13 seriali, które w latach 90. uwielbiała cała Polska

"Miasteczko Twin Peaks" (Fot. ABC)

0
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

Z jednej strony ekscentryczne "Twin Peaks", przerażające "Z Archiwum X" czy magiczny "Przystanek Alaska", z drugiej - opery mydlane, tworzone hurtowo sitcomy i najbardziej tandetne procedurale. Dla dzieciaków dorastających w latach 90., takich jak ja, telewizja była przepustką do innego świata, w którym wszystko wydawało się tak samo cudowne, bo zupełnie nowe i dalekie od PRL-owskich szarości. A że nie do końca odróżnialiśmy to co dobre od totalnych koszmarków? To już inna bajka. Przypominam seriale, które wtedy się oglądało.

"Miasteczko Twin Peaks"

"Miasteczko Twin Peaks" to mój pierwszy serial, jeśli oczywiście pominąć różne absurdalne rzeczy, którymi raczyła nas telewizja w PRL-u (jak przez mgłę pamiętam np. brazylijską telenowelę "Niewolnica Isaura", oglądaną namiętnie w polskich domach w drugiej połowie lat 80.). To był ogromny szok i wielka miłość od pierwszego wejrzenia, bo kiedy na półkach polskich sklepów dopiero zaczęły się pojawiać jakiekolwiek towary, a dorośli zajęli się poważnymi rozważaniami o wolności i solidarności, gdzieś daleko w Ameryce, pośród lasów, w których coś złowrogo szumiało, banda cudownych ekscentryków prowadziła zupełnie odrealnione życie, a wspaniały agent Cooper pił czarną kawę, pożerał przerażające ilości pączków i ciasta wiśniowego oraz opowiadał niestworzone rzeczy o Tybecie. A do tego było morderstwo, które mroziło krew w żyłach.

Wszystko to razem składało się na coś niezwykłego - była w tym jakaś wyjątkowość, dziwność i zagraniczność, było wrażenie, że świat pełen jest fascynujących tajemnic i rzeczy zupełnie innych od tych, które znałam. Pamiętam, że pomimo uczucia, iż oglądam jakąś przedziwną, straszną bajkę, "Miasteczko Twin Peaks" wydawało mi się prawdziwe. Wiecie czemu? Bo zawsze zgadzały mi się emocje. To znaczy kiedy bohaterowie zalewali się łzami, też miałam ochotę płakać, kiedy się śmiali, to też mi się to wydawało śmieszne, a kiedy krzyczeli ze strachu, też mi przebiegały ciarki po kręgosłupie. To byli dla mnie ludzie - z jednej strony zachowujący się najczęściej w kompletnie niezrozumiały sposób, z drugiej, tacy jak wszyscy dookoła mnie.

Było też "Miasteczko Twin Peaks" owocem zakazanym, oglądanym w polskich domach całymi rodzinami, mimo wyraźnych ostrzeżeń Telewizji Polskiej, że to serial tylko dla widzów dorosłych. Choć ostrzegano nas tak przed każdym odcinkiem, jakimś cudem wszystkie dzieci w szkole - mieliśmy wtedy po osiem, dziewięć lat - serial znały, omawiały kolejne odcinki na przerwach i dobrze wiedziały o istnieniu Boba.

Mam wrażenie, że to nasze wspólne doświadczenie wychowało w Polsce całe pokolenie fanów twórczości Davida Lyncha, którzy dziś nie mają problemu z rozpoznaniem jego filmów w nowym "Twin Peaks". I właśnie dlatego to nowe "Twin Peaks", które jest zdecydowanie czymś więcej niż nostalgicznym powrotem na stare śmieci, ma szansę nie tylko się udać, ale także zostać docenione. Lynch był w stanie zamienić w swoich fanów ludzi, którzy zetknęli się na jakimś etapie swojego życia z jego niezwykłym serialem. Jestem pewna, że to zadziałało nie tylko w przypadku dziewięciolatków.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13