Chciałbym, żeby Aaron zginął w zabawny sposób. Nasza rozmowa z Rossem Marquandem z "The Walking Dead"

Ross Marquand w Warszawie (Fot. FOX)

0

Ross Marquand gra Aarona w "The Walking Dead". Oto, co podczas swojej wizyty w Warszawie powiedział nam o apokalipsie zombie, Neganie i swoich ulubionych serialach.

Aarona poznaliśmy w sezonie piątym, gdy był osobą zajmującą się przede wszystkim rekrutacją nowych członków wspólnoty w Aleksandrii. Teraz to jeden z ważniejszych członków grupy Ricka i wsparcie w zbliżającym się starciu z Neganem. Z odtwórcą tej roli, Rossem Marquandem, rozmawialiśmy kilka dni temu w Warszawie. Oto, co powiedział o Aaronie, symbolice serialu, a także o tym, jaki rodzaj śmierci preferowałby dla swojego bohatera.

Negan ma bardzo duży wpływ na ostatnie sezony "The Walking Dead". Jak Aaron zmienił się pod jego wpływem?

Pojawienie się Negana sprawiło, iż Aaron przestał wierzyć w to, że wszyscy ludzie są tak naprawdę w środku dobrzy. Aaron zawsze szukał w ludziach tego co najlepsze i wierzył, że istnieje dyplomatyczne rozwiązanie sytuacji - ze Zbawcami, z każdą inną grupą. Ale zaczął sobie zdawać sprawę z tego, że z tymi ludźmi nie można się porozumieć. Że można dać im wszystko, czego chcą, a i tak będą chcieli krzywdzić, zabijać. Aaron zaczyna rozumieć, że na przemoc trzeba odpowiadać przemocą.

Do Negana jeszcze wrócimy, ale zatrzymajmy się sposobie widzenia świata przez bohaterów. Uważasz, że w "The Walking Dead" jest jakaś filozofia? Bywa, że ten serial jest przedstawiany tylko jako opowieść o apokalipsie i zabijaniu zombie.

Wiele osób patrzy na "The Walking Dead" z perspektywy politycznej czy religijnej. Jest wiele różnych perspektyw. Ale ja zawsze spoglądam na ten serial z perspektywy duchowej.

Duchowej?

Dla mnie szwendacze reprezentują śmierć duszy. To właśnie teraz widzimy na całym świecie - ludzi pochłonął czy to konsumeryzm, czy ogólna pasywność. Ludzie nie żyją pełnią życia. I myślę, że w "The Walking Dead" ci, którzy przetrwali - jak Rick, Aaron i inni - chcą żyć pełnią życia. Nie zgadzam się jednak z tezą, którą wygłosił Rick w odcinku ze stodołą [10. odcinek 5. sezonu - red.], tuż przed moim pojawieniem się w serialu. Nie zgadzam się z tym, że osoby, które przetrwały, to właśnie żywe trupy. Oni są właśnie ludźmi, którzy chcą być silni i żyć pełnią życia. I to czyni ich tak interesującymi.

Thanks for all the love, Poland ...you've been incredible! Can't wait to come back!! #twdeurotour

Post udostępniony przez Ross Marquand (@rossmarquand)

Wracając do Negana, czy Aaron przez niego bezpowrotnie stracił przekonanie, że ludzie są z gruntu dobrzy?

Aaron może nadal zachować swój optymizm, może nadal wierzyć w dobro w ludziach. Ale zdaje sobie już sprawę, że niektórzy stracili bezpowrotnie swoje człowieczeństwo. I że trzeba się ich pozbyć.

Myślisz, że można mówić o zmianie tonu w drugiej części 7. sezonu? Mam wrażenie, że w ostatnich odcinkach Rick i jego grupa znaleźli w sobie nowe siły, nową energię. I to widać.

Rick i jego grupa zostali mocno pobici w pierwszej części sezonu, zniechęceni przez Negana i Zbawców. Fakt, że są ponownie aktywni i znaleźli sposób na kontratak dodaje im odwagi. I myślę, że to podnosi całą grupę na duchu.

Czyli Aaron już w pełni się z nią zintegrował? W przeszłości było widać duże różnice zdań.

To Aaron sprowadził grupę Ricka do Aleksandrii. I od samego początku zobaczył w nich dobro, w Ricku - że można mu zaufać jako przywódcy. Nigdy nie było wątpliwości, że wspiera Ricka. I teraz będzie go wspierał bez względu na to, że czasami plany Ricka nie przebiegają tak, jak powinny.

Skoro już o tym mowa, to czy kiedykolwiek myślałeś, jak Twoja postać mogłaby pożegnać się z życiem? Wolisz bohaterską czy bardziej "zwykłą" śmierć?

Większość aktorów pewnie powiedziałaby, że chciałaby odejść w bohaterski sposób. Myślę, że byłoby zabawnie, gdyby Aaron odszedł w sposób komediowy, na przykład poślizgnął się na skórce od banana. Za mało jest takich sytuacji.

Last night in Warsaw...let's get weird.

Post udostępniony przez Ross Marquand (@rossmarquand)

Czyli "The Walking Dead" traktuje siebie zbyt poważnie? W wielu serialach - nawet jeśli są mroczne - po pewnym czasie następuje skręt w taką stronę. W "The Walking Dead" nie.

No nie wiem... Myślę, że Eugene jest przekomiczny. Za każdym razem, gdy obserwuję Josha [McDermitta], to nie mogę powstrzymać się od śmiechu. Ale myślę, że powód, dla którego serial ma tak ciężki klimat, jest taki, że [twórcy] chcą być wierni całej historii. A ona jest mroczna. Zbyt wiele żartów byłyby brakiem szacunku dla głównego wątku. Ale uważam, że jest na to miejsce.

Czy to nie jest jednak tak, że po siedmiu sezonach zbyt wiele rzeczy w "The Walking Dead" zaczęło się powtarzać?

Tematy, które się powtarzają, są w serialu, ponieważ Scott i reszta producentów próbują opowiedzieć pewną unikalną historię, która jednocześnie jest bardzo uniwersalna. I dlatego zdobyła tak wielką popularność na świecie. Zmagamy się z takimi tematami jak miłość czy strata - i dlatego to jest tak interesujące dla ludzi na całym świecie.

Na koniec, jakie są Twoje trzy ulubione seriale?

"Breaking Bad", "Sons of Anarchy" i "Narcos".

7. sezon "The Walking Dead" możecie oglądać w poniedziałki o godz. 22:00 na kanale FOX Polska.