Świat poza zdrowym rozsądkiem. Recenzja "Opowieści podręcznej", nowego serialu Hulu

"Opowieść podręcznej" (Fot. Hulu)

0

"Opowieść podręcznej" wnosi oglądanie telewizji na nowy poziom – koszmaru tak paraliżującego, że nie można się z niego obudzić, a po przebudzeniu nadal tkwiącego w głowie. Wbrew pozorom, to trzeba zobaczyć.

Serialowa adaptacja "Opowieści podręcznej", czyli powieści kanadyjskiej pisarki Margaret Atwood, już jakiś czas temu wyrosła na jedną z najbardziej oczekiwanych premier tego roku. Kolejne zapowiedzi zwiastowały bowiem nie tylko kawał dobrego widowiska, ale także historię wyraźnie wpisującą się w panujące nastroje społeczno-polityczne, co przy ekranizacji prozy sprzed ponad 30 lat mogło wydawać się dość dziwne. Dystopie mają jednak to do siebie, że co jakiś czas stają się ponownie aktualne – "Opowieść podręcznej" od Hulu w swoje okienko trafiła idealnie. Dobra to wiadomość dla serialu, znacznie gorsza dla zdrowego rozsądku.

Sami widzicie, że naprawdę trudno uciec od politycznych odniesień przy dyskusji o takiej produkcji, postarajmy się jednak odłożyć je na bok. Skupmy się natomiast na samym serialu, który absolutnie nie zasługuje, by sprowadzić go tylko do aluzji. Bo "Opowieść podręcznej" Bruce'a Millera ("The 100") to rzecz działająca na wielu poziomach. Od fabularnego począwszy, a na czysto emocjonalnym skończywszy.

Zasługa to i świetnego materiału źródłowego, i tego, co zrobili z nim twórcy serialu, bo "Opowieść podręcznej" wcale nie jest historią szczególnie prostą do przeniesienia na ekran. A przynajmniej nie z takim ładunkiem emocjonalnym, jaki udało się tu zawrzeć. Bez niego mielibyśmy jednak do czynienia z raczej znaną fabułą, w której świat skręca w przerażającym kierunku, a my oglądamy tego skutki. Serial Hulu w znajomy schemat wkłada jednak coś jeszcze, a mianowicie poczucie autentyzmu, od którego przechodzą ciarki.

Offred

Zapomnijcie o dystopijnych fabułach, które powstawały, by zapewnić widzom rozrywkę w postaci wizji wyswobadzania się spod jarzma opresyjnego systemu. Tutaj nie ma o tym mowy, bo twórcy skupiają się na przedstawieniu piekła, w jakim przyszło żyć ich bohaterce w najbardziej dosadny z możliwych sposobów, co bardzo mocno udziela się oglądającym. Pierwszy kontakt z "Opowieścią podręcznej" wywołuje najprawdziwszy paraliż, a jednocześnie jest przeżyciem, od którego trudno oderwać wzrok. Jeśli zwykle tego typu historie przedstawiają tylko swego rodzaju czarną wizję przyszłości, tutaj pozwala się nam jej niemal doświadczyć razem z bohaterką.

Tą natomiast jest niejaka Offred (Elisabeth Moss), jeszcze niedawno całkiem zwykła kobieta, która znalazła się w koszmarze, o jakim nawet nie śniła. Nazywa się on Republiką Gileadzką i jest powstałą na gruzach Stanów Zjednoczonych dyktaturą wojskowo-religijną, w której rola kobiet została sprowadzona do, w najlepszym przypadku, posłusznej i niemającej prawa głosu żony. Nasza bohaterka znajduje się jednak w znacznie gorszym położeniu, bo jako jedna z nielicznych pozostałych płodnych kobiet, została jej przydzielona rola tzw. podręcznej. Jest więc Offred po prostu rzeczą. Jeszcze jednym meblem w domu wysoko postawionego w społeczeństwie Komendanta Waterforda (Joseph Fiennes), ale takim, który oprócz niezabierania głosu i pozbawienia wszelkich przejawów indywidualizmu, jest regularnie gwałcony i ma rodzić dzieci. Ku lepszemu jutru rzecz jasna.

Ogólny zarys historii wystarczyłby zapewne większości produkcji, ale "Opowieść podręcznej" się do tego grona nie zalicza. Tutaj twórcy dopiero zaczynają dręczyć nas i swoją bohaterkę, stopniowo wgłębiając się w szczegóły funkcjonowania reżimu, pozwalając Offred być naszą przewodniczką. Zabieg ten pozwolił chociażby na wytworzenie bardziej osobistej relacji z postacią. Niewiele czasu potrzeba, by kobieta, o której w gruncie rzeczy wiemy bardzo mało, stała się nam bardzo bliska ze zwykłego, ludzkiego współczucia. Jej historia, a co za tym idzie historia świata, w którym żyje, jest stopniowo uzupełniana, ale oglądamy to, mając już świeżo w pamięci koszmar bohaterki w teraźniejszości, co oczywiście automatycznie ustawia nam perspektywę na wszystkie wydarzenia.

handmaid

Niekoniecznie jest to jednak perspektywa jednoznacznie mroczna, bo komentarze Offred, które ta rzuca nam z offu, nie są tylko i wyłącznie monologiem kobiety pogrążonej w rozpaczy. Pojawiają się tam inne emocje, a nawet humor, który czyni całość odrobinę lżejszą, ale twórcy uważają, by nigdy nie przekroczyć pewnej granicy. Faktem pozostaje, że myśli bohaterki to jedyna część jej osobowości, do której mamy dostęp tylko my i ona, więc jeszcze wyraźniejszy staje się aspekt bliskości pomiędzy nami. Hasło "Jej historia jest naszą historią", którym promował się serial, nabiera tu więc bardzo dosłownego znaczenia.

Choć Offred jest oczywistym centrum serialu, ten nie zapomina o wprowadzeniu bogatego tła jej historii. Poznajemy więc zarówno inne podręczne (zwróćcie uwagę na Ofglen graną przez Alexis Bledel, to być może najlepsza rola tej aktorki w karierze), jak i przedstawicieli opresyjnego systemu. Co jednak ciekawe, "Opowieść podręcznej" i tutaj trzyma mężczyzn na drugim planie – gdzieś pojawia się Komendant, od czasu do czasu spotykamy jego kierowcę (Max Minghella), ale nader wyraźne jest poczucie, że to nawet w minimalnym stopniu nie jest ich serial. Jasne, to mężczyźni rządzą światem, ale ekran należy zdecydowanie do pań. Czy to tych współpracujących z reżimem (fantastyczna rola Ann Dowd), czy tych, które na pozór stoją na uprzywilejowanej pozycji, ale w gruncie rzeczy niewiele dzieli je od statusu swoich podwładnych (jak Serenę Joy, żonę Komendanta, graną przez Yvonne Strahovski).

Przez większość czasu jesteśmy jednak świadkami show pod tytułem "wszystkie oczy na Offred", z czym Elisabeth Moss radzi sobie wprost doskonale, tworząc postać zarazem zdruzgotaną, ale i przejawiającą swego rodzaju wewnętrzną siłę, która pozwala jej funkcjonować każdego dnia. Nie brak tu scen, przy których chciałoby się wręcz odwrócić wzrok od ekranu i zapomnieć o tym, co się widziało, ale m.in. kreacja Moss jest tym, co każe patrzeć bez mrugnięcia okiem. Od razu wiadomo, że siedzi w tej kobiecie coś znacznie więcej, niż tylko skryta za zasłoną ofiara (swoją drogą ograniczona perspektywa narzucona przez kostiumy jest tu świetnie wykorzystywana przez kamerę, podobnie zresztą jak kolorystyka, którą serial gra w zachwycający sposób) ale nie spodziewajcie się szybkich i łatwych rozwiązań.

handmaid3

Takich bowiem "Opowieść podręcznej" nie ma zamiaru dostarczać, stopniowo budując swój świat, jego bohaterki i fundamenty, na których został wzniesiony. I w tym miejscu dochodzimy do tematu, którego starałem się unikać, a więc aż nazbyt czytelnych aluzji do rzeczywistości. Serial ochoczo częstuje nas retrospekcjami, przedstawiając, jak runęły podwaliny cywilizowanego społeczeństwa i naprawdę trudno nie dostrzec tutaj zbieżności z faktami ze współczesnego świata. Dla niektórych może się to wydać nachalną i niepopartą żadnymi dowodami demagogią, ale nie zapominajmy przy tym, że ciągle poruszamy się w obszarze fabularnej fikcji. Historii, którą oparto na skrajnych tendencjach, wyolbrzymiając je jeszcze bardziej i doprowadzając do wersji absolutnie przerażającej. Sam fakt, że jest ona jednak aż tak przekonująca to coś, co nigdy, ale to nigdy nie powinno mieć miejsca.

Na tym właśnie polega największa siła serialu, że opowiadając fikcyjną fabułę, potrafi sprawić, że czujemy się, jakbyśmy oglądali bolesną relację z prawdziwego świata. Nie takiego, który mamy za oknem, ale takiej jego wariacji, która wcale nie wydaje się kompletnie oderwana od rzeczywistości. Nie jest "Opowieść podręcznej" wezwaniem do walki, nie jest politycznym ani feministycznym manifestem, nie jest nawet ostrzeżeniem. Jest po prostu okazją do zwykłego zastanowienia się i posłuchania głosu zdrowego rozsądku, póki jeszcze wyraźnie w tym całym hałasie rozbrzmiewa. A nade wszystko, jest naprawdę kapitalnym serialem, który po prostu trzeba samemu zobaczyć.

Recenzja jest przedpremierowa. Trzy pierwsze odcinki "Opowieści podręcznej" debiutują w Hulu jutro, a już 27 kwietnia pojawią się na platformie ShowMax. Kolejne będą się ukazywać co tydzień.