"American Horror Story" (1x12): Epilog

"American Horror Story"

"American Horror Story"

Finałowe epizody "American Horror Story" udowodniły, że nominowanie tego serialu do nagrody Złotego Globu jest jak najbardziej trafną decyzją. Uwaga, spoilery.

W przypadku "American Horror Story" trudno mówić o jednym finałowym odcinku. Tak naprawdę ostatni epizod (nr 12 - "Afterbirth") jest czymś w rodzaju epilogu. Kluczowe dla fabuły i losu postaci wydarzenia rozegrały się w odcinkach 10 ("Smoldering Children") oraz 11 ("Birth"), gdy dowiedzieliśmy się kilku zaskakujących rzeczy. Niby motyw "a on/ona jest duchem" powinien być ograny od czasu "Szóstego zmysłu" oraz "Innych", ale kto nie był w szoku, gdy wyszła na jaw prawda o Violet? Przejmująca była również scena porodu bliźniaków i śmierci ich matki.

Odcinek 12 był właściwie tylko w czymś rodzaju epilogu – co nie znaczy, że był nudny i nieciekawy. Przeciwnie, nowa sytuacja w Domu Grozy, zwłaszcza po śmierci pana Harmona na początku odcinka, stała się niezwykle interesująca. Nawiedzona budowla zamieszkana przez dwie zwalczające się grup duchów. W tym przez całą rodzinę, która dopiero po śmierci zrozumiała, czym jest jest miłość i przywiązanie.

Jak już jednak wiemy, twórcy "American Horror Story" zapowiedzieli, że w 2. sezonie poznamy nową rodzinę i nowy dom. Ekipa wycofała się już z rezydencji, gdzie serial kręcono dotychczas. Finałowy odcinek 1. sezonu rzeczywiście był więc zakończeniem pewnej historii.

Pod względem fabularnej konstrukcji "American Horror Story" można porównać do "Breaking Bad". W obu przypadkach mamy spójną historię, gdzie każdy element jest częścią precyzyjnej układanki. Nie ma tu panicznego łatania i naciągania scenariusza, jak np. w "Homeland" lub najsłabszych sezonach "Desperate Housewives". To zapewne zasługa tego, że powstawanie scenariusza jest ściśle nadzorowane przez autorów pomysłu na serial. W "AHS" są nimi Ryan Murphy oraz Brad Falchuk, którzy wcześniej stworzyli "Glee".

Dzięki jednolitej koncepcji i konsekwentnej realizacji, oglądając "American Horror Story" nie mamy wrażenia obcowania z medialnym produktem stworzonym przez przypadkowych ludzi. Nie, ten serial to prawdziwe telewizyjne dzieło sztuki.