Które seriale warto oglądać? Podsumowujemy nowości z drugiej połowy marca

"Trzynaście powodów" (Fot. Netflix)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9

Wczoraj ocenialiśmy "Konflikt: Bette i Joan", "Przekręt" czy "Trial & Error", dziś kończymy podsumowanie marca. Na liście znalazły się tym razem m.in. "Iron Fist", "Trzynaście powodów", "Nobodies" i "Harlots".

"Iron Fist"

"Iron Fist" (Fot. Netflix)

"Iron Fist" (Fot. Netflix)


Czwarty element superbohaterskiego świata stworzonego wspólnymi siłami Netfliksa i Marvela okazał się niestety wyraźnie najgorszym. Najkrócej rzecz ujmując, "Iron Fist" to po prostu bardzo słaba produkcja, która, gdyby powstała choćby dla CW, zostałaby przez większość porzucona po pilocie. Skoro jednak jest częścią większej, netfliksowej całości, to oglądaliśmy i cierpieliśmy dalej, zastanawiając się, jak to możliwe, że po mniej i bardziej udanych poprzednikach tym razem tak bardzo chybiono celu.

Trudno doszukiwać się w tej opowieści jakichś zalet, zwłaszcza gdy wady rzucają się w oczy znacznie mocniej. Poczynając od głównego bohatera, postaci tak mdłej, że charyzmą przebijali go dosłownie wszyscy, poprzez niewiele lepszy drugi plan (może za wyjątkiem Collen Wing, jedynej postaci, która jako tako przyciągała uwagę), aż do nudnych scen akcji i beznamiętnej, zmierzającej donikąd i zwyczajnie głupiej historii.

Oczywiście, że nie wymagałem nie wiadomo czego po fabule o milionerze powracającym do domu po latach spędzonych w buddyjskim klasztorze, gdzie trenował wschodnie sztuki walki. Chciałem po prostu sympatycznej, charakternej, a w najgorszym przypadku tylko bezbolesnej rozrywki. Dostałem serial, do którego oglądania się zmuszałem, nie wiedząc, czy to tak na poważnie, czy jednak Netflix sobie ze mnie kpi. Okazało się, że jednak nie, a do obecności Danny'ego Randa obok lubianych bohaterów trzeba będzie się przyzwyczaić. W końcu "The Defenders" już za moment. [Mateusz Piesowicz]

1 2 3 4 5 6 7 8 9