Serialowe hity i kity - nasze podsumowanie tygodnia

"Belle Epoque" (Fot. TVN)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9

KIT TYGODNIA: "Belle Epoque", czyli TVN udaje, że ma ambitny serial

"Belle Epoque" (Fot. TVN)

"Belle Epoque" (Fot. TVN)

Nie planowałam w ogóle oglądać "Belle Epoque" - zwiastuny były wystarczająco odstręczające - ale zostałam tyle razy zapytana o opinię na temat tego serialu, że w końcu musiałam się przemóc, przetrwać te 45 minut i jakąś opinię sobie wyrobić. Nie różni się ona szczególnie od opinii, które pewnie już czytaliście i w skrócie prezentuje się tak:

A jeśli naprawdę chcecie tracić jeszcze więcej czasu na czytanie, co kolejna osoba sądzi o tym, ekhem, polskim "Sherlocku", no to proszę bardzo. Przede wszystkim serial jest plastikowy. Porażająco wręcz sztuczny. Jaśniutki, śliczniutki i wymuskany. Realia epoki? A kogo to obchodzi, skoro to i tak tylko rozrywka. Z jakiegoś powodu najbardziej mnie bawił bielusieńki worek marynarski Pawła Małaszyńskiego, ale takie kwiatki były na każdym kroku i irytowały mnie, bo trudno skupić się na fabule, kiedy nie czujesz klimatu.

Na szczęście jednak i tak nie było na czym się skupiać. Całe pieniądze poszły na scenografię i kostiumy, ale już na scenarzystów - jak to w polskim serialu - zabrakło. Zaprezentowano więc szereg wyświechtanych banałów, które zna każdy, kto widział choć jeden serial kryminalny, i nie dodano zupełnie nic od siebie. Wielu widzów zauważyło, że punkt wyjściowy był dokładnie taki jak w "Tabu" i Małaszyński w cylindrze też jakby przypominał Hardy'ego, ale pamiętajcie, że "Belle Epoque" powstało, zanim "Tabu" miało premierę. Ja widzę przede wszystkim podobieństwa do "Ripper Street", przy czym skopiowano wszystko oprócz gęstej atmosfery.

Nie wciągnęła mnie ani prywatna historia głównego bohatera o podwójnym nazwisku (ach, jaki krakowski był kiedyś ten Kraków!), ani napisana na kolanie sprawa kryminalna. Dalej, jak rozumiem, będzie procedural, bo nie starczyło odwagi na nic więcej. Ekscytowanie się czymś tak banalnym byłoby naprawdę nie na miejscu, skoro Brytyjczycy takie seriale kręcą hurtowo, też bez gigantycznych budżetów, i jakoś potrafią przy tym za każdym razem potraktować widza z szacunkiem. Ale to nie wszystko - żenującego obrazu dopełniły okropne dialogi i drewniana gra Małaszyńskiego, który do roli takiego superpoważnego macho zupełnie nie pasuje.

Całość oglądało się jak parodię brytyjskich kryminałów kostiumowych. Brakowało lekkości, charakteru, finezji, a specyficzna TVN-owska estetyka denerwowała mnie w każdej minucie. To prawda, że kostiumy były ładne i kosztowne, a scenografia, hm, zadbana, ale wszystkiemu temu towarzyszyło tyle emocji, co na przeciętnym kazaniu. Nawet z muzyką nie wyszło - ktoś tu chyba widział "Peaky Blinders" i doszedł do wniosku, że fajnie będzie, jeśli bohaterowie będą maszerować w rytm współczesnych piosenek. Tyle że chyba nie miał czasu podejrzeć, jak dobrze to potrafią zmontować Brytyjczycy. Tutaj był to tylko kolejny irytujący element, który egzystował w oderwaniu od reszty. No nie tak to się robi. [Marta Wawrzyn]

1 2 3 4 5 6 7 8 9