10 utworów z "Wielkich kłamstewek", które zostaną z nami na dłużej

"Wielkie kłamstewka" (Fot. HBO)

0

Tęsknicie już za "Wielkimi kłamstewkami"? My też, dlatego przygotowaliśmy coś specjalnego – szybki i subiektywny przekrój przez cały sezon w towarzystwie fantastycznej muzyki. Gotowi, by przeżyć to jeszcze raz?

Jeśli macie już cały sezon "Wielkich kłamstewek" za sobą, to pewnie jest Wam teraz równie smutno co nam, że musieliśmy się pożegnać z Madeline, Celeste, Jane i resztą. Tym bardziej że twórcy nie chcą wyciągnąć pomocnej dłoni i raczej ucinają spekulacje o potencjalnej kontynuacji. Nie zostaje więc nic innego, jak wspominać, a co nadaje się do tego lepiej niż muzyka? Zwłaszcza taka jak tutaj, bo soundtrack z produkcji HBO to prawdziwy majstersztyk, łączący gatunki, style i nastroje w jedną, perfekcyjną mieszankę. Wybraliśmy te jego fragmenty, które najbardziej zapadły nam w pamięć, także z powodu scen, którym towarzyszyły, ale oczywiście nie wyczerpaliśmy tematu. Ba, spokojnie można by ułożyć zupełnie inną dziesiątkę. Jeśli nie widzieliście całego serialu, to uważajcie na spoilery!

"Cold Little Heart" – Michael Kiwanuka

Nie możemy zacząć inaczej. Czołówkowy utwór nie tylko znakomicie spełnia swoje podstawowe zadanie, więc wpada w ucho od pierwszych sekund (ręka w górę, kto ani razu nie zanucił sobie tego motywu), ale i perfekcyjnie wprowadza w klimat serialu, spokojnie się rozkręcając, by w kulminacyjnym momencie trafić w samo sedno. Dodajmy do tego proste, ale świetnie pomyślane intro przedstawiające nasze bohaterki (i ich dzieci, rzecz jasna) i mamy czystą perfekcję. Warto dodać, że słyszymy oczywiście tylko fragment utworu Michaela Kiwanuki – całość tutaj.

"Victim of Love" – Charles Bradley (odcinek 1: "Somebody's Dead")

Zwróciliście uwagę, w jak subtelny sposób twórcy zasugerowali nam, że z perfekcyjnym życiem Celeste jest coś nie w porządku? Wcale nie trzeba było na to długo czekać, bo już na początku 1. odcinka, gdy już ujrzeliśmy bohaterkę w domowym zaciszu, towarzyszył jej utwór o bardzo sugestywnym tytule. Tylko kto mógł wtedy przypuszczać, że ten uroczy łobuz rzucający tekstami w stylu "Co mówiliśmy o strzelaniu do mamy przed południem?" okaże się potworem?

"Dance This Mess Around" – The B-52's (odcinek 2: "Serious Mothering")

Pierwszy z dwóch utworów z 2. odcinka, które zostały ze sobą bardzo ładnie połączone. Ten energetyczny kawałek towarzyszy Jane podczas joggingu i po nim, gdy bohaterka wykrzykuje słowa razem z wokalistką, skacząc i wymachując przy tym rękoma, chcąc dosłownie pozbyć się kłębiących się w niej negatywnych emocji. Pewnie by to zadziałało, gdyby akurat nie zadzwonił telefon…

"River" – Leon Bridges (odcinek 2: "Serious Mothering")

Telefon z wiadomością, że Ziggy został oskarżony o… napaść seksualną. W rzeczywistości chodziło o niewinny całus na zgodę, a całą sytuację wywołała Chloe, która zgodnie ze swym fenomenalnym gustem muzycznym uznała, że akustyczna ballada Leona Bridgesa będzie idealnym podkładem do pogodzenia się kolegi z Amabellą. No jak jej nie przyznać racji, skoro dorośli przy tym utworze wprost padają sobie w ramiona? Dzieciom nie wolno?

"Dreams" – Fleetwood Mac (odcinek 3: "Living the Dream")

Muzyka łagodzi obyczaje? W momencie gdy konflikt między Madeline a Renatą osiągnął apogeum w postaci wojenki urodzin z "Disney On Ice", trudno było w to uwierzyć. Wystarczyła jednak krótka scenka z podróży i wspólne śpiewanie Fleetwood Mac, by pozwolić sobie na chwilę ulgi i myślenie, że wszystko musi się skończyć dobrze. Ech, pozory.

"This Feeling" – Alabama Shakes (odcinek 4: "Push Comes to Shove")

Kolejny utwór, który zawdzięczamy Chloe. Dziewczyna bezbłędnie wyczuwa, czego akurat potrzebują ludzie wokół niej, więc stworzenie playlisty dla Madeline przeżywającej fakt, że jej druga córka wyniosła się, by zamieszkać z ojcem, to dla niej pestka. Mam wrażenie, że każdemu przydałaby się taka mała, chodząca muzyczna encyklopedia. Ktoś wie, gdzie taką dostać?

"Bloody Mother Fucking Asshole" – Martha Wainwright (odcinek 4: "Push Comes to Shove")

Nie tylko Chloe i jej gust to stały motyw, bo i Jane wyrażająca emocje za pomocą muzyki już się tu pojawiła. Tym razem jednak cała scena uderzyła znacznie mocniej, bo widok wykończonej biegiem kobiety uzupełniono montażem strzelania do znienawidzonego mężczyzny i wiele mówiącym skokiem z urwiska. Słowa znów były zbędne, by opisać, co dzieje się w głowie nawiedzanej przez wspomnienia bohaterki. Jeśli jednak ich potrzebujecie, to proszę bardzo, Martha Wainwright dostarcza ich całe mnóstwo – wszystkie bardzo bezpośrednie.

"Silver Trembling Hands" – The Flaming Lips (odcinek 5: "Once Bitten")

Początek 5. odcinka przyniósł definicję tego, jak należy perfekcyjnie zgrać muzykę z obrazem (oklaski dla montażystów). Wrzask z utworu The Flaming Lips idealnie złożył się tu z koszmarem Madeline, w którym Renata "uzbrojona" w pacynki spycha ją ze wzgórza. A potem, jak u Hitchcocka, robiło się tylko bardziej niepokojąco. Brr…

"Papa Was a Rollin' Stone" – The Temptations (odcinek 6: "Burning Love")

Pod koniec 6. odcinka muzyce towarzyszyła choreografia, bo układ taneczny do utworu zaskakująco pasującego do sytuacji jego i Jane przygotował Ziggy. Zdziwieni? Z pewnością nie bardziej niż kobieta, której uśmiech szybko przerodził się w dziwny grymas, gdy wsłuchiwała się w słowa piosenki. I jak tu wyznać dziecku prawdę o jego ojcu?

"You Can't Always Get What You Want" – Ituana (odcinek 7: "You Get What You Need")

Zaczynaliśmy oczywistością i nią też kończymy. Finałowy odcinek serialu zawierał mnóstwo fantastycznych dźwięków (dość wspomnieć, że dostaliśmy potrójną dawkę Elvisa Presleya, w tym wersję utworu "Don't" w wykonaniu samej Zoë Kravitz) i potężną dawkę emocji. Wszystkie zostały jednak rozładowane w ostatniej sekwencji, w której piątka kobiet spędza czas z dziećmi na plaży, a napięcie stopniowo się rozmywa przy łagodnych dźwiękach coveru The Rolling Stones. Nie, nikt nie ma dokładnie tego, czego chciał, wszak ktoś stracił męża, czyjeś dzieci nie mają ojca, a pozostałe problemy wcale nie odeszły w zapomnienie. Czuć tu jednak niewątpliwie nadzieję na lepsze czasy. Coś, czego nasze bohaterki bez dwóch zdań potrzebowały.