Jude'a Lawa w roli głównej, tworzą mieszankę, obok której nie da się obojętnie przejść. I chociaż nie każdemu tematyka czy sposób jej ujęcia będą pasować, to całość stanowi jeden z najbardziej niezwykłych i udanych projektów w tym roku.

4. "Długa noc". Podobno nie da się wejść ponownie drugi raz do tej samej rzeki. HBO pokazało już, w kultowym "The Wire", jak działa amerykański wymiar sprawiedliwości w kontekście społecznego upadku miast - takich jak Baltimore - w USA. "Długa noc" to bardziej osobista, bardziej skoncentrowana historia. Ale nadal jest coś więcej niż tylko opowieść o morderstwie i zderzeniu syna pakistańskich imigrantów z amerykańskim sądownictwem i policją. To też szerszy komentarz - bardzo zresztą udany, niezbyt nachalny - o problemach współczesnej Ameryki, zwłaszcza jej systemu penitencjarnego. Nie będzie to serial tak wspominany, jak "The Wire". Ale w tym roku bardzo się wyróżnił.

3. "American Crime Story: Sprawa O.J. Simpsona". Sprawę O.J. Simpsona nazywano "procesem stulecia" w USA. Produkcja FOX-a nie stała się może automatycznie serialem roku (chociaż plasuje się bardzo wysoko), ale przykuła uwagę, chociaż temat jest doskonale znany. Trudno chyba o bardziej analizowaną sprawę sądową najnowszej historii USA - skupiającą w sobie wiele problemów, które ma współczesna Ameryka. I mimo że od jej zakończenia minęło dwadzieścia lat, to większość z nich nie została rozwiązana. Być może dlatego ta sprawa wydaje się cały czas aktualna, a serial - tak dobrze pasujący do dyskusji w USA w 2016 roku. Oczywiście to tylko jedna z jego warstw, kolejne to trzymający w napięciu (chociaż wydawało się to niemożliwe) scenariusz i postacie, które na długo zapadają w pamięć.

2. "The Americans". Przed 2016 rokiem "The Americans" był dla mnie kolejnym serialem do nadrobienia. Ale nie żałuję - i na ostatnie odcinki 4. sezonu czekałem z przysłowiowymi wypiekami na twarzy. Trudno o drugi serial, który w tak perfekcyjny sposób oddałby nie tylko klimat epoki - czasów Reagana w USA - ale też pokazałby morale rozterki i wyzwania, stojące przez "nielegałami" w świecie, w którym istnieją tylko odcienie szarości. Po 4. sezonie nigdy nie spojrzymy już na rodzinę Jenningsów tak samo - podobnie jak np. na agenta Beemana. "The Americans" to serial wyjątkowy, w którym rzadko zdarzają się słabe odcinki. Tak było też w 4. sezonie, chociaż wątek broni biologicznej na kolana nie powalał.

1. "Westworld". Rzadko zdarza się, by serial, od którego tak dużo zależy - przynajmniej dla HBO - okazał się w pełni sukcesem. I chociaż można mieć kilka zastrzeżeń do "Westworld", to jednak okazało się, że długo zapowiadana, powstająca w ogromnych bólach mieszanka opowieści science fiction z westernem działa na wielu poziomach. "Westworld" to serial, o którym się mówiło, który był analizowany i rozkładany na czynniki pierwsze, wokół którego jak zwykle w takich sytuacjach pojawiały się wielopiętrowe teorie, zwykle też takie, które się ostatecznie sprawdzały. "Westworld" uniknął też pułapki "Zagubionych" i przedstawiał wyjaśnienia, a nie tylko mnożył zagadki. I chociaż warstwa filozoficzna nie miała może tak wielkiej głębi, jak wielu by się spodziewało, to i tak wystarczy do dyskusji o naturze człowieczeństwa, ludzkiej świadomości czy zagrożeniach ze strony Sztucznej Inteligencji. A do tego wszystko było perfekcyjnie wykonane, jak na HBO przystało.