Nowe "Twin Peaks" w końcu zacznie mieć sens. Tak nam obiecuje Kyle MacLachlan

"Twin Peaks" (Fot. Showtime)

Jeśli odpuściliście sobie dalsze oglądanie "Twin Peaks", przekonani, że nie doczekacie się połączeń pomiędzy wątkami, wiedzcie, że źle zrobiliście. Odtwórca głównej roli zapewnia, że wszystko nabierze sensu.

Szklane pudła, w których materializują się dziwne postacie, złote szpadle, wędrówki Dougiego Jonesa, niemające związku z fabułą koncerty, wycieczki w przeszłość, tajemnicze postacie Leśników, a nawet jedna porządna atomówka - to wszystko i jeszcze więcej widzieliśmy już w nowym sezonie "Twin Peaks". Łatwo się w tym pogubić, a przede wszystkim przestać dostrzegać jakiekolwiek związki pomiędzy poszczególnymi scenami.

"Patrząc na to, co się działo w social mediach, wiem, że publika czekała podekscytowana na powrót Coopera, jakiego zapamiętali. Nie mogłem nic powiedzieć na ten temat - że aby statek mógł wrócić na swój kurs, musi przejść pewien proces. (...) Wiedziałem, że to będzie dla ludzi trudne. Wiele osób chciało nostalgicznego powrotu do Twin Peaks, jakie pamiętają. A my tego nie robimy" - powiedział w rozmowie z The Hollywood Reporter Kyle MacLachlan, wcielający się niegdyś w agenta Coopera, jego zły sobowtór, a także Dougiego Jonesa.

"Chyba wszyscy wiedzieliśmy, że to będzie wyzwanie dla publiczności, także dlatego, że to 18 części jednej gigantycznej rzeczy i że jest to ciągłe. Ludzie muszą więc naprawdę się skupić. Poza tym cała historia jest wypełniona różnymi obrazami, perspektywami, postaciami i rzeczami, które na początku mogą wydawać się mylące. Ale w końcu wszystko się ze sobą spotka i będzie mieć sens" - mówił aktor, dodając, że to jest bardzo ekscytujące, bo nikt jeszcze czegoś takiego nie widział w telewizji.

"Twin Peaks" wraca w najbliższy poniedziałek po dwutygodniowej przerwie, a nowy odcinek - podobnie jak poprzednie - zobaczycie w HBO i HBO GO.

REKLAMA